<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668</id><updated>2011-11-28T17:40:05.615+01:00</updated><category term='Znalezione w sieci'/><category term='Z lektur'/><category term='Moje po-dzielenia'/><category term='Fiszki'/><title type='text'>Al Romolo</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>45</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-3903135656557650479</id><published>2011-02-21T20:13:00.001+01:00</published><updated>2011-02-21T20:20:26.967+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Nocą, przy świetle latarni pomyślane</title><content type='html'>Kończą się rekolekcje. Ja znów czuję się tak, jakbym z jednego „matrixa” przechodził w inny, ze świata w świat. Taki jestem, że gdy podejmuję jakieś działanie, to pochłania mnie ono tak bardzo, że nie pamiętam o innych sprawach. Czuję też zmęczenie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za oknem mroźno. Właśnie wróciłem z krótkiego spaceru po Ostrowie Tumskim. Ręce, mimo, że w rękawicach, zmarzły porządnie. Wszedłem na chwilę do katedry. Właśnie rozpoczynała się wieczorna Eucharystia. Wzrusza mnie widok młodych ludzi przychodzących na Mszę św. w poniedziałek. Tak ot, z potrzeby serca. Mimo mrozu. Ta msza jest wpisana gdzieś w ich codzienny grafik. Piękne! Nikt im przecież nie nakazał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/--dPDbeoK5SU/TWK65Ag56NI/AAAAAAAAAGo/h8O3sFGVlVA/s1600/Wr.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/--dPDbeoK5SU/TWK65Ag56NI/AAAAAAAAAGo/h8O3sFGVlVA/s320/Wr.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5576224777191418066" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Ewangelii dzisiejszej czytam historię spotkania pewnego ojca, którego syn miał ducha niemego, z Jezusem: „Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam! Jezus mu odrzekł: Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”. Uświadamiam sobie, że „duch niemy i głuchy” siedzi w wielu ludziach. Rzuca nimi to w ogień namiętności, to w wodę studzącą na chwilę, by wrzucić na nowo w płomienie. Okropnie zniewalające jest jego działanie. Wraca temat wiary. Ona jest podstawą spotkania z Jezusem, otrzymania Jego mocy. On, Jezus może wszystko. Jest Panem. Nie muszę wątpić, tylko wierzyć. Jezus mówi też, że modlitwa i post są tu pomocne. Trudne czasem, wymagające, ale pomocne. „Zaradź memu niedowiarstwu!”. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro powrót do codzienności. Chyba będzie mi znów brakowało wielkiego miasta. I mojego samotnego krążenia jego uliczkami i zaułkami. Wilki stepowe tak mają! Dziś rano Alek wysłał mi hasło, które gdzieś wygrzebał: „Hic sunt leones!”. Lwy są mocne, zdecydowane… Wciąż myślę, że jeszcze daleko mi do „leones”. A przydało by się być bardziej „leonem” niż „lupusem”, nawet jeśli tylko stepowym…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-3903135656557650479?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/3903135656557650479/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2011/02/takie-tam-wieczorne-pomysliwanie.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3903135656557650479'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3903135656557650479'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2011/02/takie-tam-wieczorne-pomysliwanie.html' title='Nocą, przy świetle latarni pomyślane'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/--dPDbeoK5SU/TWK65Ag56NI/AAAAAAAAAGo/h8O3sFGVlVA/s72-c/Wr.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-2431924025255232371</id><published>2011-02-18T19:32:00.002+01:00</published><updated>2011-02-18T19:35:30.279+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>W cieniu archikatedry</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-szmYa0rXTBQ/TV671avnlRI/AAAAAAAAAGg/RQR2ub4xdl8/s1600/P1030101.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-szmYa0rXTBQ/TV671avnlRI/AAAAAAAAAGg/RQR2ub4xdl8/s320/P1030101.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5575099915117761810" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni w cieniu wrocławskiej archikatedry, na Ostrowie Tumskim. Prowadzę rekolekcje dla sióstr elżbietanek. Lectio divina. Kilka zaledwie fragmentów z Ewangelii wg św. Jana. W wolnym czasie sporo spaceruję, patrzę, rozmyślam. Gotycka archikatedra, dumnie i dostojnie wystrzela w górę, swoimi 37 metrowymi hełmami. Jest ona Matką kościołów diecezji, która ponownie stała się moim domem. Na jak długo? Tego nie wiem. Obok gmachy Wydziału Teologicznego, na którym obroniłem ongiś magisterium. Idę w kierunku kościoła Matki Bożej na Piasku. Próbuję odpowiedzieć sobie na pytanie, czy czuję się tu jak w domu? Czy odkrywam jakiś głębszy związek z tym miejscem? Trudno mi dać odpowiedź. Póki co trudno…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem. Jestem człowiekiem w drodze. Czasami jednak myślę, że trzeba by było już się jakoś ustabilizować na jakiś czas. Gdzieś się zadomowić. Więcej tworzyć. Budować. Nie od miejsca to zależy jednak, a od relacji z ludźmi, od przyjaźni, zaangażowania w dzieła. Wiele mnie łączy z Wrocławiem. Lata studiów, wchodzenia w dorosłość. Jednak czy jest tu już mój dom? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widzę, że powinienem więcej studiować. Pokochać bardziej samotność. Tę twórczą. Modlić się, czytać, pisać, tworzyć i głosić. Na ambonie i uczelnianej katedrze. W indywidualnych rozmowach i posłudze. Tak, muszę zrobić ten krok i pokochać bardziej samotność. Ona jest dobra i potrzebna. Z niej rodzą się relacje z ludźmi, głębokie i szczere. A to już tylko krok do tego, by mieć poczucie zadomowienia się. Na jakiś czas. Przynajmniej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrzę na oświetloną pięknie wrocławską katedrę. Latarnik pozapalał już gazowe lampy na Ostrowie Tumskim. Delikatnie pada śnieg. A ja wymieniam serdeczny uścisk z moją samotnością…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-2431924025255232371?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/2431924025255232371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2011/02/w-cieniu-archikatedry.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2431924025255232371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2431924025255232371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2011/02/w-cieniu-archikatedry.html' title='W cieniu archikatedry'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-szmYa0rXTBQ/TV671avnlRI/AAAAAAAAAGg/RQR2ub4xdl8/s72-c/P1030101.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-3098143057577863743</id><published>2011-02-15T13:15:00.005+01:00</published><updated>2011-02-15T13:23:06.816+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fiszki'/><title type='text'>Sopoćko</title><content type='html'>Dzisiaj (15 lutego) wspomnienie błogosławionego ks. Michała Sopoćki, spowiednika św. Siostry Faustyny. Od jakiegoś czasu noszę w brewiarzu obrazek z modlitwą za przyczyną tego kapłana. W ogóle bliskie mi są postawy świętych kapłanów, bo od nich uczę się jak być kapłanem i jak kochać kapłaństwo, a to nie zawsze jest proste. Uczę się, jak być wiernym kapłanem i jak wymagać, od siebie przede wszystkim. Ostatnio nabyłem sobie „Dziennik” ks. Sopoćki, by dzięki niemu móc „podpatrzeć” zwykłe, codzienne życie tego mądrego i świętego kapłana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzisiejszym brewiarzu, z okazji wspomnienia ks. Michała jest fragment jego pism. Niezwykle aktualny. Polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pism bł. Michała Sopoćki, prezbitera &lt;br /&gt;(Miłosierdzie Boga w dziełach Jego, Paryż 1967, t. 4, s. 217-218) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłosierdzie Boże w duszpasterstwie &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Największym niebezpieczeństwem duchowym naszych czasów jest zeświecczenie dusz ludzkich. Nastrój laicyzmu wciska się dziś zewsząd do wszystkich mniej odpornych dusz. Nie atakuje on, jak dawne herezje, poszczególnych dogmatów wiary, ale podkopuje cały nadprzyrodzony światopogląd, usiłując odebrać sens życiu wewnętrznemu, zbagatelizować je i usunąć poza nawias trosk współczesnego człowieka wszelkie pozaziemskie aspiracje i pragnienia. Żyjemy w dobie szalonego tempa techniki, pod hasłem coraz to bardziej śmiałych zdobyczy ludzkiego umysłu, w gorączce wielkich miast, gdzie każdy nerw i każdy muskuł zmierza do pełniejszego wyżycia się i użycia: ziemski raj ma wyrugować z duszy ludzkiej płonne rzekomo marzenia o pozaziemskich wartościach. Stąd płynie niechęć do religijnych książek, lęk przed kazaniami, płytkość zredukowanych do minimum religijnych praktyk przy głębokiej ignorancji zasad wiary, rozprężenie etyki indywidualnej i rodzinnej oraz samolubnych instynktów użycia. Wobec tych nowych nastrojów, które zatruwają i bezkompromisowo przykuwają do ziemi współczesnego człowieka, słychać wołanie Kościoła: "Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość". To wołanie zdaje się być głosem wołającego na pustyni. A jednak i dzisiaj nakaz Zbawiciela: "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, (...) Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem" - jest aktualny, jak i dawniej. Tym bardziej dzisiaj duszpasterz winien słowem i czynem realizować zasadę Sursum corda - skierowując serca wzwyż, nie przywiązując się nadmiernie do rzeczy doczesnych, które mól niszczy i złodziej zabiera, ale szukając przede wszystkim Królestwa Bożego, albowiem ponad złoto i platynę, ponad wiedzę i karierę, ponad zaszczyty i użycie, nieskończenie ważniejsze jest szczęście wieczne, przygotowane dla nas z miłosierdzia Bożego. &lt;br /&gt;Równocześnie zatem z wysiłkiem odwiecznego wroga ludzkości, by dusze ludzkie zeświecczyć i pochłonąć w zawrotnym wirze życia zewnętrznego, duszpasterz ma rozwinąć i pogłębić wartości życia nadprzyrodzonego, ma wychowywać świętych przez odpowiednie kierownictwo i rządy dusz pod wpływem idei miłosierdzia Bożego, zarówno w konfesjonale, jak i poza nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-r-fI3nt2ZRY/TVpvdtt0tZI/AAAAAAAAAGY/OL-aX5xwpMQ/s1600/sopoc.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 138px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-r-fI3nt2ZRY/TVpvdtt0tZI/AAAAAAAAAGY/OL-aX5xwpMQ/s200/sopoc.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5573890045103093138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszechmogący i miłosierny Boże, † Ty wybrałeś błogosławionego Michała, prezbitera, aby głosił światu orędzie Twego Miłosierdzia, * spraw, prosimy, aby jego wierna posługa przynosiła wszystkim ludziom obfite owoce nawrócenia i świętości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-3098143057577863743?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/3098143057577863743/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2011/02/sopocko.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3098143057577863743'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3098143057577863743'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2011/02/sopocko.html' title='Sopoćko'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-r-fI3nt2ZRY/TVpvdtt0tZI/AAAAAAAAAGY/OL-aX5xwpMQ/s72-c/sopoc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-603916105152473454</id><published>2011-02-01T16:10:00.000+01:00</published><updated>2011-02-01T16:11:04.471+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>A propos narzekania...</title><content type='html'>Chyba jednak za dużo narzekam. Może dlatego, że nie potrafię wszystkiego naraz udźwignąć… Człowiek potrzebuje wsparcia, zwłaszcza wśród swoich, w domu. Potrzeba czuć się „u-siebie”, a nie „u-kogoś”. To prawda, sam bywam wielkim indywidualistą, jednak (mam nadzieję) otwartym na dialog. Mam charakter „wilka stepowego”, czasem mi z tym dobrze, czasem mi trudno... Wiem jednak, że od dzieciństwa moją pasją jest Bóg, wiara, Kościół i człowiek. Teologia? Tak, teologia! Choć wciąż mi brak czasu na poświęcenie się tej pasji bardziej i wnikliwiej. Bo z tej pasji wyrasta kolejna, którą jest bycie wędrownym kaznodzieją, mnichem wagabundą, misjonarzem, człowiekiem w drodze, homo viatorem… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś mi właśnie poradził, żebym przeczytał dzisiejsze czytanie z Listu do Hebrajczyków: „Mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, [a przede wszystkim] grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga. Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi” (Hbr 12,1-4).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem wdzięczny za to trzeźwe przypomnienie, o co chodzi. Szukam kierownika duchowego, solidnego i konkretnego, wymagającego. Żeby innym dawać, trzeba samemu się naładowywać i kształtować ciągle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-603916105152473454?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/603916105152473454/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2011/02/propos-narzekania.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/603916105152473454'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/603916105152473454'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2011/02/propos-narzekania.html' title='A propos narzekania...'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-6196337490585080032</id><published>2011-02-01T13:29:00.001+01:00</published><updated>2011-02-01T13:31:18.242+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>jak siebie samego...</title><content type='html'>Zastanawiam się nad filozofią życia niektórych chrześcijan, którzy żyjąc w cywilizowanym świecie, w XXI wieku, nauczają z uporem, że trzeba dbać o innych pomijając, albo kosztem samych siebie. Liczy się drugi, nie liczę się ja. Osobiście nie zgadzam się z tą filozofią, gdyż przykazanie miłości uczy mnie, żebym „miłował bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO”, a nie „w miejsce siebie samego”! Muszę zatem wpierw zadbać o siebie, później mogę pomyśleć o drugim. Dotyczy to nie tylko kwestii materialnych, ale także duchowych. Co za pożytek osiągnę, gdy pomogę się zbawić całemu światu, a swoją duszę skażę na potępienie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piszę te słowa w kontekście pewnych sytuacji, w których się znalazłem, i za które, przynajmniej „z papierka” powinienem być odpowiedzialny… Sytuacja jest absolutnie dla mnie nowa. Żałosne i żenujące jest to, gdy wracam po kilku godzinach pracy, do domu, zmęczony, i… zastanawiam się, czy nie lepiej od razu pójść do jakiejś knajpy, żeby cokolwiek uczciwego zjeść. Nie jestem wymagający, uważam jednak, że coś uczciwego powinno być. Rano, jak sobie nie zorganizuję czegoś, to idę do pracy o pustym żołądku, gdyż odpowiedzialne za kuchnię osoby przyjdą długo później, żeby przygotować śniadanko najpierw dla siebie. No właśnie: „Najpierw dla siebie”, tyle, że za moje pieniądze… Chyba jeszcze w życiu takiej sytuacji nie miałem, nawet, gdy przyszło mi przez dwa miesiące żyć w afrykańskiej, ubogiej rzeczywistości! Dlaczego? Chyba tylko z powodu powywracanego porządku i BRAKU ODWAGI, (także mojej), by trzasnąć w stół i powiedzieć, że czas najpierw pomyśleć o sobie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inna rzeczywistość to ta duchowa… w podobnie żałosnej sytuacji. Brak przestrzeni sacrum w domu, który z założenia powinien takim być, brak wyznaczonego czasu na wspólne duchowe „ucztowanie”, na rzecz działalności „apostolskiej” jest w moim odczuciu jakąś wielką POMYŁKĄ. Cóż, muszę znów powiedzieć chyba: „Mea culpa!”, że się temu tak poddaję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba czas odwrócić porządek, zmienić nieco tę dziwaczną filozofię życia, wg której liczy się wszystko i wszyscy, tylko najmniej ja sam, na tę ewangeliczną: „Miłuj bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO”! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodaj odwagi i siły, Panie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-6196337490585080032?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/6196337490585080032/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2011/02/jak-siebie-samego.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/6196337490585080032'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/6196337490585080032'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2011/02/jak-siebie-samego.html' title='jak siebie samego...'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-4519344161077872500</id><published>2010-12-11T10:51:00.004+01:00</published><updated>2010-12-11T10:56:05.964+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Z pewną dozą niepewności...</title><content type='html'>Niezgrabnie trochę, z pewną dozą niepewności, czy jeszcze potrafię, spróbuję jednak. Dla siebie przede wszystkim. Potrzebuję tego bardzo znów. Pisanie wydobywa z wnętrza człowieka to, co w nim siedzi. Pozwala popatrzeć na „linki” prowadzące do przestrzeni sytuacji, myśli, uczuć i emocji o ogromnej ilości treści. Nie jest się w stanie przekazać wszystkiego, co stanowi tak zwane doświadczenie wewnętrzne czy duchowe człowieka. Wszystko to jest tylko jakąś sygnalizacją. Na więcej trzeba czasu, bliskości, przyjaźni, odwagi… a i tak nie jest się w stanie (nawet przed sobą) oddać wszystkiego. Przed laty zapytał mnie profesor na obronie mojej pracy magisterskiej, czy warto pisać „Dzienniki”. Odpowiedziałem twierdząco. I wciąż jestem do tego przekonany. Dlatego spróbuję znów. Dla siebie. Przede wszystkim dla siebie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za oknem śnieg. Tak, śnieg. Od kilku miesięcy jestem w Polsce. Na własna prośbę. Potrzebowałem zmiany. Czułem, że to już czas. I choć jeszcze poprzedni etap niedokończony, to jednak to był czas. Po dwóch miesiącach w Małopolsce, znalazłem się nieoczekiwanie na Dolnym Śląsku. Próbuję wejść w mentalność i życie mojej Ojczyzny po kilku latach rozłąki. Próbuję wejść w nowe obowiązki, których jest chyba znów (za)dużo. Są pośród nich takie, które lubię, ale są też takie, które kosztują wiele stresu i napięć, a niekoniecznie dają poczucie spełnienia i satysfakcji. Wracając do tego powrotu… Jednak trochę, a może bardzo inną Polskę zostawiłem we wrześniu 2002 roku. Nawet kiedy wracałem tu na krótsze bądź dłuższe chwile, wydawało mi się, że jest tak samo. Teraz widzę jak dużo się zmieniło. Nie wiem, czy na dobre. Chyba próbuję odnaleźć samego siebie w tym wszystkim. Coraz częściej powtarzam słowa Psalmu: „Dobrze to dla mnie, Panie, żeś mnie upokorzył”… za wiele… Szukając siebie, szukam innych. Ludzi, człowieka, który myśli podobnie jak ja, czuje podobnie jak ja, ma filozofię świata podobną do mojej. Nie, nie mówię teraz o jakiejś przyjaźni. Sporo mógłbym samemu sobie na tej płaszczyźnie powyrzucać. Myślę o kimś, kto dzięki podobnej opcji i spojrzeniu, byłby wsparciem. Dużo się zmieniło. W naszej katolickości też, oj! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam jednak takie przekonanie, że nie znajdę siebie poza sobą. Czuję potrzebę ciszy, regularnego przebywania w przestrzeni swojej samotności. Mam coraz silniejsze przekonanie, że nic nie mogę zrobić bez słuchania Słowa, bez ciszy adoracji. W listopadzie pojechałem na kilka dni rekolekcji do jednego z domów tuż za murami Jasnej Góry. Od nie pamiętam kiedy, wstawałem przed godziną 6 rano, by pójść do jasnogórskiej kaplicy. To było niezwykłe, gdy o tej bądź co bądź wczesnej godzinie, spotykałem sporą grupę ludzi, w różnym wieku, którzy przyszli albo na pierwszą Mszę św., albo do spowiedzi. Popatrzyłem na to w kontekście moich refleksji o naszej wierze i katolickości. Pomyślałem, że pomimo zmian, rozwoju, ataków, pochwał, itp. na Jasnej Górze jest wciąż tak samo jak 600, 300, 100, 10 lat temu… ludzie odmawiają „Zdrowaśki”, spowiadają się, przyjmują komunię św., na kolanach przechodzą wokół ołtarza Matki. I trwają. I oni, i to miejsce, i Polska. Odkryłem wtedy, że w tym wszystkim jest coś bardzo mojego, coś, co zagubiłem lata temu… Wstawanie na 6 rano do klasztorku, „zdrowaśki”, prosta wiara… Jakieś tajemnicze źródło siły. Trudne do wyjaśnienia tak ot, po prostu, w naszej narcystycznej czy celebrytycznej rzeczywistości. A jednak to ranne wstawanie i modlenie się – działa! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zmieniam tytułu bloga. Wprawdzie moje „dziś” jest daleko od Romolo, to jednak zostawiłem tam cząstkę siebie. I zawsze będę tam wracał z rozrzewnieniem. To był dobry czas! Oby i ten nie był gorszy! Oby…!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-4519344161077872500?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/4519344161077872500/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2010/12/z-pewna-doza-niepewnosci.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4519344161077872500'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4519344161077872500'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2010/12/z-pewna-doza-niepewnosci.html' title='Z pewną dozą niepewności...'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-4036032962071748750</id><published>2009-11-04T14:25:00.007+01:00</published><updated>2009-11-04T14:34:26.364+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Czas wrócić...</title><content type='html'>Nie będę się usprawiedliwiał, dlaczego tak dawno... etc, etc.&lt;br /&gt;Jest dobrze! Choć przyznam, że po powrocie do Romy, trudno znaleźć czas i ludzi, by pójć do Romolo...&lt;br /&gt;Myslę jednak, że może czas tutaj wrócić..., do tej strony i tego bloga i od czasu do czasu zajrzeć znów... i spróbować się SPOTKAĆ i PODZIELIĆ życiem z drugim i z samym sobą...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, jest czas! &lt;br /&gt;Więc "a presto", jak mówią Włosi... A presto!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SvGCqdVzjNI/AAAAAAAAAF4/Zu-zFcUQsLE/s1600-h/wat1.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SvGCqdVzjNI/AAAAAAAAAF4/Zu-zFcUQsLE/s200/wat1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5400241094136138962" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-4036032962071748750?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/4036032962071748750/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/11/czas-wrocic.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4036032962071748750'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4036032962071748750'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/11/czas-wrocic.html' title='Czas wrócić...'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SvGCqdVzjNI/AAAAAAAAAF4/Zu-zFcUQsLE/s72-c/wat1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-5314156893146819596</id><published>2009-08-13T09:22:00.002+02:00</published><updated>2009-08-13T09:26:41.428+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Odpust wawrzyńcowy</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SoPAIT0BfmI/AAAAAAAAAFw/__fkVHKxi1Q/s1600-h/Wawrzyniec1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SoPAIT0BfmI/AAAAAAAAAFw/__fkVHKxi1Q/s200/Wawrzyniec1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5369346429745725026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W ubiegłą niedzielę głosiłem Słowo u św. Wawrzyńca w Chorzowie. Był odpust parafialny. Cieszę się ilekroć tam wracam. Zadomowiłem się już w klimacie tej specyficznej, jak na wielkie miasto parafii. Jej specyfika polega na tym, że większość parafian to ludzie starsi. Wciąż nie rozumiem, dlaczego młodych miałoby „wywiać” w inne miejsca, gdyż uważam, że teren położony na wzgórzu pomiędzy chorzowskim Teatrem Rozrywki a Parkiem Kościuszki i stadionem Śląskim jest niezwykle atrakcyjny. A może to ja się już starzeję… Niewątpliwie prześladuje mnie potrzeba stabilizacji – we wszystkich wymiarach mojego „ego”. Ale nie o tym miałem pisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zastanawiałem się jaki wybrać temat na odpustowe kazania w parafii, gdzie głosiłem już misje i rekolekcje. Zdecydowałem się „unowocześnić” św. Wawrzyńca! Pierwsza refleksja, która stała się punktem wyjścia wiązała się z pytaniem, czy potrzebujemy jeszcze dzisiaj świętych? Czy nie jest to jakiś kościelny archaizm (jeden z wielu zresztą w mniemaniu współczesnych)? A więc z jednej strony czy święty, taki jak Wawrzyniec, który żył w IV wieku, jest mi w ogóle do życia i szczęścia potrzebny? Z drugiej strony jednak, kiedy umiera ktoś wielki, takiej klasy jak Jan Paweł II bądź Matka Teresa, wówczas emocjonalność ludzka podpowiada, by stawiać tych ludzi na piedestałach świętości już (albo nawet przed) w chwili ich odejścia z tego świata. Hasło „Santo subito!” staje się transparentem. Jednak uwaga! Czy z biegiem czasu nie wyciągamy tego transparentu coraz rzadziej, z racji rocznicy lub szczególnego wydarzenia? Emocje wystygły, życie biegnie do przodu, a za przeproszeniem, co z „Santo subito”? No właśnie. Dlatego nie jestem zwolennikiem ani głoszenia takich haseł, ani też expressowych procesów beatyfikacyjnych w Kościele. I tu (mam tego świadomość) narażam się wielu… Jednak do dogmatów wiary ta kwestia nie należy. Jest jeszcze trzeci wątek sprawy świętych. Mianowicie kiedy umiera ktoś, kto wykreował się na gwiazdę, bądź też go wykreowano na takową, jakiś idol (patrz np.: Michael Jackson), następuje ogólne poruszenie, wzruszenie i żałoba. Odszedł idol! Zostajemy bez niego. A przecież to on kreował rzeczywistość i styl życia wielu nie tylko fanów. Czujemy się opuszczeni. Dlaczego się to stało? I nie jest wtedy ważne ani to, że np. idol miał już swoje lata, że chorował, że mógł się bardzo źle w życiu prowadzić. Nie. Problem w tym, że go już nie ma! &lt;br /&gt;Czy potrzebujemy zatem świętych? A jeśli tak, to jakich? Czy np. Wawrzyniec może jeszcze coś wnieść w życie XXI - wiecznego człowieka? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święty to nie jest ktoś, kto przeżył życie perfekcyjnie, ktoś idealny, bardzo pobożny.  Święty to także nie gwiazdor bądź gwiazda, idol publiczności. Święty, w moim rozumieniu, to przede wszystkim ktoś, komu udało się w końcu po walce, trudach, niepowodzeniach, upadkach i zmaganiach, osiągnąć w życiu harmonię, to ktoś, kto stał się też w końcu jedno z Chrystusem, według słów św. Pawła: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Święty to ktoś, kto odnalazł harmonię, przyjmując styl życia Ewangelii. Pismo Św. stało się dla niego instrukcją życia, dobrego i szczęśliwego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Próbując zsynchronizować życie rzymskiego diakona Wawrzyńca ze słowami Pisma, znalazłem w proponowanych przez liturgię wiele odnośników. Rzeczywiście można by zaplanować cały cykl kazań o św. Wawrzyńcu na podstawie czytań w liturgii Słowa. Na tegoroczny odpust postanowiłem wybrać jedno. Mottem stał się refren śpiewanego psalmu 112: „Mąż sprawiedliwy obdarza ubogich”. Tłumacząc kolejne słowa – znów to powiem: nieco archaicznie i staro-kościelnie brzmiącego refrenu – odkrywałem profil duchowy Wawrzyńca, próbując uwspółcześnić świętego. I tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- „Mąż” – nie chodzi nam tu o mężczyznę, chłopa czy faceta, kogoś szczególnie cnotliwego i nietuzinkowego, ale chodzi o Człowieka (mężczyznę bądź kobietę) pisanego przez wielkie „C”. Człowieka, dla którego podstawowym sensem życia jest człowieczeństwo. „Szukam Człowieka”, to zdanie od dawna jest jednym z istotniejszych w moim życiu. Ów „mąż” to także ktoś, o kim mówi pierwsza zwrotka psalmu, że jest „człowiekiem, który boi się Pana”, bogobojny, dla którego Bóg jest Bogiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- „Sprawiedliwy”. Co oznacza, że człowiek ten jest sprawiedliwy? Według jakich kryteriów sprawiedliwości? Czy takich, według których otrzymasz tyle, ile sobie wypracowałeś i nie obchodzi mnie nic więcej, bądź też potraktuję cię tak, jak sobie na to zasłużyłeś? Kierując się tak rozumianą sprawiedliwością, stajemy się rygorystami, bądź ludźmi „bez serca”. Niby wszystko w porządku, a jednak… Najtrudniejsze jest jednak to, że nie rzadko trzeba człowiekowi zarabiać na miłość. I to już w domu rodzinnym! „Będę cię kochać, jeśli…”. Miłość za coś, miłość z powodu czegoś, miłość za pieniądze… boli, rani, zabija.&lt;br /&gt;W kontekście sprawiedliwości zacytowałem ostatnią encyklikę Benedykta XVI, „Caritas in veritate”: „Przede wszystkim sprawiedliwość. Ubi societas, ibi ius: każde społeczeństwo opracowuje własny system wymiaru sprawiedliwości. Miłość przewyższa sprawiedliwość, ponieważ kochać to znaczy darować, ofiarować coś mojego drugiemu; ale miłości nie ma nigdy bez sprawiedliwości, która skłania, by dać drugiemu to, co jest jego, co mu się należy z tej racji, że jest i działa. Nie mogę drugiemu «darować» coś z siebie, jeżeli mu nie dam w pierwszym rzędzie tego, co mu się należy zgodnie ze sprawiedliwością. Kto kocha drugich, jest przede wszystkim sprawiedliwy wobec nich. Sprawiedliwość nie tylko nie jest obca miłości, nie tylko nie jest alternatywną albo paralelną drogą miłości: sprawiedliwość jest niepodzielnie związana z miłością” (nr 6). To jest dobra synteza!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- „Obdarza”. Kwestia obdarowywania wypływa z miłości. I znów papież pisze, że na miłość trzeba patrzeć zawsze jako na rzeczywistość „przyjętą i darowaną”. Muszę nauczyć się przyjmowania, żeby dawać. Mogę dawać z tego, co posiadam, kim jestem. Mój zmarły przyjaciel Justyn, który słynął z tego, że wszystkim co miał się dzielił, mówił mi często, że z jednej kieszeni daje, a w drugą dostaje. Ta złota zasada spowodowała, że choć żył niezwykle skromnie, to nigdy mu niczego nie brakowało. Nawet świeżych kwiatów na stole!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- „Ubogich”. Nie mylić z biedakami i nędzarzami proszę! Nie można na ubóstwo patrzeć jedynie w kategoriach braków materialnych. Ubóstwo ma wiele wymiarów. Śmiem twierdzić, że każdy jest w pewnym sensie ubogi, jeśli tylko to widzi w sobie. Ubóstwo duchowe (nieraz prawdziwa nędza i pustka), intelektualne, uczuciowe (dziś coraz bardziej związane z wirtualnym postrzeganiem świata i ludzi), i oczywiście materialne. Ale to także np. wygląd, wiek, starzenie się, choroba, niepowodzenia. Definiując własne ubóstwo i akceptując to, czego się już nie da zmienić, mogę stać się wielka pomocą (prawdziwym skarbem) dla drugiego, który ucieka przed swoim ubóstwem. Wawrzyniec przyprowadził ubogich z Rzymu i określił ich „skarbami Kościoła”. Zatem warto przemyśleć własne ubóstwo, by walcząc z nędzą w sobie, zaakceptować to, co może być bogactwem dla innych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak – w skrócie – przybliżałem Wawrzyńca, świętego Wawrzyńca, życząc sobie i słuchaczom tego, by mieć odwagę stawania się Człowiekiem, który będąc sprawiedliwy sprawiedliwością wypływającą z miłości, będzie dawał i dzielił się z innymi tym zwłaszcza, co stanowi przestrzeń swojego „ja”, także ograniczeniami i nie domaganiami, także odwagi tego, by stawać się świętym.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-5314156893146819596?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/5314156893146819596/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/08/odpust-wawrzyncowy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5314156893146819596'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5314156893146819596'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/08/odpust-wawrzyncowy.html' title='Odpust wawrzyńcowy'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SoPAIT0BfmI/AAAAAAAAAFw/__fkVHKxi1Q/s72-c/Wawrzyniec1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-3094758941114273188</id><published>2009-08-06T16:15:00.006+02:00</published><updated>2009-08-06T16:28:49.305+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z lektur'/><title type='text'>Czy mam(y) coś z kobiet(y)?.. :-)</title><content type='html'>Jadąc pociągiem poczytuję ostatnio notatki "z dnia na dzień" z roku 2007, ks. prof. Romana E. Rogowskiego z Wroclawia. Wlasnie w jednej notce czytam cos, co mnie i rozmieszylo i sprowokowalo do szybkiej analizy wlasnego postępowania: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Po drodze muszę poklonić się Matce Bożej w Katedrze i wstępuję do księgarni, a tu muszę kupić sobie jakąs książkę. Kupuję "W poszukiwaniu duchowosci XXI wieku" Ronalda Rolheisera. Jest we mnie chyba cos z kobiety, która - by poprawić sobie samopoczucie - musi kupić sobie cos z "ciuchów"...".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ehh, skąd my to znamy, Księże Profesorze... ;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-3094758941114273188?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/3094758941114273188/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/08/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3094758941114273188'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3094758941114273188'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/08/blog-post.html' title='Czy mam(y) coś z kobiet(y)?.. :-)'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-5495524341013916533</id><published>2009-08-05T13:40:00.007+02:00</published><updated>2009-08-05T21:05:05.815+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Z Tej ziemi :)</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SnlwxUQwTFI/AAAAAAAAAFg/kVcna2yIuWY/s1600-h/Woszczyce1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SnlwxUQwTFI/AAAAAAAAAFg/kVcna2yIuWY/s200/Woszczyce1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366444423543540818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zbyt wiele dzieje się ostatnio, żebym mógł to ogarnąć jednym spojrzeniem. Jak to &lt;br /&gt;zresztą w życiu bywa mieszają się ze sobą chwile piękne, szczęśliwe, roześmiane, pełne niezmąconego niczym młodzieńczego wręcz przeżywania codzienności, z tęsknotą i pragnieniami oraz z odpowiedzialnością(ami) za to czy tamto, koniecznością podjęcia decyzji co i jak dalej, i przede wszystkim ukończenia rozpoczętego kilka lat temu zadania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni w domu rodzinnym mojego Przyjaciela, były kilkudniowym czasem normalnego, zwyczajnego domowego życia, takiego bez obchodzenia się z gościem (czyli ze mną) jak ze „święta krową”. Wręcz przeciwnie! Oprócz przyjemności, takich jak posiedzenie przy kubku z pachnącą wspaniale kawą z mlekiem i ciastku agrestowym, rodzinne grillowanie i śmiech do rozpuku z przejęzyczenia pani Roułzy, kiedy zamiast „pontonów” opowiadała o „tamponach”, na których wypływali z zalanych domów mieszkańcy niektórych śląskich miast… Prawie codzienna droga do Gliwic, by zajrzeć na uczelnię i poznawać prześwietne grono tamtejszych wykładowców – pracowników Katedry N.N., a następnie zwiedzanie „Forum”, które staje się kultowym miejscem w Gliwicach. A poza tym takie zadanie jak np. malowanie drzwi garażu. Grono moich bliskich powiększyły także dwie przesympatyczne jamniczki, o wdzięcznych imionach Paulina i Agata. Aż dziw bierze, że trafiły tak szybko do mojego serca! Odwiedziny królewskiego miasta Krakowa, spotkanie z Lucyną i Markiem w kazimierzowskiej Mleczarni i smaczne zapiekanki w okrąglaku na Placu Nowym. Msza św. u Brata Alberta w majestacie mistycznego obrazu Boga - Człowieka (Ecce Homo) i kolacja u kochanych sióstr albertynek… Tydzień, który był jednym z piękniejszych i szczęśliwszych w ostatnich latach. Uświadomiłem sobie, że na dobrą sprawę już kilka lat nie miałem prawdziwych wakacji. Nie umiałem ich sobie zorganizować, z różnych względów, bo to praca, bo to obowiązki, itp., itd. A wakacje, w czasie których nie myśli się o niczym, zwłaszcza o pracy, stają się sprawą konieczną, obowiązkiem wręcz! I będę tego pilnował! Fakt, że trudno myśleć o wakacjach w pojedynkę. Ja bynajmniej tak nie potrafię. Potrzeba bliskich, przyjaciół znajomych i bycia razem. Tak więc tydzień wakacji mam już za sobą! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni później znalazłem się w jednej ze śląskich parafii, by zastąpić tamtejszego proboszcza. Kolejne ciekawe i bogate doświadczenie, bo… mimo 10 lat kapłaństwa nigdy nie pracowałem na parafii jako wikary, a tu awansowałem na dwutygodniowego farorza, jak to się na Śląsku godo. Parafia wiejska, z pięknym &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SnlxDOb1_uI/AAAAAAAAAFo/en01tvCuvRc/s1600-h/woszczyce2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SnlxDOb1_uI/AAAAAAAAAFo/en01tvCuvRc/s200/woszczyce2.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5366444731217084130" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;kościołem, który jest poddany gruntownym remontom i przywróceniu pierwotnego piękna, odebranego mu przez nadgorliwość soborowego pokolenia duszpasterzy. Kościół jest rzeczywiście imponująco piękny. Także budynek probostwa, blisko 200-letnia budowla, wymagająca niestety ogromnego nakładu pracy i pieniędzy, aby ją wyremontować. Dobrą atmosferę domu wprowadza bardzo energiczna pani Wanda, gospodyni plebańska. Na plebanii przebywa też aktualnie signora Dorota, Polka z Rzymu, konserwator zabytków. Mieszka także mama proboszcza i suczka o imieniu Suzi. Przyznam, że tworzyliśmy wszyscy całkiem dobry team. Jeśli poszerzymy go jeszcze o osobę kopidoła Hanysa (kopidół w gwarze śląskiej to grabarz), pana Heńka – kościelnego i pana Henia – organisty, a także o rodzinę Tesi, jej męża i syna Mariusza, to można by było nakręcić film pt. „Fara” (w odróżnieniu od „Plebanii”). Wiejska parafia na Górnym Śląsku ma swój niepowtarzalny urok. Codzienna Eucharystia, liczne spowiedzi, niedzielne kazania, sobotni ślub Krzyśka z Pauliną i chrzest 8-miesięcznego Kacperka. Osiemdziesiąte urodziny pani Klary, wspólne świętowanie po Mszy św., a po drodze jeszcze odpust św. Anny u wujka księdza. To był dobry czas. Bycie zwyczajnym, najnormalniejszym w świecie księdzem, z ludźmi i wśród ludzi. Czas na studiowanie, pisanie pracy i czytanie, czas zorganizowany, poukładany, dobrze zagospodarowany. Czas na modlitwę, studiowanie, bycie z ludźmi i na… sport. Tak, sport! Każdego wieczora ubierałem spodnie z dresu, i rozpoczynałem godzinny prawie trening z kijkami. Nordic walking staje się coraz popularniejszy. Ludzie na początku się oglądali, co „tyn farorziczek robi”, niektórzy pytali, gdzie zostawiłem narty. Jednak w ubiegłą niedzielę w ogłoszeniach duszpasterskich nie omieszkałem powiedzieć, że kiedy wrócę tu za rok, mam nadzieję, że będzie już spora ekipa walking-owców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od kilku miesięcy przeżywam na nowo zakochanie w Górnym Śląsku. W każdym calu. Jego historią, religijnością, krajobrazem, ludźmi, kulturą. I czuję się dumny, że jestem Ślązakiem! Coraz bardziej dumny! Chciałbym tu kiedyś wrócić na dłużej. Tu są moje korzenie, tu jest mój dom… Pszczyna, Katowice, Tarnowskie Góry, Bytom, Ruda Śl., Chorzów, Mikołów, Gliwice…  nie wspomnę już o mniejszych miejscowościach i wioskach. Jadąc (ostatnio kilkakrotnie) drogą z Orzesza do Gliwic, jest taki moment, chyba w Gierałtowicach, że po prawej stronie widać w dole wielką przestrzeń lasów, szyby kopalniane, kominy z Łazisk… Piękno tej ziemi, śląskiej ziemi, mojej ziemi… I jeszcze, zatrzymując się przed kościołem w Opatowicach, znów schodząca w dół ogromna przestrzeń ziemi tarnogórskiej… Nie wspomnę już o parku w Reptach… Rynku i pałacu w Pszczynie… o kościołach, cmentarzach, pałacach i zwyczajnych domach… i ludziach, ślązakach z ich historią…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz? Siedzę w domu i modlę się o zapał. Przede mną „Katolicyzm” de Lubaca w wersji francusko-, włosko- i polskojęzycznej, otwarty dokument Worda na stronie 67 kolejnego rozdziału pracy. Marcin, dziękuję Ci za poganianie mnie i motywowanie do pracy. Po co piszę w ogóle ten dr? Nie dla kariery, nie. Piszę, bo chcę wypełnić zlecone mi zadanie. A przy okazji, by poznawać wciąż katolicyzm, także w wymiarze intelektualnym, moją drogę do Boga, moje życie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krzysiek, Tomek, Wiesiek, Sławek, Grzegorz, moi zakonni bracia zajrzeli do mnie w odwiedziny. Z Jackiem i Carlosem, naszym bratem z Kolumbii spędziliśmy miłe popołudnie i wieczór w Bielsku. Pogrzeb brata Cypriana był okazję by spotkać innych braci. Cieszę się, że jesteście, że jesteśmy, że tworzymy rodzinę! Jana, Helena i Jadzia dzwoniły, jakoś mi radośniej, że jesteście, kochane Siostry, że myślicie i pamiętacie! Pawle, wiem, wiem, chcę odpisać na Twoje maile. Chyba wraca mi dzisiaj wena twórcza! Simon wakacjuje w Katowicach, trzeba by się na kawę umówić. A tak na koniec, trzeba dobrze wykorzystać czas, nie poddawać się! Już sierpień!!! Trzeba się spiąć, wziąć w garść i do roboty, bo „bez pracy nie ma kołaczy”! To tyle zatem na dziś, i tak za chwilę dostanę sms-a z tekstem: „A miałeś pisać doktorat!!!”. Piszę, piszę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;:-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-5495524341013916533?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/5495524341013916533/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/08/z-tej-ziemi.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5495524341013916533'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5495524341013916533'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/08/z-tej-ziemi.html' title='Z Tej ziemi :)'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SnlwxUQwTFI/AAAAAAAAAFg/kVcna2yIuWY/s72-c/Woszczyce1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-7191254994480811586</id><published>2009-07-28T11:15:00.003+02:00</published><updated>2009-07-28T11:44:32.321+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Znalezione w sieci'/><title type='text'>Pan Bóg blogerem</title><content type='html'>Na portalu &lt;a href="http://kultura.wiara.pl/index.php?grupa=6&amp;art=1248328562&amp;dzi=1232090105&amp;katg="&gt;www.wiara.pl&lt;/a&gt; znalazlem wlasnie cikawe stwierdzenie ks. Artura "Tarantino" Stopki, który dorobil się już kanalu na YouTubie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Pan Bóg przypomina blogera, który umieszcza swojego posta w sieci. Jedni przyjmą i zrozumieją treść wpisu. Inni go odrzucą, źle zinterpretują, skrytykują. A większość… Większość w ogóle go nie przeczyta".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oryginalne i trafne, nieprawda?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-7191254994480811586?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/7191254994480811586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/07/pan-bog-blogerem.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/7191254994480811586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/7191254994480811586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/07/pan-bog-blogerem.html' title='Pan Bóg blogerem'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-4018466142137850380</id><published>2009-07-26T09:43:00.004+02:00</published><updated>2009-07-26T09:49:49.327+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Rozerwany chleb - złamane życie i co dalej?</title><content type='html'>W komentarzu do dzisiejszej Liturgii Slowa, Augustyn Pelanowski OSPPE pisze:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;"Jezus połamał chleby, odmówiwszy dziękczynienie. Rozerwany chleb jest obrazem złamanego życia. Czy można dziękować za połamane życie? Dziękując, przeistaczamy wszystko, co bolesne, w cudowne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze mnie wzrusza, gdy czytam, jak Jezus nakazuje uczniom zebrać ułomki. Swego czasu pomyślałem, że jest to obraz Kościoła, gdyż ułomków było dwanaście koszy, a więc tyle, ilu było apostołów. Tajemniczo brzmią słowa: ABY NIC NIE ZGINĘŁO. Wydają się zaadresowane do zupełnie innej rzeczywistości niż walające się w trawie pozostałości po spożyciu chleba. Skąd taka troska o resztki jedzenia? Zbywające ułomki po chlebie wydają się obrazem odrzuconych i niepotrzebnych nikomu ludzi, odnajdujących jednak swoje miejsce we wspólnotach Kościoła, symbolicznie zilustrowanych w owych koszach". &lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podoba mi się ta interpretacja. Polamany chleb, obraz zlamanego życia... kryzysów, dramatów, zranień. I co robić? Nie zalamywać się, ale dobrze wykorzystać, podziękować za to, co trudne i dzielić się z innymi, bo to i nam i innym pomaga. Rzeczywiscie wtedy wszystko to, co bolesne przeistacza się w cudowne!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-4018466142137850380?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/4018466142137850380/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/07/rozerwany-chleb-zamane-zycie-i-co-dalej.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4018466142137850380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4018466142137850380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/07/rozerwany-chleb-zamane-zycie-i-co-dalej.html' title='Rozerwany chleb - złamane życie i co dalej?'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-4919593184463080393</id><published>2009-07-25T14:57:00.008+02:00</published><updated>2009-07-25T15:14:01.633+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z lektur'/><title type='text'>O przyjaźni</title><content type='html'>Dostałem niedawno małą książeczkę – „instrukcję obsługi” o przyjaźni. W zawartych w niej myślach autorstwa ks. Marka Dziewieckiego czytam:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;„Nikt z nas nie może rozwijać się bez miłości. Życie poza miłością jest największym dramatem człowieka. Im mniej miłości doświadczamy, tym bardziej oddalamy się od szczęścia i tym szybciej tracimy radość życia. Dojrzała przyjaźń jest podstawowa formą miłości. Taka przyjaźń to coś znacznie więcej niż dobre koleżeństwo. Przyjaźń to wielki skarb i źródło entuzjazmu”.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SmsENyW535I/AAAAAAAAAFY/IAit6zc7e_s/s1600-h/019.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 134px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SmsENyW535I/AAAAAAAAAFY/IAit6zc7e_s/s200/019.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5362384416217358226" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pięknej i prawdziwej przyjaźni życzę i sobie i każdemu, kto tu zagląda!&lt;br /&gt;Przyjaźni, która będzie wielkim i najcenniejszym skarbem.&lt;br /&gt;Przyjaźni, która będzie źródłem entuzjazmu, i która będzie rozwijać i rozszerzać horyzonty!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-4919593184463080393?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/4919593184463080393/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/07/o-przyjazni.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4919593184463080393'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4919593184463080393'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/07/o-przyjazni.html' title='O przyjaźni'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SmsENyW535I/AAAAAAAAAFY/IAit6zc7e_s/s72-c/019.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-4221947077069751493</id><published>2009-07-07T15:33:00.001+02:00</published><updated>2009-07-07T15:35:34.073+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Ustrońskie zapiski (3)</title><content type='html'>&lt;strong&gt;Środa, 1 lipca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lipiec, lato, wakacje… W tym roku ostatnie tygodnie nastrajają raczej minorowo do życia. Ulewne deszcze na przemian z wyładowaniami atmosferycznymi, zwanymi burzami, to znów nieznośna parnota i duchota. Mimo tego wszystkiego nie rezygnuje jednak z rannych „spacero–treningów”. To prawda, nieraz muszę przełamywać swój opór i lenistwo, ale w konsekwencji się opłaca. Wracam po prawie półtorej godziny do mojego pokoju na IV piętrze ŚCR-u zmęczony, zdyszany i doszczętnie spocony. Jednak dobrze jest się solidnie zmęczyć. Poprawia to kondycję. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Popołudniu przyjechał Rafał. Przywiózł mi trochę letnich ciuchów, które wydobył z szafy w moim rzymskim pokoju. Po kolacji poszliśmy na spacer i braterskie dialogi. Z Rafałem spędziliśmy wiele lat w jednej wspólnocie. Świetnie się rozumiemy i osobiście mam do niego wielkie zaufanie. Właśnie zaufanie. W naszych quasi „filozoficznych” dialogach na temat życia, aktualnej sytuacji w naszej, bądź co bądź sporej rodzinie, na temat naszej pracy, naszego dziś i jutro, obok mam nadzieje zdrowej krytyki oraz próby odpowiedzi na wiele pytań, pojawił się dziś temat zaufania jako fundamentu każdej zdrowej i dobrej relacji międzyludzkiej. Trudno budować relację, przyjaźń, nie mając do kogoś zaufania. Jednak z zaufaniem nie jest tak prosto. Potrzeba czasu, by mogło się zrodzić. Myślę, że trzeba chcieć zaryzykować, zdając sobie sprawę, że może się okazać, iż ktoś, komu zaufałem, nadużył lub sprzeniewierzył moje zaufanie, bądź też zranił dogłębnie. Ten realizm wydaje mi się bardzo potrzebny. Muszę też zdawać sobie sprawę, że i ja jestem zdolny do nadużycia zaufania, i ja potrafię ranić. Ryzykując jednak zaufanie, podobnie jak konsekwentnie ryzykując przyjaźń, relację z drugim, może się okazać, że trafiłem na bezcenny skarb, jakim jest przyjaciel, bądź po prostu człowiek godny mojego zaufania. Ktoś taki potrafi i chce słuchać (wy-słuchać), nawet jeśli nie ma gotowych rad na wszystko. To naprawdę bezcenny skarb w świecie, w którym o zaufanie, o przyjaźń, szczerą i trwałą, jakoś tak trudno bardzo…&lt;br /&gt;Tak więc nasze braterskie dialogowanie z Rafałem na różne „nasze” i wspólne tematy, dało znów wiele światła i materiału do osobistych przemyśleń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czwartek, 2 lipca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś w południe przyjechał Marcin. Prawie że wpadliśmy na siebie, kiedy wychodziłem z Sali treningu rowerowego, a on z butelką Ice-Tea wychodził z naszej szpitalnej kawiarni. Marcin jest pracownikiem naukowym i nauczycielem akademickim jednej z polskich uczelni wyższych. Człowiek kościelny, mocno zaangażowany, rzymianin z umiłowania. Przyjechał na weekend w Ustroniu, i bardzo się cieszę, że ten czas możemy spędzić razem. To jest właśnie czas nie tyle na zwiedzanie (bo co można zwiedzać w Ustroniu, oprócz kawiarni i restauracji), ile czas poznawania siebie, budowania i wzmacniania relacji. Czas zaufania. Bardzo lubię Marcina za jego szczerość do bólu. Potrafi wprost powiedzieć co i jak. To pomaga (mnie osobiście bardzo) korygować samego siebie. Tak więc kilka minut później siedzieliśmy w Marcinkowym Fiacie zjeżdżając do centrum uzdrowiskowego miasta. W połowie drogi okazało się, że rzeczy martwe bywają okrutnie złośliwe. Odpadł tłumik w aucie… Zatrzymaliśmy się na parkingu i zaczęliśmy dumać, co robić. Pomogła s. Aneta. Jeden telefon i za kilkanaście minut był już pan mechanik. Problem prawie rozwiązany. Kobiety jednak są bardziej praktyczne i operatywne od nas, teoretyków. Wprawdzie musieliśmy kontynuować zjazd do miasta bez tłumika, co wiązało się z nieprzeciętnym hałasem, udało się w końcu bezpiecznie zaparkować i udać się na rozmowy, przegryzane miejscową pizzą (a obiecywałem sobie, że poza Włochami do pizzerii nie wstąpię…).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Piątek, 3 lipca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święto Św. Tomasza, apostoła. Tomasz Didymos = Tomasz Bliźniak. Musiał dotknąć, żeby uwierzyć. Musiał sprawdzić, żeby się przekonać. Słowa innych nie wystarczały mu. Trudno oceniać Tomasza. Taki był, taki miał charakter. Zresztą zmartwychwstały Jezus pozwolił mu na to. Przyszedł specjalnie do niego, pokazał rany i pozwolił je dotknąć. To, co mnie porusza u Tomasza, to jego wyznanie: „Pan mój i Bóg mój!”. W końcu doszedł do tego. Doszedł do wiary. Już nie potrzebował więcej dowodów. Sam zaczął świadczyć. Dotknął. Ja też dotykam. Codziennie. Czy jednak wierzę? Tak, jak Tomasz? Wiele mi brakuje. Same słowa, to nie wszystko. Potrzeba świadectwa. Jeszcze (albo aż) tego. Właśnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wolne chwile spędzamy z Marcinem. Wiele mamy do opowiedzenia, podzielenia. Na bazie wzajemnego zaufania. Poznanie jest początkiem przyjaźni, później akceptacja, aż w końcu relacja, która z czasem staje się upodobnieniem się do drugiego. Tak jest w każdej zdrowej relacji. Przyjaciół poznaje się w biedzie, wspominałem już o tym. Marcinowi zawdzięczam to, że nawet kiedy ja z różnych względów nie odpowiadałem na jego telefony, leżąc w szpitalu, walcząc z różnymi nastrojami, on nie dawał za wygraną, ale dzwonił. „Jak Cię wyrzucają drzwiami, wejdź oknem” , ktoś mi kiedyś powiedział. Dokładnie tak. Nie dawać za wygraną wiedząc, że tam z drugiej strony jest ktoś, kto tak naprawdę potrzebuje pomocy, rozmowy, człowieka, ale chwilowo poddał się uczuciom zniechęcenia, może rozpaczy, osamotnieniu… Różnie to bywa. Dzisiaj w końcu mamy czas, żeby spokojnie rozmawiać już nie przez telefon, ale „face to face”, twarzą w twarz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym wrócić do tematu relacji, przyjaźni, poznania i akceptacji. On raz po raz wraca w moich refleksjach. Może dlatego, że jest mi jakoś bliski, że wiele razy eksperymentowałem go w życiu, z różnym skutkiem, że teoretycznie mówiłem na ten temat innym. Lubię podejmować ten temat, gdyż zapośredniczając w ludzkich relacjach, łatwiej mi pokazac o co chodzi w relacji z Panem. Dokładnie tak samo. A więc: najpierw POZNAĆ. Poznanie wymaga czasu. Nie da się poznać kogoś tylko na podstawie jego fotografii, profilu na naszej - klasie bądź facebooku. Nie da się go poznać do końca nawet gdy całymi godzinami będzie się rozmawiało przez gadu-gadu, Skype lub Msn. Nigdy to nie będzie to samo, co spotkanie na żywo i czas, który się poświęca na to spotkanie. Człowiek jest tajemnicą. Jest jak ocean, nieprzenikniony, niezgłębiony. Stąd, gdy od początku poznaniu towarzyszy zaufanie, gdy jest ono fundamentem, wówczas jest szansa, by naprawdę tego drugiego poznać. Tylko uwaga, nie przez pryzmat własnych oczekiwań, wyobrażeń o kimś, ale naturalnie, zwyczajnie, takim, jakim ktoś jest. W poznaniu ważne jest słuchanie. I to nie tylko tego, co ktoś wypowiada językiem werbalnym, ale także tego, co chce przekazać i przekazuje językiem niewerbalnym. Nieraz tym właśnie językiem, bez słów, człowiek przekazuje wiele ważnych komunikatów. Stąd też liczą się spojrzenia, gesty, sposób zachowania, jednym słowem wszystko to, co stanowi język ciała. I w końcu chcąc kogoś poznać, dobrze poznać, ważne jest poznanie także środowiska życia tej osoby. Jej dom, rodzina, środowisko. W teologii biblijnej używa się takiego sformułowania „Sitz im leben” (dosł. „siedlisko życiowe”). Do tego jednak potrzebne jest zaufanie. No bo jak można zaprosić kogoś do swojego domu (albo w swoją przestrzeń życia), kogo się nie zna, komu nie wiadomo czy można zaufać? Przed laty powiedział mi ktoś zapraszając mnie do swojego mieszkania, że jest to ważny gest zaufania i akceptacji, który okazuje się drugiemu. Tyle na temat poznania (nie mylić ze stolicą Wielkopolski!). W wielkim skrócie, to tylko fragment moich teoretyczno – praktycznych rozważań. Odnoszę wrażenie, że dziś ludzie bazują (nieszczęśnie chyba) na „poznaniu” przez Internet. Bezpieczniej to, można opowiadać co się rzewnie podoba. Kreować według swojego uznania świat, osobowość, charakter, wygląd. Żyć wyobrażeniami. Żyć fikcją. Do czasu. Ludzie mają często dziś jakiś lęk przed spotkaniem lub poznaniem kogoś w świecie rzeczywistym. I w końcu kiedy zastanawiamy się, dlaczego relacje międzyludzkie są nietrwałe i kruche, to jedną z odpowiedzi, która mi się nasuwa jest ta, że zabrakło czasu na dobre poznanie siebie. W konsekwencji, jak z zabawką, kiedy się znudzi, trzeba rzucić nią w kąt. Tylko, czy człowiekiem powinno się tak rzucać? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taka oto garść refleksji na temat poznania jest owocem lipcowego piątku, wypełnionego rozmowami z Marcinem. Wypełnionego poznaniem w Ustroniu, nad Wisłą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sobota, 4 lipca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Samochód naprawiony. Ruszamy w trasę. Śniadanie w przesympatycznej Pierr…ogarniiii w nowo wybudowanym pasażu w centrum Ustronia, a po nim kierunek Salmopol. To jedno z tych miejsc, w których bardzo dawno nie byłem. Zaparkowaliśmy autko i miły pan Baca zaprosił na posmakowanie oscypka z grilla. Bardzo lubię oscypki, a z grilla mają swój wyjątkowy smak. Idziemy na spacer, popatrzeć na piękne, górskie panoramy, pooddychać trochę beskidzkim powietrzem i rozmawiać. Kiedyś Tomek w jednym z niedzielnych kazań u Świętej Trójcy w Krakowie mówił o „celebrowaniu przyjaźni”. Zapadło mi to sformułowanie w pamięci i sercu. Beskidy nastrajają mnie pozytywnie do rozmów. Rozmawiamy o życiu, uniwersytetach, ludziach. Dzielimy się doświadczeniami spotkań. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie przychodzi na myśl refleksja, będąca kontynuacją wczorajszej o poznaniu. Tym razem AKCEPTACJA. Jest to pierwszy etap każdej prawdziwej miłości, przyjaźni, koleżeństwa. Akceptacja oznacza przyjęcie, zgodę na drugiego takiego, jakim jest. Nasze wyobrażenia o innych są często nierealne. Chcielibyśmy poznawać i kochać ludzi doskonałych, perfekcyjnych. „Nobody’s Perfect” – to święta prawda. Dlaczego więc szukamy perfekcyjności? Czy to aby na pewno dlatego, że chcemy być świętymi? A może tu chodzi o coś innego. Nie akceptując samych siebie, szukamy w innych tego, czego nie cierpimy w sobie… Na temat braku akceptacji samego siebie mógłbym napisać książkę. Przez prawie 30 lat żyłem jako ponad stukilogramowy grubas (XXL size) albo A Big Man. Nie docierały do mnie komunikaty innych, że jestem dobrym człowiekiem. Chciałem być inny. Dziś się to zmieniło, nawet bardzo. Jednak w świadomości cos pozostało. Podobnie jak trudna zgoda na kilka słusznych blizn pooperacyjnych na ciele. Nie ma ludzi perfekcyjnych. Wszyscy się starzejemy, chorujemy, a mimo tego, tak trudno nieraz zaakceptować siebie. Akceptować drugiego, to najpierw zaakceptować siebie. Zaprzyjaźnić się z drugim, to najpierw przyjaźnić się z samym sobą. Pokochać drugiego, to najpierw pokochać siebie. Tak, dokładnie: „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Nie za coś (zwłaszcza za wygląd). Ale za to, że jest. Wiem, że jestem często bardzo naiwnym człowiekiem. Moja naiwność wyraża się w tym, że wierzę z uporem maniaka, że takie relacje i taka akceptacja jest możliwa. Mimo tego, że wiele razy sparzyłem się już w życiu na tym, jednak wierzę. Marcin zwrócił mi uwagę (i bardzo słusznie), że za często mówię o kimś: „mój przyjaciel”, gdyż prawdziwych przyjaciół ma się niewielu (a może tylko jednego). Racja. Przyjaciel to słowo prawie że święte, nie można nim szafować na lewo i prawo. I prawdę mówiąc nie lubię tego, nie wiem więc skąd mi się to wzięło. Tak więc akceptacja, przyjęcie, zgoda na drugiego. Owocem takiej postawy jest radość. Myślenie o kimś z radością, poczuciem szczęścia, że ktoś taki istnieje. To jest to Wojtyłowie i Styczniowe: „Dobrze, że Jesteś!”. Za nic. Za to, że jesteś. Nie chcę przestać wierzyć w możliwość takich akceptacji, początków prawdziwych relacji. Sam jednak potrzebuje jeszcze wiele skorygować w swoim patrzeniu na siebie i innych…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obiedzie w góralskiej chacie i zdjęciach przy Białym Krzyżu wracamy do Ustronia. Czas na wieczorna Eucharystię. Dziś z grupą Dzieci Maryi. Przyjazny dom sióstr, jak zwykle otwarty i gościnny dla każdego. Także mój Gość zakosztował w tych dniach dobroci i szczerej gościnności ustrońskich boromeuszek. To najpiękniejsze świadectwo, jakim siostry mówią i pokazują, czym jest naprawdę chrześcijaństwo…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niedziela, 5 lipca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Ustroniu dziś wystawa psów. Od rana korek na ulicach. Docieramy z małym poślizgiem na niedzielną Mszę Św. Siostry mówią mi o śmierci kapłana, pochodzącego z Ustronia ks. Zbyszka Kozieła. Miał tylko 54 lata życia. 24 lata pracował w Argentynie, z biednymi ludźmi. Miesiąc temu przyjechał na pogrzeb swojej rodzonej siostry. Kilka dni później odkryto u niego raka. Odszedł szybko… Modlimy się za zmarłego misjonarza. Porusza mnie ta śmierć. Jest świadectwem pięknego kapłaństwa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od kilku dni jest z nami s. Michalina. Przez 39 lat pracowała w Zambii. Zajmowała się chorymi na AIDS. Pogodna Siostra, nie widać na jej twarzy ani cienia zniechęcenia czy wypalenia. Ma w sobie ducha! Opowiada nam dziś o Zambii, możemy zobaczyć film. Kolejne piękne świadectwo życia dla innych. Życia dla Pana, który żyje w drugim człowieku. &lt;br /&gt;Ostatnie dialogi ustrońskie z Marcinem. Wiele czasu przegadaliśmy w tych dniach. Pięknego czasu. Nawet pogoda w tych dniach była piękna. Może wreszcie będzie lato…???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po poznaniu i akceptacji przychodzi czas na NAŚLADOWANIE, albo też UPODOBNIENIE. To już prosta konsekwencja przyjaźni, miłości. Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Stwórcy. Jednym z Jego imion jest Miłość. Ten obraz i to odbicie widać w każdym, kto żyje z Bogiem na co dzień. Jesteśmy podobni do naszych rodziców. Mamy w sobie coś i z mamy i z taty. Z biegiem lat czuje to bardziej i odnajduję w sobie coraz więcej podobieństw do swoich rodziców. Żona upodabnia się do męża, mąż do żony. Przyjaciel upodabnia się do przyjaciela. Im więcej przebywa się razem. Im bardziej łączy ludzi szczera relacja, tym bardziej ludzie upodabniają się do siebie. Przez sposób wyrażania się, ubioru, kultury, języka, zachowań, etc. I mam wrażenie, że towarzyszy temu upodobnieniu takie uczucie, jakby cały czas ten drugi był blisko, był obok, na wyciągnięcie ręki, nawet jeśli dzieli ich spora odległość, nawet tysiące kilometrów. W pięknej i prawdziwej przyjaźni każde spotkanie daje radość, a nawet jeśli przez długi czas nie było okazji do rozmów, nie czuć tego braku w chwili spotkania. W takiej relacji jest pełne zaufanie. I w końcu człowiek rozumie bez słów i czuje bez słów, co dzieje się u drugiego i w drugim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poznać – pokochać – naśladować, tak św. Ignacy Loyola w swoich „Ćwiczeniach duchowych” prowadzi człowieka w życie Jezusa Chrystusa. Taka jest też droga pięknych relacji międzyludzkich. Warto uwierzyć, że jest ona możliwa, pomimo wielu nieraz sytuacji przeciwnych… I chyba mimo wszystko warto zaryzykować. Warto, nawet jeśli może się to wydawać naiwne… A to pomoże tez zrozumieć, co to znaczy kochać Boga, jak Go kochać, jak Go naśladować…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W wydawnictwie „Jedność” z Kielc ukazała się książeczka autorstwa Thomasa Romanusa, pt. „Dziękuję Ci za chwile szczęścia”. Ktoś dopisał długopisem: „i mam nadzieję, że to początek pięknej Przyjaźni”… Bez tej nadziei nie warto żyć. Tak, trzeba wierzyć, że nadzieja się spełni i wypełni. Dzięki, Marcinie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem ks. Wojtek wraz z Januszem i jego żoną oraz ze Sławkiem z Bielska zajrzeli, by wyrwać mnie z tych wielkich refleksji i usiąść pod jednym z wielu w Ustroniu parasolem. To też potrzebne, by normalnie żyć i nie zwariować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem lawina sms-ów z ks. X. Chce odejść z kapłaństwa… Trudno mi zasnąć z ciężarem myśli o X. To dobry człowiek i ksiądz. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Poniedziałek, 6 lipca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedostatni zabiegowy dzień. Rano pobór krwi. Później zabiegi, ćwiczenia. Myślę już o tym, jak zaplanować czas po powrocie. Muszę zabrać się do intensywnej pracy. Pisać ten doktorat, zakończyć ten etap. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obiedzie przyjeżdżają moi bliscy znajomi z rodzinnej miejscowości. Od wielu lat związany jestem z ich domem. Czuję się w nim zawsze serdecznie przyjęty. Wspólnie spędzone popołudnie, Msza św. i wieczorny pstrąg w smażalni ryb, dają nam wszystkim okazję do relaksu i nacieszenia się sobą. Widzę, jak po latach coraz lepiej się czuję w rodzinnych klimatach mojej miejscowości, wśród ludzi, którzy są nie tylko moimi ziomkami, ale są środowiskiem mojego życia i wzrastania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Msza św. o spokój duszy ks. Zbyszka. Włączam w nią modlitwę za ks. X. &lt;br /&gt;Rok kapłański…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wtorek, 7 lipca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni dzień zabiegów. Ostatni spacer moją treningowa trasą nad Wisłą. Rozmowa z kierownikiem rehabilitacji. Ważne dla mnie rady jak i co ćwiczyć dalej. Jeszcze miesiąć na zrośnięcie się mostka i Nordic walking, będzie dobra formą treningu. Ważna systematyczność  motywacja: DLA SIEBIE. Tym razem dla siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakończenie pojawi się jutro…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-4221947077069751493?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/4221947077069751493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/07/ustronskie-zapiski-3.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4221947077069751493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4221947077069751493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/07/ustronskie-zapiski-3.html' title='Ustrońskie zapiski (3)'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-8575964112567392457</id><published>2009-07-02T07:05:00.003+02:00</published><updated>2009-07-02T11:14:13.157+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Ustrońskie zapiski (2)</title><content type='html'>Kolejna odslona mojego życia jako pacjenta - kuracjusza w Ustroniu. Jeszcze tylko tydzień do końca! Pozdrawiam wszystkich serdecznie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niedziela, 21 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedpołudniowa Eucharystia u sióstr, dziś w koncelebrze z ks. Zygfrydem. W homilii nawiązuję do ewangelicznej sceny burzy na jeziorze. „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?” – na tym jednym pytaniu opieram kilkuminutową refleksję. Czy Jezus jest dla mnie i w moim życiu Chrystusem? Czy jest nim naprawdę? Przykładów trzeba szukać w historii swojego życia. Co robię, gdy coś się wali, zaskakuje, gdy w życiu szaleje burza, jak wtedy reaguję, co robię? Czy lęk, strach zwycięża i poddaję się? Czy też stać mnie na to, żeby upaść na kolana przed Panem i wybeczeć (w znaczeniu wypłakać), tak, dosłownie wybeczeć ten mój stan? Kim właściwie On jest? Czy jest moim Chrystusem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadomowiłem się u sióstr. Ich ustroński dom jest dla mnie taką „Betanią”, do której dobrze mi wracać. Tu jest po prostu dom! Po obiedzie ruszam na spacer nadwiślańska trasą. Trochę zadyszany wychodzę na „nasze” wzgórze. Nawiedzam kościół parafialny, w którym akurat dziś świętują odpust. Porusza mnie postawa wielu pacjentów z uzdrowiskowego szpitala. Ważna jest dla nich niedzielna Msza św. Dziś o 7.00 na przykład sąsiedzi z pokoju obok uczestniczyli w niej poprzez TVP. Ci, którzy mogą, idą do kościoła. Wielu wiedząc, że jestem księdzem, nie tylko pozdrawiają mnie słowami „Szczęść Boże”, ale i z szacunkiem mówią: „Proszę Ojca”. Zarówno pacjenci jak i personel. Myślę sobie, czy aby daję tym ludziom wystarczająco czytelne świadectwo kapłaństwa? Porusza mnie ich postawa, ale i zobowiązuje. Mimo, że jestem pacjentem pośród pacjentów, nie mogę zapominać o tym, kim jestem. Nawet jeśli dotąd uważałem, że w takich miejscach wolę nie demonstrować zbytnio tego faktu. Chyba popełniam błąd. Aż mi wstyd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wtorek, 23 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano jadę do Ochojca. Poproszono mnie, abym skonsultował się w sprawie krwiaka. Dzięki dobroci sióstr mogę się sprawnie dostać do kliniki. Dwie kolejne wizyty u chirurgów rozwiewają strach. Krwiak powinien się wchłonąć i już! Uff. Kamień spadł mi z serca! Bogu niech będą dzięki! Stojąc przed kliniką patrzę w górę na 7 i 8 piętro. Czuję się wewnętrznie poruszony. Coś mnie jednak związało z tym miejscem... Coś tu zostało… Jakieś ważne, bardzo ważne doświadczenie w historii mojego życia miało miejsce właśnie tutaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Burze i silne opady deszczu spowodowały podtopienia i powodzie. Także w moim rodzinnym domu. Nie mogę spać tej nocy. Myślę o moich rodzicach, którzy samotnie w wylewają wodę, która napadała na strych naszego domu i równocześnie wypompowują wodę z piwnicy. Myślę o wszystkich, którzy w tych dniach zmagają się z żywiołem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czwartek, 25 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem odwiedził mnie Mariusz. Pojechaliśmy do Wisły. Najpierw spacer przez wyludnione jak na ten okres roku centrum miasta, później podjechaliśmy pod skocznię Małysza w Malince. Ładny, nowy obiekt, wzniesiony jako swoista konsekwencja kolejnych pucharów Adama. Niestety, podobno ma w sobie jakieś usterki. Nie znam się na takich obiektach. Sama skocznia robi jednak wrażenie. We mnie pozostaje życzenie/marzenie, by stać nas było na organizowanie imprez sportowo – kulturalnych na miarę innych krajów Europy i świata. Takie marzenie, by nie być więcej kopciuszkiem…&lt;br /&gt;Szum płynącej Wisły zachęcił nas, by podjechać jeszcze do Czarnego, popatrzeć na początki Królowej Polskich Rzek. Odżywają we mnie wspomnienia z dzieciństwa i pragnienie, by wrócić na górskie, beskidzkie szlaki…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sobota, 27 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Deszcze i burze w Polsce nie nastrajają pozytywnie do życia. Większość czasu jest parno i duszno. Mimo tego, żyjąc w klimatach „dyżurnego” tematu w naszym sanatorium, jakim jest oczywiście narzekanie na brak pogody (choć ta jest zawsze, tylko nie zawsze taka, jaką sobie życzymy), nie rezygnuję z moich rannych spacerów – treningów. Raz z parasolem, raz bez. Zaraz po śniadaniu wychodzę. Szybkim krokiem idę ustalona trasą. To mój czas na różaniec i rozmyślania. Dobry czas. Dlatego tak bardzo zależy mi na nim. Właśnie (a może wreszcie) doszedłem do jednego z fundamentalnych stwierdzeń, że trzeba w życiu coś zrobić DLA SIEBIE. Czas upływa szybko, potrzeba zarezerwować go trochę dla siebie. Pomyśleć o sobie, o swoim zdrowiu, ciele, duszy, psychice. Nie można przez 362 dni w roku być 24 godz./dobę do dyspozycji świata. To prawda, są wyjątki od zasad. Są sytuacje szczególne, etc. Jeśli wszystkim będzie kierować naczelna zasada miłości, będzie dobrze. A przecież ta zasada mówi, by najpierw miłować Pana, Boga swego. A później bliźniego, jak siebie samego. Właśnie, „jak siebie samego”. Czyli zrobić coś dla siebie nie jest egoizmem, ale wypełnieniem przykazania, by kochając siebie, bardziej kochać Boga i innych! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niedziela, 28 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak szybko jakoś minął mi ten tydzień. Zauważam, że kiedy ma się uporządkowany czas i program dnia, wszystko mija szybciej. Nie, nie, to nie jest jednak mój styl! Raczej jestem artystą, nie potrafię funkcjonować „w ramkach”. Jednak tutaj, w szpitalu – sanatorium nie mam innego wyjścia. Jakkolwiek by nie było, próbuję przeżywać ten czas dość pracowicie i efektywnie. Dużo radości sprawia mi lektura książek. Czytając te „warsztatowe” z dziedziny teologii, tradycyjnie kreślę po nich ołówkiem, zapisuję na marginesie ważniejsze kwestie. To mój sposób „dialogu” z tekstem. Pomaga mi do niego wracać. Wiem, że nie każdy popiera taki styl, jednak mnie pomaga. I tak w Roku Kapłańskim postanowiłem przeczytać trochę książek na temat kapłaństwa. Właśnie czytam ostatnią publikację autorstwa kard. Waltera Kaspra, pt. „Sługa radości. Życie i posługa kapłańska”. Kasper, niemiecki teolog – dogmatyk z Tybingi, aktualnie zaś kardynał w Kurii Rzymskiej, którego cenię za jego wcześniejsze dzieła („Jezus Chrystus”, „Bóg Jezusa Chrystusa”), a także za jego osobistą postawę jako człowieka (w Rzymie jesteśmy prawie sąsiadami), napisał książkę w 50. rocznicę swoich święceń kapłańskich. I tak dziś rano przeczytałem zdanie, które mnie sprowokowało do rachunku sumienia…: &lt;em&gt;„kapłan w pierwotnym znaczeniu tego słowa powinien być teologiem, czyli kimś, kto ma mówić o Bogu i o życiu, zawsze traktowałem moją egzystencję teologiczną jako część mojej egzystencji kapłańskiej. Wygłoszenie kazania stanowiło dla mnie poważną sprawę teologiczną”. &lt;/em&gt;Kiedy więc przyszło mi dziś wygłosić niedzielną homilię, postawiłem sobie pytanie, czy potrafię ją wygłosić nie tak, by porwać słuchaczy, żeby mówili: „to było piękne kazanie”, ale tak je wygłosić, by przekazać im sens i głębię wiary, zachwycić Chrystusem, sprowokować do przeanalizowania swoich postaw… Czy kazanie jest dla mnie prawdziwą „sprawą teologiczną”… Jakim jestem teologiem? Czy w ogóle nim jestem?&lt;br /&gt;Kasper pisze dalej: &lt;em&gt;„Zaprzyjaźnić się z Jezusem, prawdziwie dla Niego i Jego „spraw” oszaleć, głosić królestwo Boże jako królestwo życia, sprawiedliwości, świętości i pokoju – oto co czyni kapłana teologiem, czyli kimś, kto mówi o Bogu, który ma autentyczne ludzkie oblicze. W ten sposób kapłan może udzielać odpowiedzi na najistotniejsze egzystencjalne pytania nie tylko swymi ustami, lecz także całym swym życiem. W ten sposób w duchowe mroki wielu ludzi może on wnosić światło, życie i radość, stając się sługą radości (2 Kor 1,24)”. &lt;/em&gt;Mocne spostrzeżenie! I właściwa droga! Wszystko musi się zaczynać od zaprzyjaźnienia się z Jezusem Chrystusem! Podoba mi się to określenie, by „prawdziwie dla Niego i Jego „spraw” oszaleć”. Oszaleć dla Chrystusa. Oszaleć dla Ewangelii. Oszaleć dla Kościoła. Oszaleć dla człowieka. Ile razy już w życiu miałem takie wzniosłe i piękne pragnienia? Ile z nich we mnie jest?&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że coraz trudniej mi głosić Słowo Boże. Podkreślam: Słowo Boże, a nie moje własne spostrzeżenia i uwagi…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po Mszy Św. ruszam na spacer do Hermanic. Dojście zajmuje mi jedynie 20 minut. Mżawka i parująca ziemia nie uprzyjemniają drogi, ale idę. W Hermanicach odwiedzam kościół dominikanów. To dlatego tu przyszedłem. Właśnie prowadzą przebudowę albo remont wnętrza. Zaglądam do kaplicy bocznej. Jest tam sporych rozmiarów tabernakulum osadzone na kolumnie, a w centrum kaplicy obraz Maryi, na czerwonym tle ściany. Nad obrazem napis: „Matko Słowa Bożego”… No właśnie. Matka Słowa Bożego… Wszystko w temacie. Klękam i proszę Matkę: „Módl się za mną…”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracam do Ustronia reflektując nad tym wszystkim. Moje rozmyślania przerywa dzwonek telefonu komórkowego. To Helena i Antoś. Przyjechali w odwiedziny. Po kawie i kawałku tortu z „Delicji”, pojechaliśmy razem na Równicę. Pomimo mgieł spacerujemy i gaworzymy. Miłe to popołudnie ze „starymi” przyjaciółmi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Poniedziałek, 29 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uroczystość Piotra i Pawła. Od rana myślami jestem w Riposto, miasteczku na Sycylii. To jedno z tych miejsc na Ziemi, które bardzo kocham. Ta swoista miłość ma swoja niezwykłą trochę historię, związaną ze snem, o której kiedyś napiszę. W Riposto na głównym placu miejskim (taki tamtejszy rynek), nieopodal portu, stoi bazylika dedykowana św. Piotrowi. Święto świętego patrona jest równocześnie świętem całego miasta. Książę Apostołów opuści dziś znów swoja kaplicę i w uroczystej procesji pod przewodem biskupa zostanie zaniesiony nad morze. Będą śpiewać, klaskać, no i puszczać potężnych rozmiarów sztuczne ognie i petardy. Kilka lat temu głosiłem kazania w ramach nowenny przed tym uroczystym dniem. Myślę więc dziś o moich kochanych „ripostesi”, czyli mieszkańcach Riposto. Wczoraj zadzwoniłem do Maurizia. On przekaże pozdrowienia wszystkim. Świętujemy razem. Oddaleni, a przecież bliscy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od kilku dni zachwyca mnie intensywny zapach kwitnących lip. W czasie moich spacerów zatrzymuję się co chwila pod pachnącymi drzewami i upajam się ich wonią. Przypomina mi się fraszka Kochanowskiego:&lt;br /&gt;„Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!&lt;br /&gt;Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,&lt;br /&gt;Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie&lt;br /&gt;Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.&lt;br /&gt;Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,&lt;br /&gt;Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.&lt;br /&gt;Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły&lt;br /&gt;Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.&lt;br /&gt;A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,&lt;br /&gt;Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.&lt;br /&gt;Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie&lt;br /&gt;Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba nigdy dotąd nie koncentrowałem się na zapachu lip, jak w tym roku. Przypomina on, że jest lato… W połączeniu z krajobrazem Beskidów, przywołuje najpiękniejsze wspomnienia z mojego dzieciństwa i lat młodzieńczych. Wzrusza. Rozmarza. Dotyka we mnie tęsknot i pragnień. Zbliża do Nieogarnionego… Chciałbym ten obraz i zapach zatrzymać na dłużej... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ustrońskie tygodnie i dni dają mi też okazję, by częściej niż zwykle podumać nad życiem, nad tym, co jeszcze przed. Dziś wieczorem usiadłem przy szklance zimnego (czeskiego) piwa, gdzieś w połowie mojej wieczornej trasy spacerowej. Patrzałem na ludzi. Obserwowałem świat. Lubię obserwować, to część mojej natury. Pytałem się, co dalej… Czuję, że chcę ukończyć pisanie pracy i wyjechać do Tanzanii. Choć na trochę. Wiem, że jestem tam potrzebny, że obiecałem. Mimo wszystko ciągnie mnie na kontynent afrykański. Nie potrafię stać w miejscu. Mam silną potrzebę działania, misji. Jednak… Od jakiegoś czasu najczęściej modle się tak: „Abym spełnił Twoją wolę, Boże!”. Po prostu tak… I niech tak zostanie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wtorek, 30 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś wieczorem po raz pierwszy od kilku dni można było zobaczyć góry. Mgielna czapa podniosła się. Na jak długo?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytam Kaspra. Jest wiele takich sformułowań, które stanowią materiał do medytacji, na dzień skupienia. &lt;em&gt;„Czytanie i rozważanie Pism musi więc odgrywać główną rolę w życiu kapłańskim. Nie prywatne widzimisię, lecz to właśnie Słowo ma być źródłem oraz inspiracją do przepowiadania i całej pracy kapłanów”. &lt;/em&gt;Nie tylko czytanie, ale czytanie i rozważanie, czyli słuchanie Pisma… Jak bardzo potrzeba mi wiary…! Benedykt XVI w jednej ze środowych katechez o św. Pawle mówił: &lt;em&gt;„Wiara nie jest wytworem naszej myśli, owocem naszej refleksji; jest czymś nowym, czego nie możemy wymyślić, a jedynie możemy przyjąć jako dar, jako nowość, której twórcą jest Pan. Wiara nie pochodzi z czytania, lecz ze słuchania. Nie jest ona tylko czymś wewnętrznym, ale relacja z Kimś. Zakłada spotkanie z głoszoną nowiną, zakłada istnienie innego, który głosi i stwarza komunię”&lt;/em&gt; (10 XII 2008). Mieć taką wiarę! Umieć otwierać się na dar, którym ona jest. Żyć Bogiem. To są najgłębsze pragnienia, z którymi chodzę, nieraz błąkam się. Pragnienia szczere, prawdziwe…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;C.d.n. (mam nadzieję)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-8575964112567392457?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/8575964112567392457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/07/ustronskie-zapiski-2.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/8575964112567392457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/8575964112567392457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/07/ustronskie-zapiski-2.html' title='Ustrońskie zapiski (2)'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-4144591454968377581</id><published>2009-06-21T21:44:00.001+02:00</published><updated>2009-06-21T21:55:59.196+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Ustrońskie zapiski (1)</title><content type='html'>&lt;em&gt;Przez 10 dni nie miałem dostępu do Internetu. To dobrze. Choć, jak pisałem wcześniej, pewne kontakty z ludźmi zamierają, gdy zabraknie obecności w wirtualnym świecie… W wolnych chwilach piszę tu sobie taki quasi – dziennik, który nazwałem „Ustrońskimi zapiskami”. To pierwsza ich część. Dla wytrwałych i zainteresowanych. Z serdecznymi pozdrowieniami!&lt;br /&gt;Al Romolo&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Środa, 10 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po rannej Mszy idę na probostwo.„Za 21 dni wracam. Jak będzie potrzeba, to pomogę wam po powrocie”. Jak zwykle w takich dniach jak dzisiejszy czuję odrobinę stresu. Po raz pierwszy w życiu mam być kuracjuszem. Nie bardzo chce mi się jechać, gdyż nie wiem, co mnie czeka, jak to będzie, czy będę miał jakąś komunikację ze światem. Muszę zabrać ze sobą sporo rzeczy, koszule i bieliznę na zmianę. Przepustek dłuższych niż na 12 godzin nie przewiduje się. Ten komunikat wyczytałem w Internecie. No cóż jakoś to będzie.&lt;br /&gt;Około południa w strugach deszczu dojeżdżamy do Śląskiego Ośrodka Rehabilitacji w Ustroniu. Jan nie tylko że ofiarował się mnie tu dowieźć, to jeszcze zanosi mój dobytek na IV piętro. W recepcji pierwsza szokująca bądź co bądź informacja: „Pana leczenie potrwa 28 dni…”. Planowałem 21… Jeszcze się nie dobrze nie rozejrzałem w sanatoryjno – szpitalnym pokoiku, jak miła pani pielęgniarka zaprasza mnie na wizytę do lekarz dyżurnej. Równie miła pani doktor mówi mi, że EKG wykazuje trzepotanie przedsionków, a więc „położymy pana na sali intensywnej opieki, podepniemy do monitorów i poobserwujemy”. Kolejny grom. Dlaczego znów ja? Jak to jest, że zawsze jakaś przygoda musi mnie spotkać, nie tylko nie planowana, ale zupełnie nie chciana i trudna do zaakceptowania! Posłusznie przechodzę na salę. Pan Robert, pielęgniarz, zdecydowanie wkłuwa wenflon i podpina mnie do monitorów. Tak zaczęła się moja 4 tygodniowa rehabilitacja…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Czwartek, 11 czerwca, Boże Ciało&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Około trzeciej nad ranem alarm. Musiała poruszyć się jakaś elektroda i urządzenie monitorujące zaczęło wyć. Rozbudziło i panią pielęgniarkę nocna i mnie. Szybko jednak opanowaliśmy upiorną maszynę. Rano wizyta i lekarz decyduje, że jednak wrócę na salę. Uff, co za ulga i radość! Już się martwiłem, że nie pójdę dziś na Mszę św. Dość szybko proszę panią doktor o przepustkę na kilka godzin. Zgadza się. Po 11 przyjechał Jan i zjeżdżamy do miasta, gdzie znajduje się dom Sióstr Boromeuszek. Gościnna atmosfera domu poprawia samopoczucie. W kaplicy Eucharystia. Skromna, ale przecież nawet ta najskromniejsza stanowi centrum wszechświata w chwili, gdy jest sprawowana. Po Mszy św. obiad, na deser kawałek I – komunijnego tortu i kawa. Wsiadamy do samochodu i jedziemy we trzech do Bielska - Białej. Jan chciał zrobić niespodziankę starszemu księdzu emerytowi, który niegdyś był jego katechetą i pokazać bielskie kościoły. Ów kapłan pracował prawie pół wieku temu w tym mieście, dawno nie był, nie widział. Robimy objazd, a właściwie swoistą pielgrzymkę, by pokłonić się Panu Jezusowi Eucharystycznemu w kilku kościołach. Cygański Las, Kamienica, Karpackie, Aleksandrowice, Katedra, Polskich Skrzydeł, Królowej Polski… W oczach kapłana emeryta dostrzegam radość i wzruszenie. Cieszę się z tej swoistej „nagrody”, którą otrzymałem. Takiego Bożego Ciała jeszcze nie przeżyłem. Zresztą w ostatnich latach prawie w ogóle nie miałem okazji przeżywania tego pięknego święta w tradycyjnej oprawie procesji do czterech ołtarzy. Dziś uklęknąłem przed wieloma ołtarzami, by w geście adoracji pokłonić się temu samemu Panu, obecnemu prawdziwie w eucharystycznych postaciach. I jeszcze radość z bycia w gronie kapłańskim. Takiego pielgrzymowania razem. Dobry wstęp do Roku Kapłańskiego! Na koniec odwiedzamy kościół wraz z farskimi zabudowaniami w Ustroniu Polanie. Kolacja w domu sióstr była wspaniałym dopełnieniem dzisiejszego święta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Piątek, 12 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako pomoc do modlitwy medytacyjnej wziąłem sobie katechezy o św. Pawle papieża Benedykta. Doskonała duchowa treść na zakończenie Roku św. Pawła. Pierwszą katechezę poświęcił papież środowisku życia apostoła narodów. Już po lekturze pierwszego akapitu pojawiła się we mnie wątpliwość, czy aby dobrą pomoc do medytacji sobie obrałem. To, że teksty te są rzetelnym wykładem teologicznym, nie ulega wątpliwości, ale jako pomoc w modlitwie…?? Czytając jednak powoli papieskie nauczanie uderzyło mnie, że tak jak „nie można właściwie zrozumieć św. Pawła bez uwzględnienia tła, zarówno judaistycznego, jak i pogańskiego jego czasów”, podobnie nie można zrozumieć samego siebie bez uwzględnienia takiego tła. A tłem tym jest i miejsce pochodzenia, i czasy, i kultura, i tradycje, i język, i filozofia… To wszystko ma ogromny wpływ nie tylko na to kim jestem, jaki jestem, ale także jak się wyrażam, jak myślę, jakie mam poglądy, co głoszę, co prezentuję… Także jak się modlę, kim i jaki jest mój Bóg… Zapisałem listę 6 punktów do osobistej medytacji. Pytań i kwestii, na które powinienem odpowiedzieć przed Bogiem, aby uporządkować siebie. I to nie tylko raz w życiu. Kulminacyjnym pytaniem było to, ile Chrystusa jest we mnie, w moim życiu i byciu dla/z innymi? Czy moje życie/postawy są już nawrócone? Papież mówi, że od św. Pawła mamy uczyć się wiary, uczyć się Chrystusa i  wreszcie uczyć się słusznej drogi życia. No właśnie, to chyba wystarczająco dużo, jeśli chodzi o pracę nad sobą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed południem robią mi test wysiłkowy. Przez kilkanaście minut muszę biec po ruchomej bieżni. Wszystko monitorowane EKG. Zakwalifikowano mnie do zabiegów. Postanowiłem w wolnym czasie więcej czytać i przede wszystkim sporo chodzić, na miarę moich możliwości. Niedaleko szpitala znajduje się kościół parafialny. Patronuje św. Brat Albert Chmielowski… Mój dobry patron!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sobota, 13 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od dziś przejmuję nieoficjalne „kapelanowanie” w domu sióstr boromeuszek. Już czuję się tu dobrze. Kolejny raz przekonuję się, że o charakterze domu decydują ludzie w nim mieszkający. To oni tworzą klimat domu. Dom, to nie tylko ściany, meble, ale to przede wszystkim ludzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Niedziela, 14 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwiedza mnie mama i zaprzyjaźnione małżeństwo z mojej rodzinnej miejscowości. Moi rodzice w ostatnich miesiącach są najbliżej mnie. Czasem mi głupio, bo przecież od 17lat jestem poza domem, ale cóż… bywa i tak.&lt;br /&gt;Wieczorem zagląda kolega Wojtek. Idziemy do miejscowej karczmy na szaszłyka i chwile pogawędki. Potrzebuję tych koleżeńskich – kapłańskich spotkań. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Poniedziałek, 15 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpoczyna się pierwszy „regularny” tydzień rehabilitacji. Jestem pełen zapału. Ustawiam sobie takie prywatny plan dnia. Wstaję między 6.00 a 6.30 rano. Wyspany!!! To ważne dla mnie, ponieważ od wielu miesięcy (a może kilka ostatnich lat) ranne wstawanie było dla mnie gehenną, która pogłębiała się jeszcze bardziej. Po toalecie, zaparzam kawę i zaczynam modlitwy. Siadam przy oknie. Przede mną Czantoria, góra niewysoka wprawdzie, a jednak od mojego dzieciństwa robiła na mnie wrażenie. Odmawiam powoli Jutrznię z Godziną Czytań, oraz moje modlitwy, które należą do mojego „osobistego rytuału”. Po brewiarzu czytam tekst katechezy Ojca Św. jako medytację poranną. W międzyczasie siostra pielęgniarka przychodzi mierzyć ciśnienie, komunikując najczęściej: „110/70” (dawno tak nie miałem!). O 8.00 do pokoju wchodzi wizyta lekarska, osłuchują jak bija nasze serducha. Później już śniadanie. Bezpośrednio po nim ruszam w trasę. Spacer, choć to całkiem dobry trening, gdyż ma prawie 5,5 km! W tym czasie odmawiam różaniec, oddychając beskidzkim powietrzem. Idę w stronę Równicy, przechodzę most na Wiśle, schodzę na deptak nadwiślański, którym dochodzę do miasta, a później już wdrapuję się na moja górkę. O 10.00 jestem u siebie, zmęczony trochę, ale zadowolony z wysiłku. Pół godziny później zaczynają się zabiegi: oddechowe, trening relaksacyjny z psychologiem, trening na rowerku. Około 12.30 „horka” i jeszcze mały spacer na pocztę, albo lektura. Obiad dopiero o 13.45. A po nim, czasem jest jakaś pogadanka dla pacjentów na tematy zdrowia, czasem mała sjesta, lektura bądź spacer. O 15.40 ćwiczenia. Po 16.00 podjeżdża klasztorną Skodą s. Aneta. Jedziemy na Mszę Św. Z dnia na dzień coraz bliższa staje mi się kapliczka u sióstr, no i ich wspólnota. Mamy codziennie około 7 „parafianek”, które goszczą w domu sióstr. Po Mszy wracam do szpitala na Nieszpory, kolację i wizytę dyżurnego lekarza. Godziny wieczorne wypełnia czas lektury i około 22.00 odpływam w sen (i pewnie dlatego rano budzę się wyspany).&lt;br /&gt;Tak wygląda ta moja ustrońska codzienność…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Środa, 17 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie dokuczliwa świadomość, która mnie dopada, że na całej kardiologii jestem najmłodszym pacjentem! Mimo prób i wielu rozmów z innymi pacjentami, ciężko mi, że tak jest. Dlaczego ja… No właśnie. Wraca to namolne pytanie.&lt;br /&gt;W południe zagląda Zbyszek. Odwiózł Martę do Wisły. Zaprosił na mały obiad. Jedziemy na żurek w chlebie, do „Pod czarcim kopytem” na Równicy. Smaczny ten żurek! Z góry patrzę na beskidzkie polany. Przypominają mi się lata szkoły średniej i dni skupienia w pobliżu. Siadaliśmy na polankach i czytaliśmy Pismo Św., rozważając i dzieląc się Bożym Słowem w „kręgu biblijnym”. Ogarnęła mnie tęsknota do tamtych lat i tamtych, młodzieńczych lektur Biblii. Ile z tego zostało???&lt;br /&gt;Wieczorem odwiedziny Jarka i Agaty. On – mój kolega z klasy licealnej, ona – jego dziewczyna. Zabierają mnie „do Włocha” na małą kolację. Wcześniej przyjechał Sławek. To przyjaciel – ksiądz. Poznaliśmy się z jakieś 20 lat temu. Niedawno spotkaliśmy się po wieloletniej przerwie. Ucieszyłem się jego wizytą, bo towarzyszył mi w modlitwie w ostatnich miesiącach. Pogadaliśmy trochę, choć jak to bywa, niezbyt wystarczająco. We czworo zatem usiedliśmy przy stole. Miły był ten dzień i wieczór! &lt;br /&gt;A w kalendarzu dziś brata Alberta… Wykonałem telefon do Siostry Starszej (odpowiednik przełożonej generalnej u albertynek). Dużo dziś myślę o kochanych bardzo albertynkach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Piątek, 19 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa… Jedna z moich ulubionych w roku. A ten rok staje się dla mnie pod wieloma względami „Rokiem Serca”.&lt;br /&gt;Benedykt XVI inauguruje Rok Kapłański… Czuję wdzięczność do papieża za ten prezent! Jako kapłan potrzebuję modlitwy innych. Sam modlę się codziennie za braci kapłanów, bo wiem, że potrzebujemy tego. Jako kapłan potrzebuję jednak jeszcze czegoś więcej. Czego? Wsparcia ze strony innych. Jestem przekonany, że my, kapłani, potrzebujemy siebie nawzajem, jako bracia, przyjaciele. Szymek, Paweł i Darek przysyłają sms-a z Piazza San Pietro. Idą na nieszpory z papieżem. A ja z siostrami i grupką pań modlimy się na Mszy Św. w intencji uświęcenia kapłanów… Nas. Tak, jest Rok kapłański…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;W "Gosciu Niedzielnym" obrazek z modlitwą za kaplanów:&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O Panie, daj sługom Twoim serce, które obejmie całe ich wychowanie i przygotowanie. Niech będzie świadome wielkiej nowości, jaka zrodziła się w ich życiu, wyryła się w ich duszy. Serce, które byłoby zdolne do nowych uczuć, jakie Ty polecasz tym, których wybrałeś, by byli sługami Twego Ciała Eucharystycznego i Twego Ciała Mistycznego Kościoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O Panie, daj im serce czyste, zdolne kochać tylko Ciebie taką pełnią, taką radością, taką głębokością, jakie wyłącznie ty potrafisz ofiarować, kiedy staniesz się wyłącznym, całkowitym przedmiotem ludzkiego serca. Serce czyste, które by nie znało zła, chyba tylko po to, by je rozpoznać, zwalczać i unikać, serce czyste jak dziecka, zdolne do zachwytu i do bojaźni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O Panie, daj im serce wielkie, otwarte na Twoje zamysły i zamknięte na wszelkie ciasne ambicje, na wszelkie małostkowe współzawodnictwo międzyludzkie. Serce wielkie, zdolne równać się z Twoim i zdolne pomieścić w sobie rozpiętość Kościoła, rozpiętość światła, zdolne wszystkich kochać, wszystkim służyć, być rzecznikiem wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto, o Panie, daj im serce mocne, chętne i gotowe stawić czoła wszelkim trudnościom, wszelkim pokusom, wszelkim słabościom, wszelkiemu znudzeniu, wszelkiemu zmęczeniu, serce potrafiące wytrwale, cierpliwie i bohatersko służyć tajemnicy, którą Ty powierzasz tym synom Twoim, których utożsamiłeś z sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu, o Panie, serce zdolne do prawdziwej miłości, to znaczy zdolne rozumieć, akceptować, służyć i poświęcać się, zdolne być szczęśliwym, pulsującym Twoimi uczuciami i Twoimi myślami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paweł VI&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Sobota, 20 czerwca&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwiedzam dziś romitorium. Gdzieś w lasach Jaworzynki. Piękne miejsce. Dom, w którym jest piękna kaplica, wykonana na wzór włoskich kaplic z czasów św. Franciszka. Czysto tu i przyjaźnie. Czuć ducha braterstwa, ciszy i modlitwy. To pustelnia Braci Mniejszych z Panewnik. Mimo padającego mocno deszczu jestem oczarowany tym miejscem! Czuję, jak bardzo potrzebuję takich miejsc, by móc dobrze funkcjonować jako człowiek i kapłan. Rozmowa duchowa i spowiedź u o. Stracha, były dla mnie ważnym akcentem tej wyprawy. Ojciec ma w sobie światło…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od rana boli mnie krwiak w pachwinie (pozostałość pooperacyjna). Lekarz dyżurny robi mi USG. Jeśli nic się nie zmieni, będzie trzeba go usunąć… Dlaczego znów ja…??? Ile jeszcze??? Ufam jednak, że jakoś to zejdzie samo. Proszę o wsparcie! Każą mi mniej chodzić. Przecież nie wyleżę tu całych tygodni! Czuję, jak wzmaga się we mnie bunt. Nie poddam się jednak. Kolejna próba, z których składa się życie. JuT!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;C. d. n.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-4144591454968377581?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/4144591454968377581/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/06/ustronskie-zapiski-1.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4144591454968377581'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4144591454968377581'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/06/ustronskie-zapiski-1.html' title='Ustrońskie zapiski (1)'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-1749809138100545205</id><published>2009-06-09T15:14:00.004+02:00</published><updated>2009-06-09T15:23:39.965+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>...</title><content type='html'>Od jutra sanatorium.&lt;br /&gt;21 dni...&lt;br /&gt;Ograniczony pewnie będzie dostęp do wirtualnego swiata.&lt;br /&gt;I może o to chodzi, by pobyć trochę w klimacie gór, na które od dziecka patrzałem przez okno mojego pokoju i zawsze robiły na mnie wrażenie... Może chodzi o to, by znaleźć odrobinę ciszy. Tylko czy będę umiał?&lt;br /&gt;Doswiadczenie pokazuje, ze wystarczy kilka(nascie) dni internetu i już liczba "przyjaciól" się zmniejsza... Jak bardzo się zmniejszy przez te 21 dni??&lt;br /&gt;W głowie mam jeszcze zaległą notkę na Niedzielę Swiętej Trójcy. Może znajdzie się okazja, by ją uzupełnić...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam póki co! :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-1749809138100545205?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/1749809138100545205/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/06/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/1749809138100545205'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/1749809138100545205'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/06/blog-post.html' title='...'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-3404279985463350907</id><published>2009-06-08T20:43:00.002+02:00</published><updated>2009-06-08T20:54:47.320+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Dla mnie połamany...</title><content type='html'>Stałem dziś z prawego boku ołtarza, &lt;br /&gt;koncelebrowałem wieczorną Eucharystię.&lt;br /&gt;Na „Baranku Boży” proboszcz podał mi Jezusa. &lt;br /&gt;Położyłem na swej lewej dłoni, delikatnie przytuliłem Ciało Pańskie opuszkami palców.&lt;br /&gt;Mówiłem: „Panie, nie jestem godzien, …, ale powiedz tylko słowo…”!&lt;br /&gt;Nagle moją świadomość przeszyła niczym błyskawica taka myśl - pytanie:&lt;br /&gt;Jaki jestem dla Ciebie dzisiaj? &lt;br /&gt;Jestem jak Judasz, pocałunkiem zdradzający…?&lt;br /&gt;Czy jak Piotr, który pomimo tylu ostatnich doświadczeń jeszcze nie wyciągnął odpowiednich wniosków?&lt;br /&gt;Jednego jestem pewien: że daleko mi do Jana… Oj, daleko bardzo!&lt;br /&gt;Nie zdążyłem odpowiedzieć.&lt;br /&gt;Podniosłem dłoń i otwarłem swoje usta.&lt;br /&gt;Przyjąłem Ciało Pana… Spożyłem.&lt;br /&gt;Wcześniej tylko jeszcze jedno spojrzenie…&lt;br /&gt;Patrzał na mnie, On, mój Chrystus dla mnie połamany…&lt;br /&gt;Patrzał z miłością,&lt;br /&gt;mówiąc do mnie: „Przyjacielu”...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-3404279985463350907?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/3404279985463350907/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/06/dla-mnie-poamany.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3404279985463350907'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3404279985463350907'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/06/dla-mnie-poamany.html' title='Dla mnie połamany...'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-8435646864570102880</id><published>2009-06-03T22:55:00.004+02:00</published><updated>2009-06-03T23:07:06.588+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Tak w środku tygodnia... o dobroci myśli kilka</title><content type='html'>Prowadziłem wczoraj pogrzeb pana Staszka. Przeżył tylko 56 lat. Rak nie pozwolił na więcej. Znałem od lat i jego i rodzinę. Ucieszyłem się więc, kiedy ksiądz proboszcz zaproponował mi poprowadzenie żałobnej liturgii. Dodam, że dla mnie każda liturgia jest osobnym wydarzeniem. Nie potrafię podejść do tego jakoś tak powiedzmy „mechanicznie”. I to nie tylko kiedy przewodniczę liturgii w mojej rodzinnej parafii. W liturgii pogrzebowej jest coś szczególnego. Jest jakiś osobisty element współczucia. Patrzę na trumnę i mam wrażenie, jakby to była zamknięta księga życia tego konkretnego człowieka. Księga, której należy się szacunek. W takich momentach staram się stawać wraz z bliskimi, złamanymi bólem obok trumny i po prostu być z nimi, na ile potrafię. Rozumiem, dlaczego „Requiem” należą do tak uroczystych i chętnie słuchanych dzieł muzycznych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do pogrzebu pana Staszka. Natchnęło mnie, by przeczytać przydługi nieco fragment z ewangelii wg św. Mateusza (25, 31-46) o sądzie ostatecznym. Dlaczego? Bo tam jest prosta instrukcja o tym, co robić, żeby dostać się do nieba. I co robić, żeby zostać potępionym. Więc chodzi o to, żeby być dobrym człowiekiem.  Żeby być człowiekiem dla człowieka i w każdym, nawet tym najmniejszym, z marginesu, widzieć człowieka. Wtedy można być spokojnym o przyszłość. O tym mówiłem nad trumną pana Staszka. Bo on był i chciał w życiu być dobry. I płacił za to słono. Dlaczego? Powiedziałem ludziom coś, co dobrze chyba wiedzą, że „ktoś, kto ma dobre serce, musi mieć twarde siedzenie…”. Niektórzy się uśmiechnęli. Ale czy nie tak właśnie jest? I mówiłem o tym, że wciąż się jest w życiu konfrontowanym ze śmierdzącym egoizmem innych. Zamkniętych w sobie i zapatrzonych w siebie. Pan Staszek był przyjacielem wielu ludzi. Stąd wielu przyszło go pożegnać, wielu płakało. Będzie go brakować. On sam często bardzo cierpiał. Nie dlatego, że choroba go zabijała. Cierpiał, bo brakowało mu energii, by móc tę dobroć rozdawać innym. I znaleźli się tacy, co to cierpienie od razu oceniali. Brutalny świat niesprawiedliwych ludzkich ocen… Stąd ewangeliczny opis sądu stał się dla mnie bardziej czytelny właśnie przy trumnie pana Staszka…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być człowiekiem dla człowieka… Być przyjacielem. Nawet, jeżeli to miałoby kosztować nie wiadomo ile. Trudne to. Nie chcę póki co podejmować tego tematu za bardzo. Obawiam się, że i mnie wiele brakuje pod tym względem. Że egoizm, nawet jeśli jest śmierdzący i nie lubię go, czasem i ze mnie wychodzi i dotyka innych. Jest nad czym myśleć i co kontrolować. A jednak często myślę o tym, że chcę być dobrym, po prostu, zwyczajnie dobrym! Czasem bywam naiwny, fakt. Jednak mniejsza o to. Chcę być dobrym! Do tej kwestii muszę tu jeszcze powrócić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjść poza siebie, to spotkać się z drugim. Jest ktoś, pośród moich dobrych kolegów, kto zaskakuje mnie bardzo. Ten ktoś pisze mi czasem kilka słów, które przesyła mi e-meilem, a ja sprawdzając pocztę widzę, jak pośród kilkunastu spamów pojawia się taka perełka, jaką jest list od mojego kolegi. Piszę o tym z dwóch względów. Po pierwsze dlatego, że listy te sprawiają mi ogromna radość. Są trafnym komentarzem do tego, o czym piszę tu, na blogu, a co jest oknem mojej duszy. Są ważne także w tym momencie życia, w którym się znalazłem. Przypomina mi się wiersz ks. Wacława Buryły, który zresztą bardzo lubię. On mówi o spotkaniu, o byciu człowiekiem, dla człowieka i o tym, jak rodzi się głęboka przyjaźń:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;niekiedy wystarczy&lt;br /&gt;kilka słów&lt;br /&gt;powiedzianych przez telefon&lt;br /&gt;włożonych w kopertę&lt;br /&gt;wysłanych na adres&lt;br /&gt;kogoś kto samotność&lt;br /&gt;zna bardzo dokładnie&lt;br /&gt;na każdej drodze&lt;br /&gt;potyka się o nią&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;czasami wystarczy&lt;br /&gt;kilka chwil skradzionych&lt;br /&gt;ciepło czyjejś dłoni&lt;br /&gt;pochwycone w biegu&lt;br /&gt;czyjś uśmiech znany&lt;br /&gt;wyłowiony w tłumie&lt;br /&gt;który wracał będzie&lt;br /&gt;nocą bezsenną&lt;br /&gt;kiedy gwiazdy płaczą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;do szczęścia trzeba&lt;br /&gt;tak bardzo niewiele&lt;br /&gt;wystarczy że będziesz&lt;br /&gt;na odległość ręki&lt;br /&gt;na głębokość wzroku&lt;br /&gt;na słyszalność serca&lt;br /&gt;wystarczy że słowa&lt;br /&gt;wyrosną jak mosty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To po pierwsze. &lt;br /&gt;A po drugie, w liście, który odebrałem dzisiejszego wieczora, mój dobry kolega zwraca mi uwagę na pozytywny fakt, że w ostatnim blogowym poście napisałem wreszcie coś pozytywnego, że się poprawia, że czas wziąć się do roboty i że… no właśnie, BOGU DZIĘKI! Zdecydowanie za mało tych podziękowań… Bogu i ludziom! I w takich miejscach, gdzie brak wdzięczności, śmierdzi egoizmem. Zatem szczere dzieki, i Tobie M!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak sobie myślę na koniec, w kontekście dobroci i tego, co wyżej napisałem, że spotkanie z drugim, takie właśnie zwyczajne, proste, często nawet niezaplanowane – rodzi przyjaźń. Człowiek zaczyna wyczuwać drugiego. Nie myśląc w danej chwili o sobie i swoich sprawach. Żeby urodziła się przyjaźń, trzeba mieć czas. Chcieć się spotykać, wsłuchać się w drugiego, poszukiwać wspólnie odpowiedzi na pytania, które nurtują. Mieć czas. Chcieć być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życzę sobie takich przyjaźni. Prostych, normalnych, a dzięki temu głębokich i prawdziwych. Wlasnie takich, w gąszczu tak zwanych "przyjaźni", gdzie liczy się tylko załatwienie jakiejs sprawy - dla mnie oczywiscie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-8435646864570102880?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/8435646864570102880/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/06/tak-w-srodku-tygodnia-o-dobroci-kilka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/8435646864570102880'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/8435646864570102880'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/06/tak-w-srodku-tygodnia-o-dobroci-kilka.html' title='Tak w środku tygodnia... o dobroci myśli kilka'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-6158777592921629527</id><published>2009-05-31T22:23:00.001+02:00</published><updated>2009-05-31T22:25:42.044+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>W dzień Pięćdziesiątnicy</title><content type='html'>W piątek wieczorem powiedziałem kazanie. Pierwsze po z góra dwóch miesiącach przerwy. Nieśmiało. Trochę niepewnym i drżącym głosem, jakbym był dopiero po święceniach… Powiedziałem na naszym rocznikowym 10.leciu w bielskim kościele NMP Królowej Polski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj w mojej parafii, kolejne kazanie. Tym razem na 25.leciu małżeństwa Czesławy i Józefa. Znów ta nieśmiałość. Jednak potrzebowałem tego! Nie potrafię być księdzem bez głoszenia Słowa. On o tym wie! Dziękuję Mu, za tę nieśmiałość, bo był czas, że byłem już zbyt pewny siebie… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj Pięćdziesiątnica. Niespodziewanie ks. proboszcz prosi mnie o pomoc i przewodniczenie Mszy św. Celebruję sam. Chce, by była bardzo uroczysta. Śpiewam i przepiękną sekwencję i prefację i uroczyste błogosławieństwo. Dokładnie tak samo, jak przed 10 laty, gdy celebrowałem prymicyjną… Czuję, jak serce mi wali niemiłosiernie szybko. To moje poranione serducho z mnóstwem sztucznych nowości wokół. Boże, jak się cieszę, że dałem z siebie wszystko! Na Twoją chwałę! Jak ja tego potrzebowałem, by znów być księdzem w apostolskim działaniu. Wiem, umówiłem się z Tobą kolejny raz, że będzie bardziej jak Ty chcesz. Nie ja. Za dużo było „mojego” wcześniej. Żebym tylko nie zapomniał o tym, co w umowie… (na pierwszym miejscu pokora).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj odwiedził mnie Boguś, przyjaciel ze studiów. Bardzo jestem mu wdzięczny za duchowe, braterskie towarzyszenie mi w ostatnim czasie. No i, że przyjechał. Potrzebuję takich wizyt, bardzo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie to, Bogu dzięki, każdy dzień jest lepszy od poprzedniego, sił przybywa! Czas najwyższy wziąć się powoli za jakiś konkretny program. Czas wrócić do studiów i pisania doktoratu. Nie można osiąść w fotelu i cały czas rozczulać się nad swoim losem. Czas wrócić do pracy!  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słucham komentarza do dzisiejszej Uroczystości ze web - strony dominikańskiej Tym razem autorstwa o. Jacka Krzysztofowicza OP. W kontekście poprzedzającym Zesłanie Ducha Świętego, czyli w kontekście Wniebowstąpienia Jezusa, mówi o. Jacek, że „Prawdziwa przyjaźń, prawdziwa miłość jest możliwa tylko w wolności. Dlatego Jezus odszedł i zarazem wrócił jako Duch Święty. Wrócił jako wicher. Nie przypadkiem Bóg przychodzi do nas pod postacią wiatru. Nieuchwytnego, ale pełnego mocy. Wiatr oznacza wolność. Nie da się go pochwycić. Nie da się go zamknąć w ramki. Nie da się mu powiedzieć: „odtąd – dotąd”, „tu jesteś, a tu cię nie ma”. Wiatr przychodzi nie wiadomo skąd i dąży nie wiadomo dokąd. Bóg jest sobą. Nie jest oswojony. Jest pełen dzikości i mocy, jak wicher. Ale jeżeli On jest wolny to znaczy, że tę wolność daje także nam. Bóg pragnie, abyśmy spotykali Go w wolności. Nie mówi nam: „powinieneś”, „musisz”. Pyta: „Czy chcesz, abym cię porwał?”. „Czy chcesz razem ze Mną wyruszyć w drogę?”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-6158777592921629527?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/6158777592921629527/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/w-dzien-piecdziesiatnicy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/6158777592921629527'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/6158777592921629527'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/w-dzien-piecdziesiatnicy.html' title='W dzień Pięćdziesiątnicy'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-2605323024343936499</id><published>2009-05-29T09:17:00.003+02:00</published><updated>2009-05-29T09:23:56.130+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Dziesięć lat</title><content type='html'>Właśnie 10 lat mija od chwili, w której zostałem księdzem… Biskup Tadeusz Pieronek mówil nam na koncu, żesmy dobrze wybrali...&lt;br /&gt;Nie zamierzam z tej okazji cytować ani kochanego ks. Jana Twardowskiego, ani pisać wielkich słów. Wystarczy, że On i ja wiemy, jak te minione lata wyglądały… On pamięta jeszcze lepiej, nawet to, o czym ja zapomniałem, albo zapomnieć chciałbym. Miłosierdziu Jego oddaję to wszystko, zwłaszcza zmarnowany czas i chwile. Tego żal mi najbardziej, ale to się już nie wróci. Zmarnowane, bo przecież mogłem więcej i lepiej i pełniej je zrealizować. I żal mi siebie samego za moją naiwną głupotę, której tez niemało było. To też oddaję Jemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jednak nie tak, że wszystko było źle! On i ja wiemy ile dobrego się stało! Ile to dobro kosztowało! Jaką cenę trzeba zapłacić, gdy walczy się o dobro, zwłaszcza w chaosie zła… On wie, jak bardzo zależało mi na człowieku. Jak zależy mi na nim. Na jego dobru i szczęściu. Jak pięknie jest odkrywać w człowieku obraz Boga, zamazany często i zagruzowany. Te minione lata… Na początku, krótko po prymicyjnej Mszy św. miałem marzenie, żeby być wędrownym kaznodzieją, wziąć do ręki Biblie i krzyż i iść i głosić Ewangelię. Tak się stało. Polska, od Bałtyku po gór szczyty i od wschodu do zachodu. I maleńkie parafie i wielkie, anonimowe skupiska miejskie. Później Włochy, i Sycylia, kochana moja ziemia. I New Jersey i Tanzania… Gdzie bym pomyślał! Tyle, że, dziś znowu widzę, że więcej Ewangelii w tym jeżdżeniu po Polsce i lataniu po świecie trzeba. Jakie to upokarzające czuć się jak pusty garnek, w który uderza się kijem. Wydobywa dźwięk, ale jest pusty. A tu trzeba Ewangelii! I świadectwa! To nic, że bracia księża się dziwią (i pewnie podśmiechują, ale niech im na zdrowie wyjdzie), że czytam „L’Osservatore Romano” i nauczanie papieża. Ja też tak ostatnio patrzę i dziwię się i myślę, jak to jest i jak to jeszcze będzie, skoro uświadczyć dziś księdza w kościele, to nie lada szczęście. Wpadają do zakrystii minutę przed Mszą, zrobią, co mają zrobić, zgarną, co mają zgarnąć i już ich nie ma. Dobrze, że proboszcz pilnuje nabożeństw. Czy jednak za kilka(naście) lat księża będą potrafili odprawić, poprowadzić na przykład nabożeństwo majowe? Piszę o tym, gdyż spotykam się z jakąś przerażającą mnie – księdza bądź co bądź – obojętnością, „funkcjonariuszostwem”, bylejakością… a może trzeba wprost powiedzieć… brakiem wiary? Chyba za wiele kontestuje się zwyczajnej, prostej wiary, która przecież niesie ten świat i zwycięża…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wracając do mojego kapłaństwa… Jeszcze do niedawna twierdziłem, że poszukującym kapłanem jestem i że kocham oryginalność. Tak było. I pewnie cos z tego zostanie. Ale dziś, kiedy mam za sobą ostatnie miesiące oczyszczenia, może trzeba by wreszcie zaryzykować, by stać się wreszcie Bożym i duchowym kapłanem? By pod przykrywką poszukiwań i oryginalności nie krył się śmierdzący snobizm i chęć autokreacji (takie szminki, farbki i lakiery, maseczki na twarz, by pokazywać nie siebie, ale swoje marzenie siebie). Dziś widzę wyraźnie, że nie warto! Czas jest krótki, życie mija, a tu tak wiele do zrobienia! Trzeba świadectwa i… więcej niż dotąd Ewangelii! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem dziś jest dzień, by popatrzeć w przyszłość. Kolejny raz. Tyle, że bez pisania jakichś tam planów. One są na biurku u Kogoś Innego. I niech tam będą. Ważne, bym się im tylko podporządkował i nie dyskutował, ale wypełniał (lub zrealizował). Czego chciałbym sobie życzyć? Więcej Ewangelii i skupienia myśli nad nią. Żeby Brewiarz i różaniec nie wypadały nigdy z moich rąk. Bardziej otwartego serca nie tylko na tych, z którymi jest mi dobrze, ale przede wszystkim na tych, z którymi jest trudno. Szeroko otwartego serca i oczu na ubogich tego świata, zwłaszcza w wymiarze ducha i serca. I więcej cierpliwości do siebie i świata. A przede wszystkim życzę sobie ryzyka świętości… tylko nie tej lukrowanej i słodkiej, ale normalnej, stabilnej i mocnej. Nie jestem święty. Daleko mi do świętości, ale zaryzykować kiedyś trzeba. I jeszcze chciałbym sobie życzyć przyjaźni… takiej prawdziwej, szczerej i trwałej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedno. Zawsze chciałem zostać księdzem, bo chciałem odprawiać Mszę św. To kocham najbardziej w kapłaństwie! W minionym dziesięcioleciu był taki moment, kiedy moja sinusoida spadła daleko poniżej zera. I wtedy, tam na dnie, zdezorientowany i połamany, stanąłem przy ołtarzu, by odprawić mszę. Wtedy zrozumiałem, że nie potrafiłbym zostawić kapłaństwa dla tej jednej sprawy. Nie potrafiłbym nie móc więcej odprawić Mszy św. I to mnie trzyma! I obym nigdy ołtarza i Pana mojego nie puścił!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego „Czym się Panu odpłacę&lt;br /&gt;za wszystko, co mi wyświadczył?&lt;br /&gt;Podniosę kielich zbawienia&lt;br /&gt;i wezwę imienia Pana” (Ps 116). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę dziś o moich rocznikowych braciach. Wszystkich. I o tych, których na kapłańskiej drodze spotkałem… Wszystkim Wam dziękuję, a tych, których powinienem, przepraszam!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-2605323024343936499?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/2605323024343936499/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/dziesiec-lat.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2605323024343936499'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2605323024343936499'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/dziesiec-lat.html' title='Dziesięć lat'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-2385355540106391253</id><published>2009-05-26T22:34:00.000+02:00</published><updated>2009-05-26T22:37:49.349+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Trzy odsłony tej samej rzeczywistości</title><content type='html'>Spotkała mnie wczoraj miła niespodzianka. Siostry seniorki z mojej zakonnej rodziny zaprosiły mnie na majówkę. Kilkuosobowa grupa sióstr organizuje się pod dowództwem niezawodnej siostry Anieli, „od zawsze” gotującej w naszym seminarium, a od kilku lat znanej autorce, najpoczytniejszych – jak sama twierdzi – książek, o tematyce, ma się rozumieć kucharskiej. Mając miejsce w samochodzie, siostry zaproponowały mi dołączenie się do grupy, na co chętnie przystałem, gdyż potrzebny był mi bardzo taki wyjazd, a z drugiej strony miejsca, które odwiedziliśmy, wiązały się z pewnymi wewnętrznymi zobowiązaniami, które miałem. Chciałem po prostu pojechać, by w tych miejscach podziękować Komuś za Jego troskę i opiekę nade mną w ostatnim czasie. Cóż to za miejsca? Nie były to ani górskie polany, ani mazurskie jeziora, ani tym bardziej wybrzeże Bałtyku… Trasa naszej majówki była prosta: Kalwaria Zebrzydowska – Kraków. Jednakże w tym, co takie proste i zwyczajne na pozór, kryje się piękno i nadzwyczajność, gdyż każde z odwiedzonych wczoraj miejsc było dla mnie odsłoną tej samej rzeczywistości, której na imię Miłość…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Do Kalwarii Zebrzydowskiej zaglądam zazwyczaj raz w roku. Nigdy nie byłem tam na odpuście, na misterium Męki Pańskiej czy na sierpniowych „Dróżkach Matki Bożej”. Trudno byłoby mi nadać tytuł „pielgrzyma kalwaryjskiego”. A jednak Kalwaria Zebrzydowska jest jednym z tych miejsc na mojej duchowej mapie, do których wracam zawsze z osobistym wzruszeniem i sentymentem. I wcale nie dlatego, że to miejsce „papieskie”, że tam bywał kardynał i papież Wojtyła, albo że odwiedził je Benedykt XVI. Nie, nie to przemawia do mnie w Kalwarii. Dla mnie Kalwaria ma swój osobisty wymiar ze względu na… prostotę i zwyczajność. Już sam widok bernardyńskiego klasztoru, otulonego beskidzkimi wzgórzami i lasami, działa na moją wrażliwość. A co dopiero powiedzieć o szlaku kapliczek, czyli dróżkach Pana Jezusa i Matki Bożej, wydeptanymi przez wieki milionami kroków ludzkich stóp, gdzie każdy ślad pielgrzymujących tam pokoleń prostych zazwyczaj ludzi, kryje w sobie tajemnice ich życia, ich troski, zmartwienia, radości i szczęścia, dramaty i tragedie, cierpienia i zwycięstwa, pytania i poszukiwania… To są ślady Człowieka takiego, jakim jest i jaki przychodził i przychodzi na kalwaryjskie dróżki. I to najbardziej mnie wzrusza. Bo idąc tam myślę o prostocie kalwaryjskich pielgrzymów, prostocie, która de facto jest skarbem i perłą człowieczeństwa, ale której nie zrozumie nikt, kto nie potrafi odkryć jej najpierw w sobie i nie potrafi stać się pielgrzymem, ale z ironią będzie nazywał głupotą i naiwnością prostą wiarę ludu. Ta prosta wiara jednak zwycięża i prowadzi człowieka i świat spokojną drogą. I z tego wyrosła także wielkość Jana Pawła II, na przykład, i nie tyle nawet, że ona miała takie a nie inne korzenie, ona karmiła się i budowała nieustannymi powrotami do takich zwyczajnych miejsc jak Kalwaria. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sanktuarium ruch. Kilka grup dzieci pierwszo-komunijnych z rodzicami i duszpasterzami wypełnia bazylikę i krużganki klasztorne. Wchodzę do kaplicy cudownego obrazu. Jest akurat chwila, w której kaplica jest prawie pusta. Odkąd pamiętam, cisza kalwaryjskiego sanktuarium była dla mnie zaproszeniem do tego, by wejść w jej przestrzeń i zatrzymać się. Ta cisza stwarza klimat modlitwy. Tak samo było i wczoraj. Patrzę w obraz. W jego głębię. W kalwaryjskim obrazie jest jakieś ciepło, które emanuje na człowieka stojącego blisko. To jest ciepło miłości. Takiej szczerej i zwyczajnej. Domowej. Miłości Matki do Syna, która nie tylko jest wyrażona przez przytulone do siebie twarze i spojrzenie utkwione w sobie nawzajem oraz rękę Maryi trzymającą Jezusa, i rączkę Jezusa wskazującą na Matkę. Nie tylko te zewnętrzne, widoczne gesty mówią o tym, ale coś więcej jeszcze, otóż w kaplicy kalwaryjskiego obrazu można wyczuć bicie serca domu. Domu, w którym jest bezpiecznie i dobrze. Domu, w którym jest prawdziwa miłość. I to serce jest otulone niejako łańcuchem kaplic przy dróżkach, które mówią o cierpieniu i współcierpieniu, o śmierci i zmartwychwstaniu. Ale czy to nie jest tak, że tam, gdzie jest miłość, cierpienie mniej boli? … Miłość i współodczuwanie w cierpieniu redukują ból.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pełen takich właśnie refleksji wyszedłem z kalwaryjskiego sanktuarium. Pocieszony i otulony ciepłem kalwaryjskiego serca, które bije w bocznej kaplicy przylegającej do bazyliki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Kolejnym punktem naszej majowej wycieczki były krakowskie Łagiewniki. Kolejny raz odkryłem wczoraj, że pomimo przytłaczającej nowoczesności sanktuarium Bożego Miłosierdzia, stara kaplica klasztoru sióstr, wraz z obrazem Pana Jezusa i szczątkami św. siostry Faustyny jest prawdziwą oazą i przystanią ciszy i modlitwy. To w niej bije serce tego miejsca. W nowej bazylice celebrujemy Eucharystię wraz z grupą dzieci pierwszo-komunijnych. Giniemy w wielkości tegoż kościoła, będącego chlubą wielu. Rodzą  się we mnie mieszane uczucia, ale na szczęście pomyślałem sobie, że ta wielka bazylika jest jak Boże Miłosierdzie, wielkie, ogromne. I każdy może znaleźć w Jego wnętrzu swoje miejsce. Tyle, że ja należę do osób, do których ogromne świątynie budowane w stylu nowoczesnym, wszelakie pomniki, itp., nie tylko że nie przemawiają, ale wręcz rozpraszają. Ale dość krytykanctwa! W czasie Mszy św. otrzymałem znak. Tak to bynajmniej odczytuję. Usiadłem z lewej strony ołtarza (patrząc od strony prezbiterium). Dodam, że pierwszy raz celebrowałem w tejże bazylice. W czasie kazania pomyślałem sobie, gdzie będę jeszcze w życiu posłany, teraz, po ostatnich doświadczeniach… I popatrzyłem na tabernakulum, będące wyobrażeniem kuli ziemskiej, na którym są zaznaczone wszystkie kontynenty. I co widzę? Przed moimi oczami… Afryka! Czyżby więc nic się nie miało zmienić? Byłoby cudownie! Oddałem to Panu Jezusowi. Tak, niech się dzieje Jego wola!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po obiedzie czas na Koronkę. Idę do starej kaplicy. Znajduję spokojne miejsce w ławce. Patrzę na obraz. Taki mi bliski od dawna, a to ze względu na ranę serca. Serce, zranione serce, to są obrazy, które są mi bardzo bliskie. A u Jezusa często je można spotkać, wiadomo zresztą dlaczego… Kiedy w Chojeckim szpitalu zszedłem po operacji do kaplicy, to właśnie ten obraz, rana serca Jezusa Miłosiernego, dał mi najwięcej wsparcia i pociechy. Poczułem, że On mnie doskonale rozumie. On wie dobrze, czym jest zranione serce, otwarte serce. W Jego serce można się wtulić, poczuć się bezpiecznie i dobrze. Tam można znaleźć wsparcie i siłę. Dla mnie to wszystko jest bardzo ważne. Nie ukrywam, że czuje głód miłości, takiej zwyczajnej, takiej, w której można się wygadać, wybeczeć, znaleźć zrozumienie. Takiej, która czeka, interesuje się, myśli i jest blisko. Konkretnej, a nie ujmowanej w pięknych, kaznodziejskich frazesach. Stąd łagiewnickie sanktuarium było wczoraj dla mnie nie tylko miejscem spotkania z miłosierdziem, ale z Miłością Miłosierną, z Dobrym Samarytaninem i Przyjacielem, który rozumie i jest blisko, po prostu jest, odsłaniając ranę swojego serca, dotyka ran mojego serca… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. I jeszcze jedno miejsce. Na moja prośbę pomknęliśmy przez Mateczny, Most Dębnicki i Aleje Trzech Wieszczy, prosto na Prądnik Czerwony. Bardzo chciałem wejść na moment do niewielkiego sanktuarium, które jest mi szczególnie bliskie. To sanktuarium „Ecce Homo”. Tam, moje siostry albertynki wiele modliły się za mnie. A ja lubię tam wracać, gdyż znajduję tam znów wiele zwyczajności i wiele człowieczeństwa. Brat Albert Chmielowski, to postać, która fascynuje mnie taką zwyczajnością, która dla psychologów może pachnąc trochę typem osobowości „borderline”. Mnie jednak fascynuje ta zwyczajność Brata naszego Boga, jak go nazwał Wojtyła. Jego odwaga i determinacja, ubóstwo i bliskość z człowiekiem, który w swojej istocie jest dokładnie taki, jak to wyraził w swoim dziele „Ecce Homo”. Wiele osób może tego po prostu nie rozumieć. Ale patrząc na Człowieka namalowanego przez Chmielowskiego, nietrudno zauważyć, że to obraz PRAWDZIWEGO CZŁOWIEKA. Tak! Bo czyż prawdziwy człowiek, to nie zraniony człowiek – jak mówił A. Grün? W tym obrazie można odnaleźć samego siebie, w różnych momentach swojego życia. Kiedy się było zranionym, upokorzonym i sprowadzonym do absolutnego dołu albo fizycznie, albo moralnie, albo psychicznie, albo duchowo. Tam można odnaleźć wszystkie zranienia świata! Całą pogardę i bycie nikim. Jest jednak coś, co nie wprowadza w stan depresji, tylko podnosi. Człowiek na obrazie nie jest złamany, On stoi jak król, dominuje całą wydawać by się mogło przegraną sytuację. Nie, nie. To nie obraz przegranej, ale obraz zwycięstwa! I jest jeszcze jeden szczegół. Światło, które artysta skierował na… serce! Ten król, prawdziwy Człowiek ma serce, które rozumie drugiego człowieka, które zaprasza do wspólnoty serc wszystkich zranionych Ecce Homo tej ziemi. Niezwykłe to jest! I ważna nauka. Trzeba zaakceptować siebie ze swoimi ranami i upokorzeniami, z doświadczeniami bycia zdradzonym, porzuconym, okłamanym, wyśmianym, skrzywdzonym, zniszczonym. Nie wolno pozwolić się złamać! Ale trwać. Milczeć, ale trwać z podniesiona głową. I mieć otwarte dla każdego serce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. To zaledwie kilka myśli, które potrafię wystukać, by oddać to wszystko, czym jest dla mnie doświadczenie takich miejsc jak Kalwaria, Łagiewniki czy Prądnik. Człowiek nie potrafi wyrazić całej głębi doświadczenia, którym żyje. I tak zdaję sobie sprawę, że będę posądzony o dewocje do potęgi entej. Trudno. Mniejsza o to. Pod każdym z w/w opisanych obrazów mieści się konkretna treść. Ważna dla mnie treść, będąca cząstką mojego życia. I mieści się głód. Głód serca spotykanego w zwyczajności. Każde z tych miejsc jest zatem dla mnie odsłona tej samej rzeczywistości, której na imię Miłość. Miłość Boga Człowieka. Niezgłębiona, wielka, a przecież… taka normalna i zwyczajna i prosta. I myślę sobie, że tak do końca mogą zrozumieć ją i przyjąć prości ludzie. Ona jest dla prostaczków. Choć, i tu jest paradoks, te miejsca – odsłony Bożej Miłości znajdują się niejako w sercu jednego z najbardziej snobistycznych miast Polski, jakim niestety stał się Kraków…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-2385355540106391253?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/2385355540106391253/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/trzy-odsony-tej-samej-rzeczywistosci.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2385355540106391253'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2385355540106391253'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/trzy-odsony-tej-samej-rzeczywistosci.html' title='Trzy odsłony tej samej rzeczywistości'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-4989563778654975737</id><published>2009-05-23T21:35:00.002+02:00</published><updated>2009-05-23T21:39:46.068+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Sobota, 23 maja'09</title><content type='html'>1. Gdzieś między godziną 10.00 a 11.00 dzisiejszej soboty, Romek został księdzem. Myślę o nim od rana. Tak bardzo chciałem być dziś w bazylice Świętej Trójcy, stanąć za filarem (jak to robiłem przed laty) i uczestniczyć w wydarzeniu, którego, pomimo własnych 10 lat, wciąż nie rozumiem i muszę stwierdzić bez patosu, że absolutnie mnie przerasta. Romek, to jest bez wątpienia jakaś szczególna historia mojego życia. Ta, z półki najpiękniejszych i zawsze chętnie otwieranych, jak najlepsza książka, do której trzeba często wracać, by nie tylko odświeżyć sobie jej treść, ale przynajmniej jakiś fragment móc przeżyć na nowo. Dokładnie 10 lat temu, pewnie to było w lipcu, kiedy poznałem Romka, wtedy jeszcze studenta szlachetnej uczelni lubelskiej. Zmagał się z Panem Bogiem i sobą w „Ćwiczeniach duchowych” św. Ignacego w naszym krakowskim Centrum. Pamiętam, jak chodząc po ogrodzie z zeszytem zapisków w ręku, uważnie przyglądał się wszystkiemu, z wyraźnym napięciem myślał, walczył. Wtedy jeszcze nie znaliśmy się osobiście. Zaczynałem moja pracę w Centrum. Kolejnego roku przypadło mi osobiście towarzyszyć w zmaganiach Romka. I tak kroczyliśmy obok siebie kolejne dwa lata. Już wtedy byłem pewien, że ma powołanie do kapłaństwa i czegoś więcej jeszcze niż kapłaństwa, do zakonu. Nie wiedziałem tylko, jak mu to zasugerować, powiedzieć. W końcu nadszedł czas, że cos, co było moim przekonaniem, a jego niepewnością, dojrzało, pękło. Koniec studiów, praca, i… pytania o to, czy jednak Autor Życia nie woła do czegoś więcej. Kolejne rekolekcje, już indywidualne. Decyzja: Idę. Tylko gdzie? I wtedy coś mnie natchnęło. Przeżywałem akurat zafascynowanie jednym z czcigodnych i prężnych zakonów. Powiedziałem: Romek, może tam…? Może… To była nasza ostatnia rozmowa na płaszczyźnie duchowego towarzyszenia. Od tamtego czasu nawiązała się relacja braterstwa, mam nadzieję, że także przyjaźni, choć miejsca i drogi rozeszły się w różnych kierunkach. Romku, pamiętasz, jak wsiadałeś do pociągu w Krakowie? Ania zrobiła wtedy zdjęcie, mam je do dziś, jak pociąg ruszał. Dziś dojechałeś szczęśliwie do jednej z węzłowych stacji tej podróży. Teraz będzie przesiadka. Od dziś Jesteś kapłanem! Łza kręci mi się w oku… ze szczęścia! Kiedyś obiecałem Ci dozgonną modlitwę i tak zostanie! Czekam na Twoje kapłańskie błogosławieństwo! Bądź szczęśliwym kapłanem i niech wszyscy, którym będziesz posługiwał będą szczęśliwi! Pan odbił w Tobie, swoje Oblicze, niech to Jego Oblicze i droga, fascynują tych, których w życiu spotkasz!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Wieczorem kolejna niespodzianka! Zadzwonił do mnie Karol. Jak nic po 7 albo 8 latach. Jego także spotkałem w naszym Centrum. Mówi mi, że dziś po długim czasie absencji na naszej-klasie, zajrzał na swoje konto i zauważył moje szpitalne zdjęcie. Postanowił zadzwonić. Kilka minut serdecznej rozmowy po latach, w wielkim skrócie opowiedziane nasze „dzisiaj” i plany na przyszłość. Umówiliśmy się na spotkanie, by pomówić o życiu. Jak mówi Mirek, trzeba się spotykać i rozmawiać. Też mam do tego przekonanie, a w ostatnim czasie, czego zresztą nie ukrywam, mam prawdziwy głód takich właśnie zwyczajnych, przyjacielskich spotkań face to face. I to, co jest wspólne dla obu dzisiejszych pięknych wydarzeń to fakt, że u początku znajomości z Romkiem i Karolem leży doświadczenie wiary, duchowe spotkania w klimacie modlitwy i zmagań z samym sobą. Jestem przekonany, że nic tak nie tworzy i cementuje wzajemnych relacji jak szczery dialog, otwarcie się na siebie takimi, jacy jesteśmy i przede wszystkim Bóg, którego wspólnie poszukujemy, odnajdujemy i z Którym wspólnie wędrujemy przez pogmatwane nieraz życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Także dziś poszedłem do miejscowej kaplicy na zakonny Jubileusz. Tym razem sióstr z mojej zakonnej rodziny. Spośród nich zwłaszcza dwie są mi szczególnie bliskie, zawdzięczam im wiele i chciałem z nimi dziś być. Piękna uroczystość. 60, 50, 40 i 25 lat w zakonie to już nie byle co, zwłaszcza, że wtedy, przed laty te młode dziewczyny decydowały się na życie w warunkach, o których trudno sobie dziś nawet wyobrazić. Podziwiam je za wytrwałość, za to, że praca im ciężką nigdy nie była, no i za optymizm, który charakteryzuje większość z nich. Tak patrząc na te kochane kobiety, zmęczone ofiarną pracą, a przecież szczęśliwe, pomyślałem o tym, że mnie dziś łatwo nie jest. I że przychodzą chwile, w których mam dość, w których narasta we mnie bunt, dlaczego wciąż jestem taki słaby, kiedy będzie normalnie, etc… To są chwile, w których nie mam siły, żeby przełamać się do jakiegokolwiek działania, czuję tylko ich ciężar oraz własną ograniczoność. I często jednak samotność, w której zmagam się ze sobą, by nie poddać się, ale odbić się od dna i iść zdecydowanym krokiem do przodu… Problem może w tym, że wśród najbliższych brakuje chyba takich, którzy zmotywowaliby jednak i chcieli jako towarzyszyć w tym powstawaniu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Jutro Wniebowstąpienie Pana. Czytam właśnie komentarz T. Zamorskiego OP, który na łamach „W drodze” mówi, że „Mądrość wniebowstąpienia to wezwanie do dojrzałości wiary i życia. Odejście Jezusa uczy odpowiedzialności za siebie samych i za innych. Zapewne nie ma innej, bardziej ludzkiej drogi do Boga, jak nie uciekać od własnego życia”. Słuszna i inspirująca myśl, choć nie powiem, nie łatwa. Zatem wniosek jest jeden: nie uciekać od własnego życia, od siebie, od tego, co jest moim „tu i teraz”. Mimo wszystko…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-4989563778654975737?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/4989563778654975737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/sobota-23-maja09.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4989563778654975737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/4989563778654975737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/sobota-23-maja09.html' title='Sobota, 23 maja&apos;09'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-5558164786348375057</id><published>2009-05-21T22:14:00.002+02:00</published><updated>2009-05-21T22:19:54.094+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Terapeutyczna przestrzeń dotyku</title><content type='html'>&lt;em&gt;„Dlatego za leżącego w śpiączce ‘mówią’ przede wszystkim jego dłonie. – Zwykle nie identyfikujemy ludzi po ich rękach – mówi artysta. Na zdjęciach ręce Alka dotykają rąk mamy, ojca, brata, dziadka, babci, przyjaciół, rehabilitantów, ale też chińskiej maskotki, dobrej do wyrabiania sprawności mięśni, młoteczka używanego podczas badań neurologicznych, Kiedy ojciec schyla się do twarzy Alka, jego dotyk przenosi się na policzki syna. Z czasem Niesłony zaczął rozróżniać dwa dotyki, poprzez które otoczenie komunikuje się z chorym. – Dotyk techniczny, czyli nacieranie, masowanie, mycie wykonywane przez pielęgniarki i rehabilitantów, nie niósł żadnych dodatkowych informacji oprócz troski – opowiada. – Dotyk bliskich był pełen dodatkowego ciepła, przekazywał bardzo czytelny komunikat: ‘kocham cię’. Kiedy mama Alka wyjechała na kilka dni z jego młodszym bratem, chłopak nagle dostał gorączki, poczuł się gorzej. Wszyscy przekonali się, jak kojąco działała na niego jej obecność”&lt;/em&gt; (B. Gruszka – Zych, M. Niesłony, Ostrość na dotyk, Gość Niedzielny, nr 21, 24 maja 2009, s. 62-65).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fotografia na okładce najnowszego numeru „Gościa Niedzielnego” wraz z zapowiedzią krótkiego felietonu o twórczości fotograficznej Macieja Niesłonego z Chorzowa, który wykonał serię przejmujących zdjęć choremu na guza mózgu młodemu Alkowi, od razu przykuła moją uwagę. Powyższy fragment felietonu, pokrywa się z treścią przemyśleń, które od jakiegoś czasu noszę i ja w sobie. Przemyśleń niezwykle delikatnych, wręcz intymnych, a jak się okazuje, tak bardzo prawdziwych, które dotyczą obecności, dotyku, bliskości człowieka przy człowieku, zwłaszcza w trudnych momentach jego życia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie osobiście jest to temat niezwykle frapujący. To jest także moje doświadczenie. Podobnie jak wielu z nas, surfujących po Internecie, często łapię się na fakcie, jak bardzo wirtualny stał się świat spotkań i relacji z innymi. Co więcej, uważam, że świat ten jest bardzo niebezpieczny, gdyż wyobcowuje człowieka z realnego świata obecności, sprawia, że człowiek stopniowo staje się niewrażliwy i ważne komunikaty potrafi przekazać jedynie za pomocą sms-a, naszej-klasy, e-meila, gadu-gadu, skype i innych komunikatorów. Wszystko byłoby dobrze, wiadomo, jak ważna jest w ogóle pamięć o drugim, tylko… no właśnie, czy taka forma zawsze jest wystarczająca?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przykład Alka jest świadectwem jak ważnym komunikatorem i terapeutą jest dotyk. A żeby móc dotknąć, trzeba być, znaleźć czas, odważyć się, przełamać się, i stanąć obok kogoś, kto jest moim matką, ojcem, bratem, siostrą, współbratem, współsiostrą (to w zakonach czy wspólnotach), przyjacielem, kolegą, bliskim…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy  siedem lat temu przywieziono mnie po operacji pęcherzyka żółciowego na salę szpitalną w krakowskim szpitalu bonifratrów, pamiętam do dziś, czułem się skonany, zmęczony, obolały. Do mojej sali zajrzała na chwilkę znajoma psycholog. Danka podała mi rękę, uścisnęła moją i powiedziała: „Cześć Stary, wiem, że jesteś zmęczony. Ale już po”. Ten dotyk trwał kilka sekund. W tamtej chwili jednak zakomunikował mi tak wiele, że czuje go do dziś. To był dotyk przyjaźni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy trzy tygodnie temu wybudzono mnie na OIOMie kilka godzin po zakończeniu operacji, miałem jeszcze założoną maskę i rurkę intubacyjną. Czułem, jak zaczynam się dusić. Wybudzanie było powolne. Czułem się źle, wystraszony i zupełnie zagubiony w tym wszystkim, co tego dnia działo się ze mną i we mnie. Na OIOMie zajął się mną pielęgniarz, Krzysztof, o ile zapamiętałem dobrze. Nie zapomnę nigdy jego troskliwego ocierania mojej zalanej potem twarzy i wlewania mi do spieczonych i spragnionych ust odrobiny zimnej, przegotowanej wody. Ta posługa, wykonywana z prawdziwą troską, znaczyła dla mnie bardzo, bardzo wiele. A następnego dnia, kiedy przewieziono mnie na oddział, kiedy wpuszczono do mnie moją mamę. Znów jej dotyk, troska, łza szczęścia, one działały jak antybiotyk! A później pani wice-oddziałowa, Ela. Nie znaliśmy się w ogóle. Zajrzała do pokoju, uścisnęła na moment moją dłoń. Znów dotyk, przez który ta obca bądź co bądź ta kobieta przekazała mi siłę, by nie poddać się. Trzeba walczyć, by nie zalec, ale wstać i iść. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chciałbym być dobrze zrozumiany w tej refleksji. &lt;br /&gt;Nie czuję żalu do osób, które z wiadomych przyczyn są daleko. Nie! Chcę jednak powiedzieć, że w chwilach ekstremalnych życia człowiek często zostaje sam. Właśnie wtedy, kiedy tak bardzo potrzebuje nie tylko słów wsparcia, ale bliskości, dotyku. Myślę o tym, jak wiele osób w szpitalach, hospicjach, domach opieki, ba, nawet w rodzinnych domach, pozostaje tragicznie samych, osamotnionych, pozbawionych obecności tych, których kochają, lub którzy deklarują im swoją miłość, przyjaźń czy bliskość. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopóki w szpitalu miałem kontakt z Internetem, wirtualnym światem, zawsze ktoś nalazł się po drugiej stronie. Kiedy zabrakło Internetu, zabrakło przyjaciół… &lt;br /&gt;Tyle, że… Internet mimo wszystko pozbawia terapeutycznego dotyku i komunikatów, które można zawrzeć w jednym, krótkim uścisku dłoni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedna obserwacja. Na kardiochirurgii wszyscy pacjenci są dosłownie „zranieni”. Te rany są spore, konkretne. Człowiek często boi się ran. Boi się ich dotykać, bo infekcja, ból, nieprzyjemne uczucia. W szpitalu każą jednak te rany szybko odsłaniać, myć, dotykać, by szybciej się goiły. Ciekawe, prawda? Różne są rany. Nie tylko te fizyczna, są także emocjonalne, duchowe, psychiczne. Stąd dobra to rada, by nie zakrywać ich, ale przemywać i pozwolić, by się goiły i jak najszybciej stawały się bliznami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potrzebny jest dotyk. Zwłaszcza ten nie – techniczny, ale czuły, wyrażający bliskość, miłość, serdeczność. On daje potrzebującemu w danej chwili tak wiele szczęścia i siły, że trudno to wyrazić słowami. Człowiek pozbawiony takiego dotyku od razu dostaje gorączki, a jego stan się pogarsza… W takich sytuacjach rozumiem dokładniej co działo się w dramacie śmierci Jezusa na krzyżu. Rozumiem Jego ochrypłe wołanie: „Pragnę”. Rozumiem, czym była obecność Matki, Umiłowanego Ucznia i kilku kobiet. Ukrzyżowany nie dałby już rady odczytać dobrych słów wysłanych sms-em, nie sprawdziłby już komunikatorów w necie. Jedynie obecność. I tak sobie myślę, oby ta lekcja nie poszła na marne u mnie w stosunku do bliźnich! Zasada, by poświęcać się dla drugiego, gdy jest w potrzebie, nie żałując czasu, pieniędzy, etc. jest zasadą przyjaźni. Tak, ikoną prawdziwej przyjaźni pozostaje dla mnie wciąż droga z Jerozolimy do Jerycha i leżący przy niej człowiek. Zatrzymanie się, pochylenie się i troska Samarytanina, obcego człowieka, jest początkiem przyjaźni, wspólnoty, w której potrafię zapomnieć o sobie, by pomyśleć o drugim, potrzebującym. Dziś on leży przy drodze, ale jutro…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-5558164786348375057?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/5558164786348375057/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/terapeutyczna-przestrzen-dotyku.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5558164786348375057'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5558164786348375057'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/terapeutyczna-przestrzen-dotyku.html' title='Terapeutyczna przestrzeń dotyku'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-5473119830002107267</id><published>2009-05-17T19:42:00.002+02:00</published><updated>2009-05-17T20:16:04.815+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Po przerwie</title><content type='html'>Wczoraj wróciłem do domu.&lt;br /&gt;Dwa ostatnie tygodnie, tak niespodziewanie (znów zaskakująco) przeleżałem na oddziale kardiologii. Miało być tylko niewielkie wzmocnienie pooperacyjne, a w efekcie zrobiło się wielkie leżenie. Anemia pooperacyjna, stany podgorączkowe, osłabienie organizmu – to wszystko towarzyszy mi jeszcze teraz. Tyle że już nie w smętnej, wydłużającej się w nieskończoność atmosferze szpitalnej samotni, ale w domu. Dziękuję Ci Mamo, że byłaś u mnie każdego dnia! Tato, Przyjaciele, którzy znaleźliście czas by zajrzeć lub napisać sms-a: dziękuję Wam! Trudno, bardzo trudno byłoby mi przejść tę ciężką próbę bez Was! Napiszę więcej na ten temat jak siły wrócą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękna wiosna, świeża, soczysta zieleń, wielobarwnie kwitnące magnolie, azalie, i inne krzewy i kwiaty wokół mojego rodzinnego domu wraz z zapachem skoszonej trawy, to moja dzisiejsza radość! Próbuję wychwytywać te niewielkie elementy radości, które daje mi Bóg. Po tych trzech ostatnich tygodniach w klinice, po wielkiej operacji i wielu zmaganiach czuję się jak dziecko. Nieporadny trochę, wciąż zdany na innych, stawiający powoli pierwsze kroki. &lt;br /&gt;Potrzebuję wzmocnienia. Nie tylko lekami, mam ich całą torbę. Nie tylko rehabilitacją, która jeszcze przede mną, ale wzmocnienia przyjaźnią, wsparciem emocjonalnym, które wraz z krwią upływa z człowieka i osłabia tak, że nie da się bez swoistej „transfuzji”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W &lt;a href="http://www.salwator.com/"&gt;Wydawnictwie SALWATOR &lt;/a&gt;w Krakowie ukazała się właśnie niewielka publikacja, moje pierwsze „dziecko”, które bardzo mnie cieszy! To zapis konferencji, które poświęciłem „Kontemplacji Serca Jezusa”, jeszcze w 2002 roku. W istocie traktują one o ranie serca, także o naszych ranach. &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/ShBUL99-CcI/AAAAAAAAAFQ/Z09A7b2SGIk/s1600-h/big_791.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/ShBUL99-CcI/AAAAAAAAAFQ/Z09A7b2SGIk/s200/big_791.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5336858123023813058" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Publikację przygotowywałem do druku na początku marca tego roku. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że ukaże się ona w czasie, kiedy sam doświadczę otwarcia serca… Tak to bywa. Jest rana. Goi się. Bogu niech będą dzięki! Ale przecież mamy także inne rany serca. Te niewidoczne, ukryte, a przecież tak bolesne. W ostatnim czasie doświadczyłem kolejny raz bólu takiego zranienia… To są te różne życiowe próby, których efektem niech będą nie tylko blizny, ale wzmocnienie na wszystkich płaszczyznach ludzkiego ja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tyle na teraz. &lt;br /&gt;Wierzę, że wkrótce już będzie więcej i optymistyczniej – jak wiosna w moim rodzinnym ogródku! Dziś w mojej parafii dzieciaki przystąpiły do I Komunii Św. Myślę o nich, bo 28 lat temu, w 1981 roku, 17 maja też było w niedzielę i też była piękna wiosna. I od tamtego dnia jest Ktoś, kto swoje Serce, otwiera dla mojego, abym szukał tam siły i wsparcia, kiedy tylko chcę. I Ty możesz!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-5473119830002107267?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/5473119830002107267/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/po-przerwie.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5473119830002107267'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5473119830002107267'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/po-przerwie.html' title='Po przerwie'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/ShBUL99-CcI/AAAAAAAAAFQ/Z09A7b2SGIk/s72-c/big_791.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-5877404760513436859</id><published>2009-05-02T14:23:00.002+02:00</published><updated>2009-05-02T14:41:53.723+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Z klinicznego oddziału cz. II</title><content type='html'>Liczba komentarzy pod ostatnim wpisem onieśmiela mnie i wzrusza szczerze... Dziękuję Wam przede wszystkim za to, że Jesteście: bliscy bądź anonimowi. Nieważne. Odkrywam, że jednym z najpiękniejszych darów Stwórcy dla stworzenia jest dar relacji, bliskości, nawet jeśli jest tylko zwyczajnym koleżeństwem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spacerując po klinicznym oddziale, usiadłem na moment przy komputerze "dla pacjentów", by podzielić się małą obserwacją. Kręcimy się tak tutaj (my, pacjencji) od ranka wczesnego do późnej nocy. Milczymy, zagadujemy, siadamy na chwilę pogawędki:&lt;br /&gt;- Jedni w napięciu oczekiwania (tak było u mnie w ubiegłą niedzielę): to napięcie staje się horrorem, traumą! w niejednym przypadku! Stąd ci "oczekujący" wypytują tych "co już po" jak to będzie i co to będzie detal po detalu (ja dostałem takiego strachu, że anestezjolog podał mi tabletkę, po której nie pamiętam nawet chwili wywozu z sali). Wszyscy wiedzą, że to poważna operacja i strach jest uzasadniony. &lt;br /&gt;- Drudzy siedzą i opowiadają sobie, jak się dzisiaj czują, jak minęła noc, co i jak boli, jak teraz żyć, żeby dojść do formy, etc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konkluzja: W szpitalu naprawdę nie jest ważne kto kim jest, jaki ma zawód, tytuł, co zdobył, a czego nie. Tu ludzie stają się sobie bliscy w swoim człowieczeństwie. Tu łączy ludzi choroba, cierpienie, niepewność następnych godzin. Im więcej potrafimy sobie nawzajem dać nadziei, tej prawdziwej, Bożej, tym lepiej! Tu nie ma pierwszych i ostatnich. Profesorów i zwyczajnych, prostych ludzi. Tu, na korytarzach i salach szpitalnych CZŁOWIEK JEST CZŁOWIEKIEM. AŻ CZŁOWIEKIEM! &lt;br /&gt;Tak rodzą się szpitalne koleżeństwa, wymieniamy telefony, kontakty. Połączył nas oddział i to samo doświadczenie. To tu, człowiek odkrywa jeszcze raz i potwierdza w sobie, że jednym z najpiękniejszych darów Stwórcy dla stworzenia jest dar relacji, bliskości, nawet jeśli jest tylko zwyczajnym koleżeństwem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ceńmy sobie te dary, one są niezwykłym skarbem. &lt;br /&gt;I dodam, nie ze względu na coś lub na bycie kimś... Człowieczeństwo, to wystarcza aż nadto!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm, trochę kaznodziejsko zabrzmiało, ale proszę mi wierzyć, to są moje odkrycia i ja pierwszy chcę tym wszystkim, tym miesiącem ostatnim żyć! Pozdrawiam wszystkich i wracam do mojego oddziałowego spacerowania, bo rehabilitanci gonią do tego! W sercu mam już następny tekst, ale musi jeszcze troche dojrzeć!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-5877404760513436859?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/5877404760513436859/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/z-klinicznego-oddziau-cz-ii.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5877404760513436859'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5877404760513436859'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/05/z-klinicznego-oddziau-cz-ii.html' title='Z klinicznego oddziału cz. II'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-2950812408675321469</id><published>2009-04-30T15:23:00.008+02:00</published><updated>2009-05-02T14:23:17.150+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Z klinicznego oddziału cz. I</title><content type='html'>Kochani, jestem już po operacji!!!! Była długa i duża! Odbyła się w poniedziałek i trwała 6 godzin. Operację prowadził pan profesor Andrzej Bochenek. Wstawiono mi kawałek aorty usuwając tętniaka oraz zastawkę. Wybudzili mnie wieczorem i wczoraj przenieśli z OIOM-U na oddział kardiochirurgiczny. Czeka mnie teraz powrót do rzeczywistości, stabilizacja rozciętego mostka, etc. Kiedyś napiszę o osobach, którzy nas tu leczą. Wspaniali ludzie! Z powołania! Jest tu internet, więc piszę. Dziękuję wszystkim, którzy byliście ze mną! Czuje się dosłownie tak, jakby podarowano mi NOWE ŻYCIE!!! Bogu i ludziom niech będą dzięki! Wszystko jest po coś w życiu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam z kliniki w Katowicach Ochojcu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to jest link do kliniki, w której jestem:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.cardiosurg.pl/"&gt;http://www.cardiosurg.pl/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to jest strona stworzona przez lekarzy tej kliniki - warta polecenia dla każdego!:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.jaimojeserce.eu/"&gt;http://www.jaimojeserce.eu/&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to dzisiejsza modlitwa Kościoła - jak pasuje do mojego kontekstu!:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszechmogący, wieczny Boże, w tych dniach lepiej poznaliśmy Twoją ojcowską dobroć; † spraw, abyśmy gorliwiej korzystali z Twojej łaski * i uwolnieni z mroków błędu całym sercem przylgnęli do prawdy. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, † który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, * Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma przypadków :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-2950812408675321469?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/2950812408675321469/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/z-klinicznego-oddziau.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2950812408675321469'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2950812408675321469'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/z-klinicznego-oddziau.html' title='Z klinicznego oddziału cz. I'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-2446634123218230756</id><published>2009-04-25T20:47:00.015+02:00</published><updated>2009-04-25T21:13:04.488+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Czas wrócić na rekolekcyjny szlak...</title><content type='html'>Jutro powrót do kliniki...&lt;br /&gt;Pojutrze operacja...&lt;br /&gt;Czas wrócić do rekolekcji...&lt;br /&gt;Minione tygodnie, wiosenne, paschalne, domowe, byly piękne!&lt;br /&gt;Czas jednak wrócić do rzeczywistoci. &lt;br /&gt;Paschalnosci życia trzeba doswiadczac, nie wystarczy tylko o niej mówić i wzdychać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje dzisiaj najbardziej wyrażają slowa Psalmu 116 A:&lt;br /&gt;"Miłuję Pana, albowiem usłyszał&lt;br /&gt;głos mego błagania.&lt;br /&gt;Bo skłonił ku mnie swe ucho&lt;br /&gt;w dniu, w którym wołałem.&lt;br /&gt;Oplotły mnie więzy śmierci,&lt;br /&gt;dosięgły mnie pęta Otchłani,&lt;br /&gt;ogarnął mnie strach i udręka.&lt;br /&gt;Ale wezwałem imienia Pana:&lt;br /&gt;„Panie, ratuj moje życie!”&lt;br /&gt;Pan jest łaskawy i sprawiedliwy,&lt;br /&gt;Bóg nasz jest miłosierny.&lt;br /&gt;Pan strzeże ludzi prostego serca:&lt;br /&gt;byłem w niedoli, a On mnie wybawił.&lt;br /&gt;Wróć, duszo moja, do swego spokoju,&lt;br /&gt;bo Pan dobro ci wyświadczył.&lt;br /&gt;Uchronił bowiem moją duszę od śmierci,&lt;br /&gt;oczy moje od łez, nogi od upadku.&lt;br /&gt;Będę chodził w obecności Pana&lt;br /&gt;w krainie żyjących".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję Wam, którzy jestescie blisko!&lt;br /&gt;Także wszystkim, których dotąd spotkalem w klinice!&lt;br /&gt;Wasza przyjaźń, modlitwa, obecnosć, dobre slowa i wsparcie są nieocenionym darem i swiadectwem tego, że czlowiek jest dobry, że jest rzeczywiscie na obraz i podobieństwo Boga Milosci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masz rację R., nie mogę się nakręcać... to nie ma sensu!&lt;br /&gt;Trzeba odważnie wejć w to dowiadczenie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele razy analizując moje wlasne życie i jego historię zadawalem pytanie:&lt;br /&gt;jesli tyle szans mi Dales, to po cos, jest w tym jakis cel.&lt;br /&gt;Nie jest to bez znaczenia!&lt;br /&gt;Dlatego o jedno prosze... zebym nie zmarnowal niczego, naprawdę niczego z tych obecnych doswiadczeń. Nie są latwe, ale są jak skarb, jak perla, którą z ran trzeba wydobyć. One maja jakis sens i cel. Jaki? Ty to wiesz i tylko Ty!&lt;br /&gt;Dlatego Jezu, ufam Tobie! &lt;br /&gt;Nic więcej, to wystarczy: ufam Tobie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-2446634123218230756?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/2446634123218230756/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/czas-wrocic-do-rek.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2446634123218230756'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2446634123218230756'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/czas-wrocic-do-rek.html' title='Czas wrócić na rekolekcyjny szlak...'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-1304955388592830803</id><published>2009-04-19T21:21:00.005+02:00</published><updated>2009-04-25T21:13:28.617+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>X. Gienek</title><content type='html'>Księdza Gienka poznałem 22 lata temu. Przyszedł do mojej rodzinnej parafii jako wikary. Rozpoczynałem wtedy edukację w 8 klasie szkoły podstawowej. Będąc katechetą przygotowywał mnie i moich kolegów i koleżanki do bierzmowania. Katecheza była jeszcze wtedy na salkach przy probostwie. W sumie uczył mnie religii całe 4 lata, okres swojej pracy w mojej parafii. Dobrze wpisał się w pamięć i serca parafian. Wiele czasu poświęcał młodzieży. To z nim rozpoczynaliśmy piesze pielgrzymki na Jasną Górę. Spotkania modlitewne w ciągu roku, ogniska, mecze piłki nożnej. Ksiądz Gienek, zwyczajny, prosty, normalny człowiek. Na pozór niczym się nie wyróżniał. A jednak... To, co charakteryzuje jego osobę to bycie blisko drugiego człowieka. Takie zwyczajne, tak po prostu. Ksiądz Gienek jest po prostu Człowiekiem. Dobrym Człowiekiem. Jego bycie blisko drugiego pozwalało nie tylko nam, ówczesnej młodzieży, ale i starszym stawać się bardziej otwartym, czuć się w kościele jak w domu, budować piękne, zdrowe przyjacielskie relacje, a także mnie osobiście potwierdziło słuszność wyboru kapłańskiej drogi. Po jego odejściu z parafii pozostała nie tylko pamięć, ale przyjacielska więź z wieloma ludźmi (w tym także ze mną), która pomimo upływu czasu nie zamarła, ale trwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś Ksiądz Eugeniusz świętował 25.lecie przyjęcia święceń kapłańskich. Piękna, zwyczajna (jak on jest zwyczajny) uroczystość w parafii, której obecnie jest proboszczem. Obecność wielu ludzi, z poprzednich parafii w których pracował i z aktualnej parafii, którzy przyszli, żeby się pomodlić w intencji swojego pasterza, podziękować i złożyć życzenia, jest świadectwem autentyczności życia i posługi Księdza Eugeniusza. Mnie (i wielu innym) trudno było się przyzwyczaić do określenia: Jubilat. Trudno było uwierzyć, że to już 25 lat! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się, że mogłem dziś świętować z Eugeniuszem, jego bliskimi i parafianami, których poznałem już dobrze i do których lubię wracać. Dziękuję Ci, Eugeniuszu za to, że mogłem Cię spotkać kiedyś tam, za Twój przykład, Twoje towarzyszenie i przyjaźń, która trwa! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak sobie myślę, że umiejętność bycia blisko drugiego człowieka, jego życia, spraw, radości, smutków, jest czymś najpiękniejszym, co może posiadać człowiek. Empatia, współodczuwanie, albo po prostu umiejętność przyjaźni. To prawda, kiedyś było łatwiej. Dziś dominują relacje wirtualne, a one mimo wszystko wyjaławiają naszą sferę uczuć, zamykają i rzucają niejednokrotnie w przestrzeń osamotnienia. Gościnność, otwartość, czas dla drugiego, umiejętność poświęcenia się dla kogoś, zainteresowanie drugim... jest dziś jakiś deficyt tych dobrych i pięknych postaw. A szkoda... Kiedyś rozmawiałem z kimś z rówieśników na taki temat, czym przegrywamy dziś u młodszych od nas. On zwrócił mi uwagę, że chcemy być bardzo skuteczni w działaniu, lecz nie potrafimy być blisko drugiego. Jestem przekonany, że warto zaryzykować większą otwartość i gościnność. Ostatnie tygodnie mojej hospitalizacji pokazują mi jak boli doświadczenie bycia zapomnianym przez osoby, na których mi zależało, od których oczekiwałbym zwyczajnego, ludzkiego wsparcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak na marginesie, czuję, że wzmaga się we mnie na nowo lęk i strach przed tym, co mnie czeka... Dziś jednak niedziela Miłosierdzia Bożego. W tym roku odmówiłem całą nowennę. A teraz proszę, po cichu: Jezu, ufam Tobie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-1304955388592830803?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/1304955388592830803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/x-gienek.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/1304955388592830803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/1304955388592830803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/x-gienek.html' title='X. Gienek'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-62454596795692697</id><published>2009-04-17T21:11:00.008+02:00</published><updated>2009-04-20T11:13:12.583+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Pielgrzymka</title><content type='html'>Dziś rano mój kursowy brat Piotrek zabrał mnie samochodem na pielgrzymkę. Bardzo chciałem w tych dniach pomodlić się na Jasnej Górze. W kontekście zbliżającej się operacji, życiowych wielkich rekolekcji, przemyśleń, rozważań, chciałem uklęknąć przed Czarną Madonną, jak za dawnych dziecinnych lat, pomodlić się i Jej opiece zawierzyć to wszystko. Piotr bez wahania zaproponował pomoc i podjechał po mnie samochodem. Jestem Ci, Piotrze bardzo wdzięczny za Twój braterski gest!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Jasną Górą czuję się bardzo mocno duchowo i emocjonalnie związany, jak wielu naszych rodaków. Zawsze lubiłem tam być. Pielgrzymowałem przez kilka lat pieszo z warszawską WAPM. To tam, przed obliczem Matki, w ciszy nocnych czuwań podejmowałem moją życiową decyzję o wstąpieniu do zgromadzenia zakonnego i byciu księdzem. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SejiU83wXfI/AAAAAAAAAE4/SQPXOLGt1E4/s1600-h/jasna_gora_1.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SejiU83wXfI/AAAAAAAAAE4/SQPXOLGt1E4/s200/jasna_gora_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325755408930856434" /&gt;&lt;/a&gt;Fascynowała mnie zawsze Sala Rycerska z narożnym wejściem, tzw. furtą klasztorną i napisem "Klauzura". Był taki czas, że chciałem zostać paulinem, żeby móc całe życie pracować i mieszkać na Jasnej Górze. Kiedy już dorastałem dowiedziałem się coś jeszcze. Otóż moja mama, 33 lata temu, kiedy jako trzyletni brzdąc musiałem być zoperowany na serce, napisała list do Matki Bożej, ofiarowała mnie Jej Macierzyńskiej opiece. List ten wrzuciła do skarbony, która do dziś stoi po lewej stronie przy wejściu do kaplicy. I Maryja zawsze mnie prowadziła. To wiem. Tego doświadczałem i doświadczam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zanim jednak dziś, po prawie trzech latach przerwy (!) wróciłem do kaplicy jasnogórskiej, zatrzymaliśmy się po drodze w innym, równie starym jak Jasna Góra sanktuarium &lt;a href="http://www.lesniow.pl/"&gt;Matki Bożej w Leśniowie&lt;/a&gt;. Ucieszyłem się bardzo, gdyż do Leśniowa wiele razy jeździłem jeszcze jako dziecko z moim wujkiem starą Syrenką :) &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SejihxQI8CI/AAAAAAAAAFA/eln2U9JmP-Q/s1600-h/figurka07.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 88px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SejihxQI8CI/AAAAAAAAAFA/eln2U9JmP-Q/s200/figurka07.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325755629150203938" /&gt;&lt;/a&gt;Figurka Maryi z Dzieciątkiem, piękny stary klasztor pośród zieleni i piachów Jury Krakowsko - Częstochowskiej, cudowne źródełko, modlący się prości ludzie, w takim klimacie rodziła się moja maryjna pobożność jakieś 28 lat temu. I coś z tego zostało. Dzisiejsza wizyta w Leśniowie była dla mnie jak oddech pięknych dziecięcych i młodzieńczych wspomnień. Przy okazji pomyślałem o Mirku i Tomku, dwóch rzymskich kolegach, których marzenia wciąż krążą wokół paulińskiego zakonu, a w Leśniowie biali pustelnicy mają swój nowicjat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W południe stanęliśmy w progach jasnogórskiej kaplicy. Poczułem mocniejsze uderzenia serca. To jak powrót do domu. Z oddali popatrzyłem w oczy Matki. Jak zawsze zamyślone, czułe, przenikliwe. Na Jasnej Górze dziś sporo maturzystów i gimnazjalistów. Nic się nie zmienia pomimo tego, że już mamy XXI wiek. Ci młodzi ludzie tu przychodzą. Wierzą. Piszą listy do Matki Bożej. Modlą się. Spowiadają. Przyjmują Komunię Św. Piękne to! Dziś było ich zdecydowanie więcej niż osób starszych. Po moich życiowych voyagach, teologicznych, intelektualnych podbojach i mędrkowaniu wracam do tego, co takie proste, do pobożności z dzieciństwa i... okazuje się, że ona ma swoją siłę! Maryjność to jest TO! Nikt mi tego przekonania nie odbierze, że trzymając w ręku różaniec i patrząc w oczy Matki można być spokojnym! Do tego wątku kiedyś wrócę.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SejivjKX2nI/AAAAAAAAAFI/kNDAWSwJYmE/s1600-h/jasna_gora_obraz.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SejivjKX2nI/AAAAAAAAAFI/kNDAWSwJYmE/s200/jasna_gora_obraz.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325755865886087794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Napisałem list do Matki, włożyłem go do koperty, którą podała moja mama, podobnie jak 33 lata temu. Wrzuciłem do skarbony po lewej stronie przy wejściu. Jedno, co dziś z pełnym zaangażowaniem chciałem Jej powiedzieć, to moje Totus Tuus. Czy coś więcej trzeba? Ufam Ci Mamo, wiem, że mnie nie zostawisz w potrzebie. I Ty wiesz, że to wszystko jest paschą - od grzechu do wolności, od infantylnego życia do dojrzałości... To wszystko zostawiłem dziś w czasie Eucharystii w kaplicy cudownego obrazu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec jeszcze jedna radość. Odwiedziliśmy nowe ognisko rekolekcyjne kochanych sióstr &lt;a href="http://www.zawierzanki.pl/"&gt;zawierzanek&lt;/a&gt; w Częstochowie. Piękny dom, duża kaplica. Te ogniska, które płoną modlitwą i rekolekcyjnym nawracaniem się, są także od kilku lat moim domem. Nie mogę się już doczekać czasu rekolekcji ignacjańskich w częstochowskim ognisku. Mam nadzieję, że wkrótce! Siostro Tereso i cła wspólnoto zawierzenia, dziękuję Wam za modlitwę i dobre słowa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki to był piękny dziś pielgrzymkowy dzień.&lt;br /&gt;Dobrze, że jest Maryja! I Leśniów i Jasna Góra!&lt;br /&gt;I Jej obraz na mojej ścianie.&lt;br /&gt;I dobrze, że są wszyscy ci, którzy Ją kochają.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-62454596795692697?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/62454596795692697/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/pielgrzymkowy-dzien.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/62454596795692697'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/62454596795692697'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/pielgrzymkowy-dzien.html' title='Pielgrzymka'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SejiU83wXfI/AAAAAAAAAE4/SQPXOLGt1E4/s72-c/jasna_gora_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-2244323140465960769</id><published>2009-04-16T22:07:00.009+02:00</published><updated>2009-04-16T22:39:27.667+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Wszystkiego najlepszego Ojcze Święty!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SeeV7WytNZI/AAAAAAAAAEo/xELTEQ_7-EU/s1600-h/450px-bentoxvi-30-10052007.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SeeV7WytNZI/AAAAAAAAAEo/xELTEQ_7-EU/s200/450px-bentoxvi-30-10052007.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325389931351979410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jest jednym z największych darów Boga dla naszego świata i dla naszego czasu. Mówi - jak kiedyś określił służbę papieża Jan Paweł II - 'do nas i za nas'. On sam powiada, że papiestwo jest przeciwpowodziowym wałem ochronnym dla świata. Ryzykuje wiele, myślę, że znacznie więcej niż się powszechnie sądzi. Jak pisał tuż po konklawe Peter Seewald, autor przeprowadzonych z Nim bestsellerowych wywiadów rzek: 'jest prawdopodobnie najbardziej znienawidzonym człowiekiem na świecie'" (ks. Jerzy Szymik, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Chodzi o Boga,&lt;/span&gt; "Gość Niedzielny, nr 16, 19 kwietnia 2009, s. 21).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś, 16 kwietnia 2009, Ojciec Święty Benedykt XVI świętuje 82 Urodziny. &lt;br /&gt;W niedzielę, 19 kwietnia 2009, upłyną 4 lata od wyboru na następcę św. Piotra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ojcze Święty, nie ukrywam, że od wielu lat jesteś dla mnie kimś wyjątkowym. Jako człowiek, teolog, doskonały nauczyciel, wnikliwy analityk współczesności. Kiedy 7 lat temu zamieszkałem w Wiecznym Mieście, zaledwie dwie ulice od Twojego jeszcze wtedy kardynalskiego mieszkania w bloku, spotykałem Cię na ulicy jako zwyczajnego skromnego człowieka, o dobrotliwym wyrazie twarzy, przenikliwym spojrzeniu i dyskretnym uśmiechu. Ty w drodze do pracy, ja wracając z rannej Mszy Św. pozdrawialiśmy się nie jeden raz, życząc sobie dobrego dnia. Kiedy ogłaszano Habemus Papam! po wielkim pontyfikacie wielkiego papieża Jana Pawła II, stałem pod oknem, w którym się ukazałeś nieco zakłopotany tym, do czego powołał Cię Pan! Dziś patrzę na Ciebie jak na dobrego Ojca, który z troską, mądrością i odwagą wydobywa ze skarbca Kościoła rzeczy stare i nowe, staje w obronie Prawdy, która nie oznacza jakiejś tam idei, ale jest Osobą, Jezusem z Nazaretu. Jesteś mi Ojcem, Biskupem i Pasterzem. Twoje słowa, postawa, prostota i konsekwencja są dla mnie wzorem jak być człowiekiem Chrystusa dzisiaj. Jak być człowiekiem wielkanocnym, paschalnym. Jak być świadkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SeeWR-UIhSI/AAAAAAAAAEw/vRk9vxTjdBI/s1600-h/WielkiPiatek3.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SeeWR-UIhSI/AAAAAAAAAEw/vRk9vxTjdBI/s200/WielkiPiatek3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325390319918286114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Twoje Urodziny i w rocznicę wyboru, dziękuję Bogu za dar Ciebie, Ojcze Święty!&lt;br /&gt;I modlę się za Ciebie.&lt;br /&gt;Jestem z Tobą i będę Cię bronił.&lt;br /&gt;I będę się od Ciebie uczył dalej Chrystusa, jak być Jego intymnym przyjacielem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jezu jedyna Drogo do Ojca, Prawdo i Życie człowieka.&lt;br /&gt;Ty obiecałeś prowadzić swój Kościół do końca czasów.&lt;br /&gt;Ty wybrałeś naszego Ojca Świętego Benedykta XVI ustanawiając go Pasterzem Kościoła Powszechnego. Udziel mu pełni łask Ducha Świętego, niech On utwierdza nas w wierze&lt;br /&gt;i prowadzi nas we wspólnocie nadziei i miłości. Za wstawiennictwem Maryi, Dziewicy i Matki,zjednocz nas z następcą św. Piotra i umacniaj nas w każdej Eucharystii, dając nam siłę byśmy pocieszali prześladowanych, żyli w solidarności z biednymi i cierpiącymi głosząc Twoją Śmierć i Zmartwychwstanie wszystkim narodom ziemi.&lt;br /&gt;Amen".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SeeVqkKfBYI/AAAAAAAAAEg/N7JFyvBA7Wg/s1600-h/Benedykt_XVI_konflikcie_2861528.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 144px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SeeVqkKfBYI/AAAAAAAAAEg/N7JFyvBA7Wg/s200/Benedykt_XVI_konflikcie_2861528.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325389642883597698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Plurimos annos Ojcze Święty!!!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-2244323140465960769?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/2244323140465960769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/wszystkiego-najlepszego-ukochany-nasz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2244323140465960769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2244323140465960769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/wszystkiego-najlepszego-ukochany-nasz.html' title='Wszystkiego najlepszego Ojcze Święty!'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SeeV7WytNZI/AAAAAAAAAEo/xELTEQ_7-EU/s72-c/450px-bentoxvi-30-10052007.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-3713657293230870184</id><published>2009-04-16T12:11:00.005+02:00</published><updated>2009-04-16T12:21:09.088+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Wiosennie!</title><content type='html'>Przekonuję się, kolejny już raz, że Wielkanoc nie może być smutna! Liturgia paschalna, słowo, śpiew, znaki, symbole, to wszystko budzi we mnie radość. A jeszcze do tego naturalny akompaniament wiosny… Kocham wiosnę! Kocham polską wiosnę! Ranne i wieczorne darmowe koncerty śpiewających ptaków, prawdziwa eksplozja zieleni, kwitnące drzewa i kwiaty, słońce, zapach świeżości… ŻYCIE. Chyba tęskniłem za taką wiosną. I za taką Wielkanocą. I dostałem prezent! Czy na niego zasłużyłem? Zresztą nie jeden prezent. Właśnie sobie uświadamiam, że po wielu latach po raz pierwszy &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SecFB_ZMuhI/AAAAAAAAAEQ/NDoglZ5Vs8A/s1600-h/9d.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 133px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SecFB_ZMuhI/AAAAAAAAAEQ/NDoglZ5Vs8A/s200/9d.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325230616144034322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;uczestniczyłem w Triduum Paschalnym w mojej rodzinnej parafii. Świętuję Wielkanoc ze swoimi i pośród swoich. Bez słów, gdyż w konsekwencji operacji gardła nie mogłem głosić kazań, ani czytać, ani śpiewać, ani prowadzić liturgii samodzielnie. Uczestniczyłem w nich jednak, tak po prostu i zwyczajnie. I w ten sposób mogłem usłyszeć i doświadczyć Paschy Chrystusa, tego przejścia od śmierci do życia. Mnie towarzyszy intencja by ta moja tegoroczna pascha, która prowadzi mnie przez oddziały kliniki i bloki operacyjne, doprowadziła mnie do zdrowia nie tylko ciała, ale duszy i ciała. W dzisiejszej, czwartkowej Liturgii Słowa, czytam w Dziejach Apostolskich, że „chromy, uzdrowiony, trzymał się Piotra i Jana”. Był chromy, jak i ja (a bycie chromym obejmuje wiele wymiarów), jest uzdrowiony, w co i ja wierzę i ufam, że tak się stanie, a teraz trzyma się Piotra (Kościoła, wiary, Ojca Świętego) i Jana (charyzmatu, kontemplacji, modlitwy). I czytam o tym w Dziejach, że to wiara w Imię Jezusa przywróciła chromemu pełnię sił. A więc tu jest klucz: wiara w Imię Pana! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrzę na ostatnie miesiące mojego życia. Nawet pierwsze wpisy na blogu uświadamiają mi jak było. Szybko, nerwowo, niespokojnie, męcząco… Teraz, w tym nieplanowanym zatrzymaniu się, jest czas. Jest jakiś powrót… do domu (nie tylko w dosłownym znaczeniu tego stwierdzenia), do modlitwy, do uspokojenia rytmu życia, do pracy. To prawda, wciąż są pytania o to, co dalej… ale to już zostawiam Jemu. Wiara w Jego Imię przywraca siły, a Jego Słowo wprowadza harmonię i porządkuje wszystko, co więcej, działanie według Jego Słowa przynoszą obfite połowy działalności. I co więcej trzeba? Owszem, chciałbym dokończyć to, co zacząłem. Ukończyć doktorat i pracować, konkretnie, z zaangażowaniem, ale nie dla własnej kariery (to już musi umrzeć) ale dla świadectwa o tym, że On jest jedynym Panem i Zbawicielem! W tych ostatnich miesiącach mojego życia, odkrywam jakąś logikę Bożego działania. Niezwykłą logikę. I nawet fakt, że oczekiwanie na operację się wydłuża, i te święta paschalne w rodzinnym domu… to wszystko ma sens! Może nie do końca jeszcze rozumiem jaki, ale ma!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj w południe zadzwoniła pani Czesia, siostra ks. Józefa, ziomka z rodzinnej parafii. Przyjechał na dzień odpoczynku do domu. Zjedliśmy wspólnie obiad. Mieszkają dokładnie z drugiej strony naszej miejscowości. Po obiedzie poszliśmy na spacer wałem Jeziora – zapory goczałkowickiej. I oto ja, który się tu urodziłem: &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SecFXQmr13I/AAAAAAAAAEY/cvDDfICZvx0/s1600-h/pow3.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 142px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SecFXQmr13I/AAAAAAAAAEY/cvDDfICZvx0/s200/pow3.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5325230981541255026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;stanąlem zachwycony i olśniony! Jak tu pięknie! Spokojna tafla zapory na Wiśle, zieleń lasu, zapach wiosny, w oddali majestat Beskidów, wieże kościołów, spacerujący ludzie, amatorzy sportów rowerowych… Wzruszyło mnie piękno mojej ziemi, od której tak kiedyś uciekałem, a której chyba tak naprawdę nie znam…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielkanoc ze swoją oktawą, to czas niezwykły! Czas świętowania życia! Czas przejść i powrotów! Myślę często o tych, których kocham, o bliskich i przyjaciołach, o tych, którzy towarzyszą mi w tym czasie modlitwą, pamięcią, duchowo są blisko. Myślę o tych, którzy w biegu zapominają. Myślę, bo Wielkanoc nie może być czasem samotnego świętowania. Wielkanoc to czas wspólnoty. Czas przyjaźni. Z Żyjącym i wszystkimi, którzy nie boją się ryzyka życia w przyjaźni, takiej bezinteresownej, takiej po prostu, zwyczajnej i świeżej jak piękno i zapach wiosny…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-3713657293230870184?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/3713657293230870184/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/wiosennie.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3713657293230870184'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3713657293230870184'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/wiosennie.html' title='Wiosennie!'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SecFB_ZMuhI/AAAAAAAAAEQ/NDoglZ5Vs8A/s72-c/9d.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-3250233118050462509</id><published>2009-04-11T16:31:00.004+02:00</published><updated>2009-04-11T16:38:28.176+02:00</updated><title type='text'>Pascha</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SeCp4QONocI/AAAAAAAAAEI/naDMVMDykvE/s1600-h/20090412.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 168px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SeCp4QONocI/AAAAAAAAAEI/naDMVMDykvE/s200/20090412.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323441543444275650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;«Resurrexi et adhuc tecum sum — Zmartwychwstałem i zawsze jestem z Tobą; położyłeś na mnie swą rękę»&lt;/span&gt;. Według liturgii są to pierwsze słowa skierowane przez Syna do Ojca po zmartwychwstaniu, po powrocie z nocy śmierci do świata żyjących. Ręka Ojca podtrzymała Go także w ową noc, i dzięki temu mógł On się podnieść, powstać z martwych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zmartwychwstaniu Jezusa miłość okazała się silniejsza niż śmierć, silniejsza niż zło. Powodowany miłością, zstąpił na niziny, i ta miłość jest siłą, która pozwala Mu wznieść się do góry. Siłą, dzięki której zabiera nas ze sobą. Zjednoczeni z Jego miłością, unoszeni na skrzydłach miłości, jako osoby kochające, razem z Nim zstępujemy w mroki świata, wiedząc, że właśnie w ten sposób również z Nim wznosimy się ku górze. Módlmy się zatem w tę noc: Panie, okaż także dziś, że miłość jest silniejsza od nienawiści. Że jest silniejsza od śmierci. Zstąp również w mroki i do piekieł naszych współczesnych czasów i weź za rękę tych, którzy oczekują. Zaprowadź ich do światła! Bądź także ze mną w czasie moich ciemnych nocy i wyprowadź mnie z nich! Pomóż mi, pomóż nam zstępować razem z Tobą w mroki tych, którzy oczekują, którzy z głębokości wołają do Ciebie! Pomóż nam wnosić tam Twoje światło! Pomóż nam dojrzeć do powiedzenia «tak» miłości, która sprawia, że zstępujemy i właśnie dzięki temu wznosimy się razem z Tobą! (Benedykt XVI)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;WSZYSTKIM ŻYCZĘ DOBREJ PASCHY 2009!!!&lt;br /&gt;CHRYSTUS ZMARTWYCHWSTAŁ! PRAWDZIWIE ZMARTWYCHWSTAŁ!&lt;br /&gt;ALLELUJA!!!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-3250233118050462509?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/3250233118050462509/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/resurrexi-et-adhuc-tecum-sum.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3250233118050462509'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3250233118050462509'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/resurrexi-et-adhuc-tecum-sum.html' title='Pascha'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SeCp4QONocI/AAAAAAAAAEI/naDMVMDykvE/s72-c/20090412.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-2960367715747619078</id><published>2009-04-11T13:13:00.004+02:00</published><updated>2009-04-11T13:25:32.124+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Przy Grobie Pana czuwając...</title><content type='html'>"Panie Jezu, uznaj nas za przyjaciół, nawet, jeśli znajdujemy ślady niewierności w nas samych. Uznajemy nasze grzechy. Bywamy zarozumiali i zbyt pewni siebie. I upadamy. Nie dozwól, by chciwość, pożądliwość i pycha nas zaskakiwały. Jakże często bezmyślnie wybiegamy naprzeciw ulotnym zachciankom i nierozważnym ideom! Daj, abyśmy nie byli ludźmi, którymi „miotają fale i porusza każdy powiew nauki..., lecz byśmy żyjąc prawdziwie w miłości sprawiali, by wszystko rosło ku Temu, który jest Głową - ku Chrystusowi". &lt;br /&gt;(Modlitwa przy II Stacji Drogi Krzyżowej, Kolosseum 10 IV 2009)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bądź, Chryste, ze mną!&lt;br /&gt;Po mej prawicy, po mej lewicy.&lt;br /&gt;Ogarnij mnie ze wszystkich stron.&lt;br /&gt;Chryste, zdobądź mnie,&lt;br /&gt;Chryste, pociesz mnie,&lt;br /&gt;Chryste, uzdrów mnie”.&lt;br /&gt;(Modlitwa przy XIII Stacji Drogi Krzyżowej, Kolosseum 10 IV 2009)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Co się stało? Wielka cisza spowiła ziemię; wielka na niej cisza i pustka. Cisza wielka, bo Król zasnął. Ziemia się przelękła i zamilkła, bo Bóg zasnął w ludzkim ciele, a wzbudził tych, którzy spali od wieków. Bóg umarł w ciele, a poruszył Otchłań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idzie, aby odnaleźć pierwszego człowieka, jak zgubioną owieczkę.&lt;br /&gt;Pragnie nawiedzić tych, którzy siedzą zupełnie pogrążeni w cieniu śmierci; aby wyzwolić z bólów niewolnika Adama, a wraz z nim niewolnicę Ewę, idzie On, który jest ich Bogiem i synem Ewy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyszedł więc do nich Pan, trzymając w ręku zwycięski oręż krzyża. Ujrzawszy Go praojciec Adam, pełen zdumienia, uderzył się w piersi i zawołał do wszystkich: "Pan mój z nami wszystkimi!" I odrzekł Chrystus Adamowi: "I z duchem twoim!" A pochwyciwszy go za rękę, podniósł go mówiąc: "Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto Ja, twój Bóg, który dla ciebie stałem się twoim synem. Oto teraz mówię tobie i wszystkim, którzy będą twoimi synami, i moją władzą rozkazuję wszystkim, którzy są w okowach: Wyjdźcie! A tym, którzy są w ciemnościach, powiadam: Niech zajaśnieje wam światło! Tym zaś, którzy zasnęli, rozkazuję: Powstańcie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tobie, Adamie, rozkazuję: Zbudź się, który śpisz! Nie po to bowiem cię stworzyłem, abyś pozostawał spętany w Otchłani. Powstań z martwych, albowiem jestem życiem umarłych. Powstań ty, który jesteś dziełem rąk moich. Powstań ty, który jesteś moim obrazem uczynionym na moje podobieństwo. Powstań, wyjdźmy stąd! Ty bowiem jesteś we Mnie, a Ja w tobie, jako jedna i niepodzielna osoba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla ciebie Ja, twój Bóg, stałem się twoim synem. Dla ciebie Ja, Pan, przybrałem postać sługi. Dla ciebie Ja, który jestem ponad niebiosami, przyszedłem na ziemię i zstąpiłem w jej głębiny. Dla ciebie, człowieka, stałem się jako człowiek bezsilny, lecz wolny pośród umarłych. Dla ciebie, który porzuciłeś ogród rajski, Ja w ogrodzie oliwnym zostałem wydany Żydom i ukrzyżowany w ogrodzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypatrz się mojej twarzy dla ciebie oplutej, bym mógł ci przywrócić ducha, którego niegdyś tchnąłem w ciebie. Zobacz na moim obliczu ślady uderzeń, które zniosłem, aby na twoim zeszpeconym obliczu przywrócić mój obraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spójrz na moje plecy przeorane razami, które wycierpiałem, aby z twoich ramion zdjąć ciężar grzechów przytłaczających ciebie. Obejrzyj moje ręce tak mocno przybite do drzewa za ciebie, który niegdyś przewrotnie wyciągnąłeś swą rękę do drzewa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Snem śmierci zasnąłem na krzyżu i włócznia przebiła mój bok za ciebie, który usnąłeś w raju i z twojego boku wydałeś Ewę, a ta moja rana uzdrowiła twoje zranienie. Sen mej śmierci wywiedzie cię ze snu Otchłani. Cios zadany Mi włócznią złamał włócznię skierowaną przeciw tobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powstań, pójdźmy stąd! Niegdyś szatan wywiódł cię z rajskiej ziemi, Ja zaś wprowadzę ciebie już nie do raju, lecz na tron niebiański. Zakazano ci dostępu do drzewa będącego obrazem życia, ale Ja, który jestem życiem, oddaję się tobie. Przykazałem aniołom, aby cię strzegli tak, jak słudzy, teraz zaś sprawię, że będą ci oddawać cześć taką, jaka należy się Bogu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gotowy już jest niebiański tron, w pogotowiu czekają słudzy, już wzniesiono salę godową, jedzenie zastawione, przyozdobione wieczne mieszkanie, skarby dóbr wiekuistych są otwarte, a królestwo niebieskie, przygotowane od założenia świata, już otwarte".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Starożytna homilia na Świętą i Wielką Sobotę - Z Liturgii Godzin)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-2960367715747619078?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/2960367715747619078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/przy-grobie-pana-czuwajac.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2960367715747619078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2960367715747619078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/przy-grobie-pana-czuwajac.html' title='Przy Grobie Pana czuwając...'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-8682842311025896062</id><published>2009-04-09T22:35:00.003+02:00</published><updated>2009-04-09T23:08:07.151+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Wielko-czwartkowo</title><content type='html'>Jestem pod wrażeniem dostojności katowickiej archikatedry. Matka kościołów mojej rodzinnej archidiecezji, mimo że została zbudowana w XX wieku, ma w sobie coś, co czyni z niej prawdziwie czcigodną świątynię. Ma w sobie przestrzeń nie tylko tę architektoniczną, ale przede wszystkim duchową. Kaplica Najświętszego Sakramentu, prezbiterium, konfesjonały i przede wszystkim ludzie, których było sporo na przedpołudniowej Mszy Św. Krzyżma. Uczestnicząc w niej i koncelebrując z metropolitą górnośląskim i kapłanami (których szkoda że nie było zbyt wielu), wzruszyłem się. Kolejny raz doświadczyłem tego, że jestem z tej ziemi. Pomimo, że od lat jestem poza, raz bliżej, raz dalej, to jednak moje korzenie są tutaj. Lubię wielkoczwartkową Mszę Krzyżma. Poświęcenie olejów, konsekracja krzyżma, odnowienie kapłańskich przyrzeczeń, jedność z braćmi w kapłaństwie, to wszystko pozwala przeżyć mi na nowo piękno i istotę mojego życia, mojego powołania. Na kolejne pytania zadawane przez biskupa:&lt;br /&gt;- Czy chcesz pobożnie i z wiarą odprawiać misteria Chrystusa na chwałę Boga i dla uświęcenia ludu chrześcijańskiego zgodnie z tradycją Kościoła?&lt;br /&gt;- Czy chcesz pilnie i mądrze spełniać posługę słowa, głosząc Ewangelię i wykładając prawdy katolickiej wiary?&lt;br /&gt;- Czy chcesz naśladować przykład Chrystusa, Dobrego Pasterza, i nie szukając własnej korzyści troszczyć się o zbawienie ludzi?&lt;br /&gt;- Czy chcesz coraz ściślej jednoczyć się z Chrystusem, Najwyższym Kapłanem, i razem z Nim samego siebie poświęcić Bogu za zbawienie ludzi?&lt;br /&gt;odpowiadałem dziś ze szczególnym zaangażowaniem, myśląc o zbliżającej się 10. rocznicy święceń i szpitalnych rekolekcjach, które przeżywam... Odpowiadałem: CHCĘ! CHCĘ Z BOŻĄ POMOCĄ!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po Komunii Św. wracając od ołtarza do ławki nieoczekiwane spotkanie, które stało się prawdziwym pocieszeniem i prezentem dla mnie. Widzę w ławce z boku człowieka, którego imienia nawet nie znam, mężczyznę około 65-70 letniego. Dwa tygodnie temu spotkaliśmy się w klinice. Był właśnie po operacji, na którą ja oczekuję. Powiedział mi wtedy, żebym się nie bał, że wszystko będzie dobrze. Dziś z żoną był w katedrze na Mszy Krzyżma. Uśmiechnęliśmy się do siebie. Przypadek??? Nie ma przypadków! Przynajmniej ja w nie nie wierzę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorna liturgia Wieczerzy Pańskiej w mojej rodzinnej parafii. Znów szczególne przeżycie. Ostatni raz 11 lat temu uczestniczyłem w Triduum Paschalnym w mojej parafii. Pięknie jest i dobrze wracać czasem do źródeł, do korzeni, pobyć ze swoimi i wśród swoich, poczuć się na nowo jednym z nich!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę dziś o braciach kapłanach, także o tych, co odeszli już.&lt;br /&gt;Myślę o biednych ludziach w Abruzzo! &lt;br /&gt;W jednej chwili stracili wszystko. Stracili życie.&lt;br /&gt;Myślę o moich przyjaciołach na Sycylii, z którymi tyle razy w minionych latach przeżywałem Triduum i Paschę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj miałem być w Rzymie.&lt;br /&gt;Jestem na Śląsku.&lt;br /&gt;Nie ma przypadków, zbiegów okoliczności.&lt;br /&gt;Tak miało być.&lt;br /&gt;Dlaczego? Czemu? Po co?&lt;br /&gt;Może po to, by po latach pozwolić sobie wreszcie umyć nogi Komuś, kto kocha mnie do końca.&lt;br /&gt;Może po to, by wreszcie stać się bardziej pokornym.&lt;br /&gt;I zrozumieć i uwierzyć O CO TU TAK NAPRAWDĘ CHODZI!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To jest czas próby. &lt;br /&gt;Mojej wierności Miłości.&lt;br /&gt;Dziś znajduję jedną odpowiedź (na więcej mnie nie stać): &lt;br /&gt;JEZU, UFAM TOBIE!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-8682842311025896062?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/8682842311025896062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/wielko-czwartkowo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/8682842311025896062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/8682842311025896062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/04/wielko-czwartkowo.html' title='Wielko-czwartkowo'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-3936661215840789714</id><published>2009-03-30T15:10:00.004+02:00</published><updated>2009-03-30T15:16:38.088+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Z pola walki</title><content type='html'>A jednak trudno mi być ptakiem zamkniętym w klatce... &lt;br /&gt;Nie jestem też typem mnicha...&lt;br /&gt;Potrzebuję przestrzeni, ludzi, powietrza, świata (i to nie w wymiarze wirtualnym)...&lt;br /&gt;Puszczają mi nerwy...&lt;br /&gt;Zbyt wiele się dzieje...&lt;br /&gt;Amplituda zdarzeń, emocji, walki jest jednak zbyt silna...&lt;br /&gt;Mimo wszystko trzeba mi trwać... &lt;br /&gt;Nie pozostało nic więcej...&lt;br /&gt;Trwać i nie poddawać się!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-3936661215840789714?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/3936661215840789714/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/03/z-pola-walki.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3936661215840789714'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/3936661215840789714'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/03/z-pola-walki.html' title='Z pola walki'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-7059252898073847483</id><published>2009-03-29T17:22:00.001+02:00</published><updated>2009-03-29T17:26:12.234+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Taki, co w głowie uradzi...</title><content type='html'>Dawno nie pisałem, jakoś tak wyszło, a wiele się dzieje. Tak wiele, że sam już nie nadążam za tym wszystkim! I to bynajmniej tym razem nie nawał pracy… Express, o którym pisałem jakiś czas temu musi wyhamować. Musi. Przynajmniej na jakiś czas…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z końcem lutego przyleciałem do Polski. Ambitne plany. Pisanie pracy dr w Bagnie, o którym chciałem i tu się po-dzielić (mam nadzieję, że ten temat wróci), zredagowanie kilku tekstów (z których jeden składa się już w wydawnictwie i za kilka tygodni ukaże się jako kolejny numer „Zeszytów Formacji Duchowej”), od czasu do czasu głoszenie rekolekcji wielkopostnych… takie to były plany ambitne, których zakończenie było przewidziane na dzień 9 kwietnia, kiedy to miałem polecieć z powrotem do Italii. Jednak wszystko uległo nieoczekiwanej zmianie… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkąd pamiętam zawsze frapowały mnie słowa tzw. wersji ludowej psalmu 112, śpiewanego w czasie niedzielnych Nieszporów w polskich kościołach: „Taki, co w głowie uradzi, do skutku nie doprowadzi”. Oto prawdziwa mądrość, której wiele razy już w życiu doświadczyłem. Aktualnie powraca kolejny raz, może silniej jeszcze niż kiedykolwiek wcześniej… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tydzień temu w czwartek wybrałem się na badanie tzw. echa serca. Miałem takie zalecenie po ostatnim EKG. Czułem, że nie wszystko w tym życiowym pośpiechu funkcjonuje jak powinno. W czasie badania pani kardiolog powiedziała: „Tętniak aorty wstępującej plus zastawka dwupłatkowa. To trzeba zbadać dokładniej i… nie da się uniknąć operacji”. Takie słowa brzmią jak wyrok. Wyszedłem z gabinetu otumaniony. Następnego dnia krótka wizyta w Górnośląskim Ośrodku Kardiologii w Katowicach – Ochojcu i krótka decyzja: trzeba się czym prędzej położyć na kardiologii a stamtąd przejść na kardiochirurgię i zreperować to, co chore.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to spadło na mnie nagle. Nie potrafię się otrząsnąć. Kumulują się we mnie pytania o to, jak się to wszystko zakończy, jak będzie wyglądała moja przyszłość, etc. Jeszcze dwa tygodnie temu czytałem ludziom na rekolekcjach fragment z książki Tamary Zwierzyńskiej-Matzke, która będąc chorą na raka pisała swój pamiętnik pt. „Czasami wołam w niebo”. Książka ta ukazała się już po jej śmierci. Tamara miała tylko 31 lat. Pisała: „Czasami wołam w niebo: Dlaczego ja? Dlaczego właśnie ja? I jest w tym tak wiele bólu, żalu i potępienia samej siebie za słabość tej rozpaczy. Za niemożność bycia silną. Człowiek, który ujrzał śmierć siedzącą w zamyśleniu na fotelu, ma w sobie ciszę. Ciszę przejmującą. Nie żaden strach. Bo strach się skończył, tak jak łzy. Tylko życie trwa, lecz nie wiadomo, jak długo jeszcze”. Czytałem z ambony to wołanie Tamary rozumiejąc je (choć jeszcze wtedy nie wiedziałem, co mnie czeka), ale nie do końca potrafiłem się z nim zgodzić. To prawda, że człowiek pyta czasem DLACZEGO WŁAŚNIE JA? I zostaje bez odpowiedzi, bezsilny wobec własnej bezsilności. Bo… niczego nie da się tu zmienić. Tylko jednego nie wolno: nie wolno stracić nadziei i popaść w rozpacz! Nie wolno! Nadzieja! Patrzeć w przyszłość nawet wtedy, gdy jest ciężko! O tym mówiłem ludziom a kontekście słów Tamary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dzisiaj, dwa tygodnie później, w przerwie szpitalnej, poproszony o wygłoszenie kazania powiedziałem z wiarą i przekonaniem, że pragnienie ludzi, by móc ujrzeć Jezusa, jest wciąż aktualne. I w odpowiedzi na nie człowiek otrzymuje wciąż ten sam, paradoksalny obraz Jezusa Chrystusa Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Choć trudno się nieraz z tym zgodzić, bo wydaje się to nierealne, jednak ostatnim słowem nie jest i nie będzie Wielki Piątek, ale poranek wielkanocny! Dlatego trzeba się chwytać krzyża i Ukrzyżowanego i tak się trzymać Go! I nie tracić nadziei. To prawda, pytam się, dlaczego znowu ja? Dlaczego w moim życiu tak wiele muszę płacić za wszystko. Dlaczego, dlaczego? Odpowiedź jest w dzisiejszej Liturgii Słowa. I w Liście do Hebrajczyków, który przypomina, że Chrystus nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A więc odpowiedź jest w tym: bezwzględne posłuszeństwo woli Bożej! Wszystkie plany, zamierzenia, ambicje trzeba czasem odłożyć na bok. Nie dlatego, że ma się takie „widzi mi się”, ale dlatego, że w danym momencie okazuje się to po prostu zbędne. Chodzi o coś więcej. Chodzi o nawrócenie, czyli o poddanie wszystkiego, absolutnie wszystkiego Komuś, kto jedynie jest mocny, by „stworzyć we mnie serce czyste”, serce nowe, serce kochające i otwarte na Niego i innych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego, choć zapowiada się poważnie, nie poddaję się! I nie mam zamiaru zejść na bocznicę. Wszystko tak, jak On chce! Stąd te moje wielkopostne rekolekcje przez cierpienie i walkę (i strach też, bo tego nie da się ukryć) niech zaowocują nawróceniem i zmianą. Poddaję się Jemu, bo chyba za bardzo polegałem na sobie i swoich siłach…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś mam za sobą pierwszy tydzień w szpitalu. Jutro była planowana operacja. Jednak kolejny problem, tym razem laryngologiczny zmusza mnie do pójścia we wtorek na oddział laryngologii. Operacja serca musi mieć przygotowane pole, bez zagrożenia infekcjami. Stąd dodatkowe tygodnie oczekiwania. Ten tydzień w szpitalu pokazał mi na nowo, a właściwie potwierdził jeszcze jedna prawdę, że NAJLEPSZYCH PRZYJACIÓŁ POZNAJE SIĘ W BIEDZIE. Ciekawe, że Ci, od których oczekiwałbym wsparcia moralno-duchowego zniknęli, zamilkli. Są i odzywają się nieoczekiwani, i za to im dziękuję! Człowiekowi będącemu w szpitalu, pozostającemu w ciszy i samotności mnóstwa pytań i refleksji potrzeba niewiele. Uścisku dłoni, sms-a z dobrym słowem… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szpital uczy pokory. Takie zatrzymanie w życiu nie jest łatwe, ale być może konieczne, by przemyśleć życie na nowo i podejmować codzienność w pełni sił i zaangażowania. W ostatnim tygodniu zostałem z moimi rodzicami, którzy wiernie mi towarzyszą, z kilkoma nieoczekiwanymi przyjaciółmi i wsparciem duchowym niektórych moich braci. Jestem Wam wdzięczny! No i z Jezusem, który pozwala się wesprzeć o Jego Krzyż. Mimo wszystko dziękuję Mu za taki Wielki Post w tym roku… Za tę szkołę posłuszeństwa i pokory. A co będzie dalej… To już Jego wola. Choć On wie, że plany są. Niech zatem poukłada je wraz ze mną i pokaże które na teraz są pierwsze i najważniejsze…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-7059252898073847483?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/7059252898073847483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/03/taki-co-w-gowie-uradzi.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/7059252898073847483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/7059252898073847483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/03/taki-co-w-gowie-uradzi.html' title='Taki, co w głowie uradzi...'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-2563637150554244025</id><published>2009-02-13T23:07:00.003+01:00</published><updated>2009-02-13T23:25:04.900+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Przy kominku</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Jakieś 13 lat temu, jeszcze w czasach seminaryjnych, mój współbrat Kaczan namówił mnie do prowadzenia programu radiowego, który zatytułowaliśmy po prostu „Przy kominku”. Były to 10 minutowe audycje, w których opowiadałem jakąś bajkę, a następnie wyciągałem z niej krótki morał. Audycje były emitowane we wtorki, w katolickim radiu Rodzina we Wrocławiu. I choć na początku nie przywiązywałem do nich wielkiego znaczenia, to po czasie okazało się, że cieszyły się sporą popularnością radiosłuchaczy. Dzisiaj, po latach, wracam myślami do wieczorów spędzanych najpierw w piwnicach naszego seminarium, gdzie Kaczan zorganizował prowizoryczne studio nagrań, a później, w wieży zamku w Bagnie, w profesjonalnym już studio przesiadywaliśmy wiele, by nagrać wtorkową bajkę.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Tytułowy kominek jest miejscem, za którym tak naprawdę często tęsknię… Nie tylko w takie dni, jak kilka ostatnich, gdy w Rzymie nieoczekiwanie zaczął wiać mroźny wiatr. Częściej. Bo kominek jest dla mnie symbolem ciepła, domu, beztroski, przyjaźni, odpoczynku…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po moich ostatnich po-dzieleniach, ta dzisiejsza notka jest w pewnym sensie kontynuacją. Będzie tylko dotknięciem kwestii tęsknoty. Kiedy patrzę na swoje życie nieraz porównuję je z kawałkiem drewna rzuconym w nurt rzeki. Woda płynie, raz spokojnie, raz gwałtownie, wciąż w stronę swojego ujścia… I ja płynę… I chyba coraz częściej porywany gwałtownym prądem… To dlatego sporo piszę i mówię o czasie, o przemijaniu. To dlatego często pojawia się zmęczenie i pytania, co dalej, gdzie dalej… Co czeka mnie zanim dopłynę do ujścia, do zjednoczenia z Oceanem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tęsknię za chwilą, w której będę mógł usiąść przy kominku, w którym żarzyć się będzie ogień, wesoło trzaskać będą iskry. Z głośników popłynie muzyka, a na stoliku obok brewiarza leżeć będzie dobra książka. Wtedy można będzie usiąść w fotelu z poczuciem spełnienia, domkniętych zadań, prac i obowiązków. Nalać lampkę wina i być. Właśnie, być. Tylko, czy samemu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym, co dodaje wartości życiu jest przyjaźń. Prawdziwa, szczera, zdrowa, bezinteresowna. Nie wystarczy klikać w nieskończoność w wirtualny świat znajomych, przyjaciół. Mając nawet włączonych kilka komunikatorów internetowych, to w niczym nie zastąpi ludzkiej przyjaźni i obecności. Jednym z paradoksów, które odkrywam w sobie jest to, że nie potrafię powiedzieć czy tak naprawdę mam przyjaciół. Takich bezinteresownych, którzy nie pytaliby o to, czy mogę cos dla nich zrobić lub załatwić, ale czasem zainteresowaliby się jak żyję… Jednak chciałbym odwrócić pytanie. Nie chcę pytać, czy mam przyjaciół, ale czy jestem przyjacielem, czy potrafię nim być…? I tu musi następie cisza, potrzebna, bym zmierzył się z tym gorzkim pytaniem… Nie tak dawno przeczytałem w „Nocnych rozmowach w Jerozolimie”, które z kardynałem Carlo Maria Martini, prowadził jego zakonny współbrat, Georg Sporschill SJ, jak bądź co bądź wielki kardynał i autor wielu duchowych przewodników, odpowiada po prostu: &lt;em&gt;„Bardzo pragnąłem mieć przyjaciół, ale nie odnajdywałem ich. Chciałem zbyt wiele. Chciałem mieć nowych przyjaciół i byłem zbyt wymagający: dwa błędy. Nie potrafiłem jeszcze zrozumieć, że przyjaciele są darem. Byłem trochę pesymistą. Później znalazłem kilku przyjaciół, nie wielu: jestem zadowolony kiedy są i jestem zadowolony kiedy jestem sam”&lt;/em&gt;. I mówi jeszcze kardynał: &lt;em&gt;„Znakiem przyjaźni jest zobaczyć kogoś po roku i potrafić rozmawiać z nim lub z nią tak, jakby się widziało wczoraj. Nie jest konieczne, żeby przyjaciele byli zawsze razem, ale mogą zawsze dyskutować między sobą o sprawach ważnych”&lt;/em&gt; (w: &lt;em&gt;Conversazioni notturne a Gerusalemme. Sul rischio della fede&lt;/em&gt;, Mondadori, Milano 2008, s. 55, tłum. moje).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pytam zatem samego siebie, czy nie popełniam tych samych dwóch błędów i w konsekwencji zostaję sam. Pośród innych, ale sam… Kiedyś rozwinę ten temat, bo od lat jest on jednym z głównych tematów. Tęsknota za kominkiem… Taka może snobistyczna, ale ten kominek jest tylko symbolem, ważnym symbolem, albo inaczej, jest tytułem audycji, w których przewijają się kolejne odcinki życia. Ten symbol wraca często, może też dlatego, że perspektywa mojego życia, to bycia wciąż w drodze, czym też kiedyś się po-dzielę. Wraca, pewnie też dlatego, że wciąż w moim maleńkim pokoiku na poddaszu rzymskiego pałacu, stosy papierów, książek, otwartych i niedokończonych spraw i zadań, których jakby nigdy mniej… A przy kominku trzeba usiąść wolnym od tego bałaganu, z poczuciem, że rano zabiorę się za realizację kolejnych. Ale dopiero rano, bo na dziś już wystarczy. Wraca w końcu dlatego, że przyjaciele to także ludzie, którzy mają prawo, by mobilizować i motywować się nawzajem do tego, by nie być tylko drewienkiem rzuconym w nurt rzeki życia, ale łodzią, która płynie do celu właściwie sterowana, i z której można podziwiać także piękno otaczającego świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za godzinę Walentynki. Św. Walenty jest patronem umbryjskiego miasta Terni, gdzie ostatnie pół roku jeździłem z pomocą duszpasterską. Życzę wszystkim i sobie przyjaźni, bo ona jest formą miłości. Życzę nie tylko, byśmy mieli przyjaciół, ale sami byli przyjaciółmi. Wszak to dar, Kogoś, kto jest Jeden ale w Trójcy… Więc pozwalam sobie na zamieszczenie jak dla mnie pięknej, choć szeroko komentowanej &lt;a href="http://dominikanie.pl/aktualnosci2.php?news_id=1922"&gt;chrześcijańskiej walentynki&lt;/a&gt;, pod którą podpisuję się i ja, &lt;em&gt;Al Romolo&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5302410283519197826" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 134px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SZXyDzqKQoI/AAAAAAAAADw/MrZlsYucNyU/s200/5b1ab055_large.jpg" border="0" /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-2563637150554244025?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/2563637150554244025/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/02/przy-kominku.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2563637150554244025'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/2563637150554244025'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/02/przy-kominku.html' title='Przy kominku'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SZXyDzqKQoI/AAAAAAAAADw/MrZlsYucNyU/s72-c/5b1ab055_large.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-5124815613582641355</id><published>2009-02-08T23:30:00.003+01:00</published><updated>2009-02-09T00:06:28.286+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Kilka mysli z expresu relacji Romolo - ... (Wieczność)</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;1. Hiob mówi mi dziś rano: „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik? Jak niewolnik, co wzdycha do cienia, jak robotnik, co czeka zapłaty (…). Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei. Wspomnij, że dni me jak powiew”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Mario mówi w kazaniu, że 50 lat jego życia w zakonie minęły jak jeden dzień, jak gwałtowne uderzenie wiatru…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Patrzę na R. składającego śluby i wierzyć mi się nie chce, że to już 5 lat minęło jak odnalazłem go gdzieś we Francji i pomogłem odnaleźć drogę, której szukał od 30 lat…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Rozmawiam z M. i wyjmuje mi z głowy moje myśli kłębiące się dzień w dzień, że chcąc być w życiu uczciwym i dobrym trzeba liczyć się z tym, że w efekcie zostaje się samemu i że trzeba być mocnym, by nie dać się złamać kłamliwym strukturom…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Zaglądam na blogi… Mimo wszystko ludzie znajdują czas na kulturę, sztukę, lekturę, zachwyt… czas dla siebie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. Myślę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;7. Jak to jest? Czemu nie znajduję czasu na nic, czemu wciąż w biegu, czemu bez zachwytu, czemu w ciągłym zmęczeniu, czemu w zabijającym stresie wobec planów, których realizacja pochłonie jeszcze wiele zdrowia i energii…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;8. Wracają myśli prymicyjnego kaznodziei sprzed 10 lat: „Bądź dobrym człowiekiem! To najważniejsze, mimo wszystko!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;9. Ale… czy warto? I czy za taką cenę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;10. Jak długo można być na usługach innych, zapominając o sobie??? (Mam to chyba po mojej Mamie). Na ile jeszcze sił mi wystarczy? I wcale nie uważam tego za koronę cnót! Choć może tkwię w błędzie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;11. Pytam: Kiedy ten Express zwolni??? Kiedy dotrze do celu???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;12. Wracam do Hioba: „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik? Jak niewolnik, co wzdycha do cienia, jak robotnik, co czeka zapłaty (…). Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei. Wspomnij, że dni me jak powiew”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PROSZĘ WYBACZYĆ PESYMIZM… nie potrafię się zdobyć na wywody z wyższej półki póki co… Mam nadzieję, że przyjdzie czas… Choć może ma być tak jak jest, w ciągłym biegu… Byleby tylko do celu dotrzeć, tego dobrego, tego ostatecznego… &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-5124815613582641355?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/5124815613582641355/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/02/kilka-mysli-z-expresu-relacji-romolo.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5124815613582641355'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/5124815613582641355'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/02/kilka-mysli-z-expresu-relacji-romolo.html' title='Kilka mysli z expresu relacji Romolo - ... (Wieczność)'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-1744562858742865529</id><published>2009-01-23T14:59:00.003+01:00</published><updated>2009-01-23T15:05:47.131+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fiszki'/><title type='text'>Teologia i teolodzy</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family:lucida grande;"&gt;"Dzisiaj teologia stała się jedną z wielu dyscyplin akademickich, a teologom niejednokrotnie trudno jest się modlić. Dla przyszłości chrześcijańskiego przywództwa zasadniczej wagi nabiera jednak odzyskanie mistycznego aspektu teologii, tak aby wszystkie wypowiadane słowa, wszelka rada, jakiej udzielamy, i wszelka strategia działania miały swoje źródło w sercu, które z bliska zna Boga." &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;(Nouwen H., &lt;em&gt;W imię Jezusa. Refleksje nad chrześcijańskim przywództwem&lt;/em&gt;, Kraków 2004, s. 40 - 42.).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-1744562858742865529?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/1744562858742865529/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/01/teologia-i-teolodzy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/1744562858742865529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/1744562858742865529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/01/teologia-i-teolodzy.html' title='Teologia i teolodzy'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-940586282233990244</id><published>2009-01-20T00:04:00.008+01:00</published><updated>2009-01-20T00:23:18.200+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Z dystansem...</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Od chwili, w której dokonałem zmiany kalendarzy upłynęło już 20 dni. I znów należałoby zrobić refleksję nad szybko mijającym czasem. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem… wszyscy dobrze to znamy, więc może postaram się nie podejować zbyt rozlegle tego tematu, który wywołuje, u mnie bynajmniej, pogorszenie nastroju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem 6 stycznia poleciałem na kilka dni do Polski. Korzystając z poświątecznej obniżki cen w mojej niezawodnej linii lotniczej &lt;a href="http://book.wizzair.com/Default.asp?slid=clear&amp;amp;language=PL&amp;amp;"&gt;Wizz Air&lt;/a&gt;, zakupiłem bilet i… kilka dni oderwania się od rzymskiej codzienności było dobrym odpoczynkiem, „zresetowniem” twardego dysku pełnego myśli, zajęć i projekt&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SXUJemdBLMI/AAAAAAAAADY/PtiVMevUd7o/s1600-h/untitled.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5293147358366870722" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SXUJemdBLMI/AAAAAAAAADY/PtiVMevUd7o/s200/untitled.bmp" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ów. Tak sobie myślę, że cena przelotu do Polski jest nieraz niższa od biletu PKP z Gdańska do Krakowa, nie wspominając o tym, że to tylko 1,30 godziny! Pierwszym szokiem po przylocie do Pyrzowic, był oczywiście szok termiczny! Minus 21o C! Tego się nie spodziewałem. Mimo wszystko jednak lubię polski mróz. Tak jak lubię Polskę w okresie Bożego Narodzenia. Szopki, choinki, kolędy. Nie ukrywam, że często brakuje mi tego tradycyjnego, polskiego świętowania tutaj, we Włoszech. Czas w domu rodzinnym, w którym po wielu latach przyjąłem księdza po kolędzie (ha!), odwiedzanie znajomych w mojej rodzinnej miejscowości, i kilka godzin u mojego serdecznego Przyjaciela, który na „odstresowanie” zaaplikował mi odpowiednie lekarstwo, w postaci świetnego zresztą filmu „Mamma mia!”. To wszystko, te cztery niepełne dni pozwoliły mi naprawdę odpocząć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba nabierać dystansu do samego siebie, do zajęć i obowiązków, których ciągle jest wiele i wiele. Coraz częściej myślę, że trzeba dbać o siebie. Istnieje niebezpieczeństwo by dać się pochłonąć codzienności, a przecież tę codzienność trzeba racz&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SXUKGP9hptI/AAAAAAAAADg/L_qyLr15qdw/s1600-h/untitled1.bmp"&gt;&lt;/a&gt;ej dominować. &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SXULLIX-0-I/AAAAAAAAADo/-cG33_szd4M/s1600-h/untitled1.bmp"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5293149222898422754" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 150px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SXULLIX-0-I/AAAAAAAAADo/-cG33_szd4M/s200/untitled1.bmp" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wbrew pozorom nie należę do poukładanych ludzi. Mając nawet trzy kalendarze można być dość chaotycznym człowiekiem. I tak bywa. Czuję jednak potrzebę większej harmonii, w której będę miał czas na wszystko: modlitwę, pracę, wspólnotę, przyjaźń, lekturę, spacer, pizzę w Romolo, sen… Jeżeli życie jest ciągłym biegiem, jeżeli jest zdominowane przez niekończące się „muszę” to i tamto, to nie tylko łatwo o zadyszkę, to już prosta droga do życiowych „zawałów”. Nie można wszystkiego i dla wszystkich. Ostatnio stwierdzam też, że przychodzi czas, najwyższy czas, by zapracować na własną emeryturę. Jeśli on w ogóle nadejdzie. Wiele projektów przede mną. Także na ten rok. Nabieram jednak dystansu do nich. „Śpiesz się powoli”, ślimak czasem wcześniej dopełznie do swego celu, niż człowiek załatwiający dziesiątki spraw na minutę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego spróbuję zharmonizować trochę moją codzienność. A na zmęczenie polecam „Mamma mia!” z wiecznie młodymi piosenkami Abby. Naprawdę robi dobrze! &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5293146009669591474" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 138px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SXUIQGKh4bI/AAAAAAAAADQ/j1GZYc_GkRQ/s200/6924bdba4e113b4.jpg" border="0" /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-940586282233990244?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/940586282233990244/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/01/z-dystansem.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/940586282233990244'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/940586282233990244'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/01/z-dystansem.html' title='Z dystansem...'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SXUJemdBLMI/AAAAAAAAADY/PtiVMevUd7o/s72-c/untitled.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-813880346414014490</id><published>2009-01-02T00:09:00.007+01:00</published><updated>2009-01-03T16:50:31.448+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Czas zmiany kalendarzy</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Od kilku lat używam trzech (tak, dokładnie trzech) kalendarzy. To nie tak, że jeden mi nie wystarcza. Każdy ma swoje znaczenie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SV1Q05srmJI/AAAAAAAAACo/DlroCkpiz5I/s1600-h/paparat.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5286470407374477458" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 150px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SV1Q05srmJI/AAAAAAAAACo/DlroCkpiz5I/s200/paparat.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;- Pierwszy z nich zdobi ścianę mojego pokoju. Kiedyś były to kalendarze z pejzażami gór, krajobrazami. Od dwóch lat jest to oficjalny kalendarz L’Osservatore Romano z fotografiami B16. Nie ukrywam mojej sympatii do obecnego papieża, może dlatego, że wciąż mam w pamięci spotkania z nim na ulicy, kiedy wymienialiśmy pozdrowienie, spotykając się bądź to w drodze na ranną Eucharystię, bądź w czasie spacerów z różańcem w ręku. Jednak wielkość tego człowieka dostrzegam w jego prostocie i pokorze oraz w mądrości, której wielkość wyraża się w przejrzystym przekazie nie tyle myśli o Bogu ile samego Boga i dróg do Niego prowadzących. Proszę wybaczyć to wyznanie, ale nie wstydzę się tego i jest ono po prostu moje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Drugi kalendarz, z międzynarodowej serii Quo vadis służy mi do planowania i zapisu tego, co ma się wydarzyć. Pozostaje więc swoistym archiwum tego, co się wydarzyło. Spotkania, konferencje, wykłady… Wszystko z podziałem na dni i godziny. Lubię ten kalendarz, ponieważ jego kieszonkowy format pozwala na to, by mi prawie zawsze towarzyszył, &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SV1RDGtZGcI/AAAAAAAAACw/yNb4w_GrCu8/s1600-h/uklad-agenda-weekly.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5286470651385289154" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 142px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SV1RDGtZGcI/AAAAAAAAACw/yNb4w_GrCu8/s200/uklad-agenda-weekly.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;otwierając go mam przed sobą cały tydzień, stąd łatwo zobaczyć, co mnie czeka i jak zaplanować czas. Nagłówek każdego dnia służy do zapisu tego co dziś jest najważniejsze i o czym nie mogę zapomnieć. To tam wpisuję na początku roku informacje o urodzinach, imieninach i wszelkich rocznicach. Na każdej stronie jest też miejsce na wpisanie zaplanowanych telefonów, e-maili, itp. Kalendarz ten pozostaje zatem niemym świadkiem historii i jej intensywności oraz przemijającego czasu. Dodam, że coraz częściej zauważam, że bez tego kalendarza zginąłbym w natłoku różnych spraw i zadań… I choć daleko mi do tego, ba, nawet nie będzie to moim udziałem J pamiętam jak bp Józef Pazdur mówił często, że „biskup składa się z mitry, pastorału i… kalendarza” J&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- I w końcu trzeci kalendarz. Jest nim Agenda biblijna wydawana w dwóch różnych formatach przez Werbistów. Ten kalendarz ma jasno określone zadanie: ma być zapisem tego, co dzieje się w moim wnętrzu, pewnym rodzajem duchowego dziennika. Każda strona zawiera treść Ewangelii dnia wraz z krótkim komentarzem. Każda strona ma miejsce na to, by wpisać choć jedną krótką myśl, owoc medytacji, dialogu z Bogiem. To już nie niemy, ale żywy świadek historii mojego życia, jego zmienności i zawirowań, wzlotów i upadków… Kiedy zaglądam do takich notatek sprzed lat, potrafię w jednej chwili odtworzyć to, co wtedy, tego konkretnego dnia działo się w mojej osobistej historii. Jednak… Niestety w ostatnich latach kalendarz ten ma sporo pustych stron, nie zapisanych… Czemu? Właśnie, czemu tak? Pierwsza odpowiedź, która się nasuwa to ta, że ten trzeci, który powinien być pierwszym i najważniejszym kalendarzem, został wyparty przez drugi… Zadania, spotkania, sprawy, kwestie, działanie… Bieg, kołowrót, zamotanie, zmęczenie, niedosypianie, zmienność, wielość, stres, itd., itd… &lt;/div&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5286470983371922402" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 129px; CURSOR: hand; HEIGHT: 208px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SV1RWbdLG-I/AAAAAAAAAC4/Yd0lvj4or2A/s200/agenda.jpg" border="0" /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p align="justify"&gt;Wczoraj, kilka minut przed północą otwarłem ów trzeci kalendarz i przeczytałem wpis sprzed roku, z 1 stycznia 2008: „Kolejny rok… Zatrważająco szybko mija czas…! DO ŻYCIA TRZEBA PODCHODZIĆ Z POKORĄ, OGROMNĄ POKORĄ, żeby nie przegrać! W ręce Twoje, Panie, powierzam ducha mego…”. Następnie wpisałem ostatnią myśl odchodzącego do historii roku 2008: „W ostatnich chwilach tego roku muszę – niestety – powtórzyć jeszcze raz i jeszcze mocniej: Do życia trzeba podchodzić z pokorą, wielka pokorą! Czas mija zatrważająco szybko… I znów lekcja słabo zaliczona… Przepraszam, dziękuję i proszę!...”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele by pisać, bo każde z tych słów ma swoją wagę i kryje w sobie wiele… A więc: PRZEPRASZAM! DZIĘKUJĘ! PROSZĘ!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za kilka minut pierwszy dzień Nowego Roku 2009 przejdzie do archiwum historii. Zmieniłem kalendarze. Na ścianie B16 spaceruje z różańcem w ręku… Ważne przypomnienie! Na biurku leży zapisana już trochę agenda – plan na najbliższe dni i miesiące. Oby wszystkie wolne godziny były dobrze, sensownie i twórczo zapełnione! A obok mnie otwieram ów trzeci kalendarz, by dokonać pierwszego wpisu… Co napiszę? Coś, co wydawać się może proste, zbyt pobożne, ale przecież programowe i kluczowe. Wpisuje więc: „W Imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego…”. Resztę niech pisze On w moim życiu. Wszystko zawiera się w tym jednym. Nic więcej nie dodam. Oby tylko ten trzeci kalendarz stał się w tym roku pierwszym…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem byliśmy na Mszy Św. w 1 rocznicę śmierci Andrea… Rok temu, &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SV-I7MqImqI/AAAAAAAAADI/GZ78NT6AdN4/s1600-h/andrea.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5287095038147861154" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 150px; CURSOR: hand; HEIGHT: 212px" alt="" src="http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SV-I7MqImqI/AAAAAAAAADI/GZ78NT6AdN4/s200/andrea.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;kiedy wszyscy składali sobie życzenia, a miasto huczało od wystrzałów petard i sztucznych ogni, odszedł po cichu w jednym ze szpitali. Miał tylko 20 lat… Białaczka… Jego mama należy do ruchu świeckich salwatorianów. Rok temu kościół parafialny na Tor de’Cenci wypełnił się rówieśnikami Andrea, jego przyjaciółmi. Był ból, płacz i cisza. Wszyscy wpatrzeni w trumnę kolegi wsłuchiwali się w przesłanie jego młodego życia. Dziś, po roku było podobnie… Ktoś powiedział: „Andrea pracuje”… jak dobry anioł towarzyszy swoim bliskim i przyjaciołom, żeby dobrze przeżyli życie. Mario z Kolumbii mówił kazanie, które było rozwinięciem treści jego pogrzebowego kazania sprzed roku… Andrea jakby pilnował wszystkich naszych kalendarzy, żeby nie stracić ani jednej chwili w życiu i żeby przeżyć je najlepiej… Wbrew pozorom, to dobra lekcja na początek roku…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SV1aDVAwVgI/AAAAAAAAADA/iu6ypLBdKeM/s1600-h/1113392932_749.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5286480550829250050" style="FLOAT: left; MARGIN: 0px 10px 10px 0px; WIDTH: 117px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SV1aDVAwVgI/AAAAAAAAADA/iu6ypLBdKeM/s200/1113392932_749.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Od kilku lat pracujące w naszym domu polskie &lt;a href="http://www.terezjanki.pl/"&gt;siostry terezjanki &lt;/a&gt;dzielą się ze mną zwyczajem, który bardzo lubię. W Nowy Rok losują sobie świętego patrona/patronkę na cały rok. W ubiegłych latach wylosowałem O. Pio, Michała Archanioła, Dominika. Dziś wyciągnąłem patrona na ten rok, i… Uśmiechnąłem się w duchu, ale i czuję, że to kolejny znak dla mnie. W tym roku moją Siostrą – Patronką będzie… FAUSTYNA (Kowalska, oczywiście). Zatem… Wyjąłem z półki jej intymnego bloga, czyli znany na całym świecie Dzienniczek spotkań z jej Przyjacielem… Aż wstyd, ale się przyznam, nigdy nie potrafiłem się przekonać do jego lektury, a przecież ten swoisty „kalendarz” Faustyny ma w sobie treść i przesłanie… Chyba tego przesłania tak naprawdę poszukuję i oczekuję…! Dziękuję Ci, Siostro!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już po północy. Już 2 stycznia…&lt;br /&gt;Życzę Wszystkim Wam, by ten Nowy Rok był czasem najpiękniej zapisanych i szczęśliwie zrealizowanych kalendarzy… By przeszedł do historii jako dobry, naprawdę dobry rok!&lt;br /&gt;A więc: W Imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego!&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-813880346414014490?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/813880346414014490/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/01/czas-zmiany-kalendarzy.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/813880346414014490'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/813880346414014490'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2009/01/czas-zmiany-kalendarzy.html' title='Czas zmiany kalendarzy'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SV1Q05srmJI/AAAAAAAAACo/DlroCkpiz5I/s72-c/paparat.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-1139772782032706768</id><published>2008-12-28T09:56:00.008+01:00</published><updated>2008-12-28T11:25:24.880+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Święta, święta, i...</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SVdTT0R7jpI/AAAAAAAAACg/lWrUXp8P3Dw/s1600-h/11.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5284784287659036306" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 161px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SVdTT0R7jpI/AAAAAAAAACg/lWrUXp8P3Dw/s200/11.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Jak co roku, zaczęło się od wielkich przygotowań: życzenia, gonitwa prawie do ostatnich chwil przed ostatnią &lt;em&gt;Nowenną&lt;/em&gt; z Nieszporami... Na koniec został mój pokój, zagracony papierami i książkami. Jak zwykle najtrudniej znaleźć mi czas dla siebie. Na ulicach ruch, ludzie robią ostatnie wielkie zakupy. Od kilku tygodni miasto jest już rozświetlone świątecznymi lampkami, gwiazdkami, kolorowymi łańcuchami… Dla mnie to kolejne Święta poza domem i poza Polską. I gdzieś w środku pozostaje jakieś niedopełnienie, jednak brakuje mi polskiego Bożego Narodzenia! Tradycji, które próbujemy jakoś tam podtrzymać w polskiej grupie, śpiewu kolęd, śniegu… Tego całego tła, które otula nowo narodzonego Jezusa i przygarnia też zziębnięte serca samotnych…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś już po-świąteczna niedziela, najwyższy czas więc na to, by zacytować dobrze znane powiedzonko: „Święta, święta i po świętach” i zacząć myśleć o Sylwestrze i karnawale. Jednak nie! Z uporem chcę zatrzymać coś z tych świąt i powiedzieć, mimo wszystko: „Święta, święta i… ŚWIĘTA”!!! Dlaczego tak? Bo czas najwyższy odgruzować w sobie prawdę, że prawdziwe chrześcijaństwo polega na świętowaniu Boga, który przychodzi! &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Czytam pasterkowe kazanie Benedykta. Ten człowiek ciągle zaskakuje mnie  prostym przekazem trudnej teologii i doskonałym prowadzeniem w głębię Tajemnicy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- „Bóg mieszka w górze, ale spogląda na dół… Jest niezmiernie wielki i znacznie nas przewyższa. To jest pierwsze doświadczenie człowieka. Odległość wydaje się nieskończona. Stworzyciel wszechświata, Ten, który wszystkim kieruje, jest bardzo daleko od nas. Tak się początkowo wydaje. Potem jednak przychodzi zaskakujące doświadczenie: Ten, który nie ma równego sobie, który „mieszka w górze”, Ten sam spogląda w dół. Pochyla się. Widzi nas i widzi mnie. To Boże spoglądanie w dół jest czymś więcej, niż spojrzeniem z wysoka. Spoglądanie Boga jest działaniem. To, że widzi mnie On, że na mnie patrzy, przemienia mnie i świat wokół mnie”.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;To „pochylanie się” Boga i Jego patrzenie na mnie ośmiela mnie. Często jednak zawstydza. Często trudno mi zatrzymać się, by popatrzeć jaki On bliski. Myślę zbyt przyziemnie, własnymi siłami próbuje dokonać czegoś wielkiego w moim życiu i historii świata. I efekty są niestety marne… Pozostaje zmęczenie, bałagan i walka o to, by się nie poddać. Zawstydza mnie, bo jestem tak naprawdę słaby i brak mi pokory by do tego się przyznać i przyjąć porażki… Ale jeśli to spoglądanie Boga nie jest czymś biernym, a jest działaniem, które nie tylko patrzy na mnie ale przemienia, to może… właśnie, może powinienem wreszcie ulec temu działaniu….&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- „Swoim spoglądaniem w dół podnosi mnie On, życzliwie bierze mnie za rękę i pomaga mi wychodzić – właśnie mnie – z dołu ku górze. Bóg się pochyla. To słowo jest słowem proroczym. W betlejemską noc przyjęło znaczenie całkiem nowe. Pochylanie się Boga nabrało niesłychanego i wcześniej niewyobrażalnego realizmu. Pochyla się – schodzi, właśnie On, jako dziecko aż do nędzy stajni, symbolu wszelkiego ludzkiego niedostatku i opuszczenia. Bóg rzeczywiście schodzi. Staje się dzieckiem i wchodzi w sytuację zupełnej zależności od drugich, która jest właściwa istocie ludzkiej dopiero co narodzonej. Stwórca, który ma wszystko w swoich rękach, od którego my wszyscy zależymy, staje się małym i potrzebującym ludzkiej miłości. Bóg jest w stajni”.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli pytam się co jest Dobrą Nowiną dla mnie, to odpowiedź znajduję właśnie tu: w stajni. W stajni mojego serca, mojego życia, w mojej pustce, osamotnieniu, upokorzeniu, w nędzy mojego JA znajduję Boga!!! Boga, który staje się małym i potrzebującym mojej miłości… CZY POTRZEBA MI CZEGOŚ WIĘCEJ, BY UCIESZYĆ SIĘ I ŚWIĘTOWAĆ???&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- „Bóg uchylił nieco osłonę swego ukrycia najpierw wobec ludzi bardzo niskiego stanu, którzy w wielkim społeczeństwie byli raczej pogardzani: wobec pasterzy, którzy na polach wokół Betlejem pilnowali zwierząt. Łukasz mówi nam, że ci ludzie „trzymali straż nocną”. W ten sposób usłyszeć możemy przypomnienie centralnego motywu orędzia Jezusa, w którym stale i coraz bardziej przynaglająco, aż do Ogrójca, powraca wezwanie do czujności – by czuwając dostrzec przyjście Pana i być nań przygotowani. Dlatego również tutaj słowo to znaczy może coś więcej, niż tylko zewnętrznie nie spać w nocną porę. Byli to ludzie naprawdę czuwający, w których żywe było poczucie Boga i Jego bliskości. Ludzie, którzy trwali w oczekiwaniu na Boga i nie godzili się z tym, że wydaje się On daleki od codziennego życia. Do serca czuwającego można skierować orędzie wielkiej radości: tej nocy narodził się wam Zbawiciel. Tylko serce czuwające zdolne jest uwierzyć w orędzie. Tylko serce czuwające może napełnić się odwagą do wyruszenia w drogę, by znaleźć Boga w sytuacji dziecka w stajni”.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;To kolejna odpowiedź. Bóg daje swoje Słowo najpierw ludziom prostym. Oni nie studiowali ani filozofii ani teologii. Nie robili doktoratów na wielkich uniwersytetach. Oni czuwali, po prostu czuwali nad swoją trzodą. Nie mieli jednak złudzeń co do samych siebie. Wiedzieli, jakie jest ich miejsce w społeczeństwie, może dlatego byli czujni na przychodzącego Boga, tęsknili za Nim i za Jego bliskością. Bo kto mógłby zrozumieć ich lepiej, niż On…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- „Średniowieczny teolog Wilhelm z klasztoru św. Teodoryka powiedział kiedyś: Bóg – począwszy od Adama – widział, że Jego wielkość budziła w człowieku opór, że człowiek czuje się ograniczony w byciu samym sobą i zagrożony w swej wolności. Bóg zatem wybrał nową drogę. Stał się Dzieckiem. Stał się zależnym i słabym, potrzebującym naszej miłości. Teraz – mówi nam ten Bóg, który stał się Dzieckiem – nie możecie już bać się Mnie, teraz już możecie mnie tylko kochać”.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Oto konkluzja, która mnie ośmiela, by się przełamać, by spróbować, zaryzykować pomimo wszystko…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- „Tylko przez nawrócenie serc, tylko przez wewnętrzną przemianę człowieka można przezwyciężyć przyczynę wszystkiego tego zła, można pokonać moc złego ducha. Tylko wtedy, gdy zmieniają się ludzie, zmienia się świat. A żeby się zmienić, ludzie potrzebują światła pochodzącego od Boga, tego światła, które w sposób tak nieoczekiwany weszło w naszą noc”.&lt;br /&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze:&lt;br /&gt;&lt;em&gt;- „Tam, gdzie jest wiara, gdzie Jego słowo jest głoszone i słuchane, Bóg gromadzi ludzi i daje im siebie w swoim Ciele, przemienia ich w swoje Ciało. On „przychodzi”. I w ten sposób budzi się ludzkie serce”.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O co więc Cię proszę, Pochylający się, Przychodzący, Potrzebujący mojej miłości, Boże - Człowieku? Proszę Cię, by dotarło do mnie wreszcie światło tej prawdy… By oświeciło mnie, nawróciło i zmieniło. Tak, by święta trwały, więcej, by moje życie było świętowaniem nawet jeśli tylko (a może aż) w nędzy mojej szopki, w moim ubóstwie duchowym, w osamotnieniu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;&lt;strong&gt;- „Tak, Panie, daj nam ujrzeć coś z blasku Twojej chwały. I daj pokój na ziemi. Uczyń nas ludźmi Twojego pokoju”.&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;Moja Mama napisała mi w życzeniach: „Radujmy się z narodzenia Jezusa, który pragnie zwykłość naszego życia zmienić jego pełnię”…&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Tak, radujmy się i świętujmy bez końca! ON PRZYCHODZI! ON JEST! &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;Niech zatem te Święta trwają…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego życzę i sobie i Tobie, który czytasz to bożonarodzeniowe po-dzielenie…&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-1139772782032706768?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/1139772782032706768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2008/12/wita-wita-i.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/1139772782032706768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/1139772782032706768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2008/12/wita-wita-i.html' title='Święta, święta, i...'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SVdTT0R7jpI/AAAAAAAAACg/lWrUXp8P3Dw/s72-c/11.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-6998476464427045120</id><published>2008-12-14T13:19:00.006+01:00</published><updated>2008-12-14T13:59:31.415+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Z lektur'/><title type='text'>O zagubieniu i byciu poszukiwanym... z lektur Al Romolo</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;„Patrzę na swoje życie: stale się gubię.&lt;br /&gt;Moje życie jest ciągłym gubieniem się, żeby On mógł mnie znajdować, żeby stawał mi się coraz bardziej potrzebny, coraz bardziej bliski. Żebym stale odkrywał, że &lt;em&gt;On szukając mnie, usiadł znużony&lt;/em&gt;. A ‘znużony’ oznacza 'miłość aż do znużenia’. Po grzechu pierworodnym Bóg tak będzie kochał człowieka – wciąż go szukając, ‘aż do znużenia’, aż do umęczenia.&lt;br /&gt;W Eucharystii Jezus nawiedza mnie, stale zagubionego. Ale zagubienie jest przecież moim stanem normalnym, nie ma więc powodu do smutku. Tylko zagubiony mogę być odnaleziony. Inaczej On mnie nie odnajdzie, bo nie będę Go potrzebował, nie wpuszczę do siebie tej Miłości eucharystycznej. Bo muszą być przecież dwie miłości szukające się nawzajem. On zawsze daje mi łaskę, bym Go szukał, bo to moje szukanie jest wyrazem wiary, nadziei i miłości”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W tych chwilach największego zagubienia On sam przyciąga mnie swoją łaską przed ołtarz. Bo On też ‘ma nadzieję, że odkryję tę Jego niezwykłą miłość, jaka się z ołtarza eucharystycznego rozlewa. &lt;em&gt;W każdej Mszy Świętej mnie szukasz. To Ty mnie szukasz, nie ja – Ciebie. Ty zawsze jesteś pierwszy. Kiedy gubię się, martwię, że już wszystko stracone, bo sam nie jestem w stanie wrócić, Ty mnie znajdujesz, by powiedzieć: ‘Zobacz – jestem. Na ołtarzu’.&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nikt mnie nie szuka, tylko On. Kiedy w momentach kryzysu widzę, że nikt mnie nie chce, to mogę uchwycić się jak kotwicy tej niezwykłej prawdy, że choć właściwie cały jestem gubieniem się, to On cały jest obecny w poszukiwaniu mnie. I że w końcu wszystko w nim odnajdę. Bo On wszystko mi daje. Właśnie dlatego, że dając, chce mnie głębiej pociągnąć ku pragnieniu tylko Jego. Chce, żebym zrozumiał, że świat nie będzie mnie potrzebował – świat moich przyjaciół, rodziny, moich bliskich czy dalekich. Bo dla świata jestem najczęściej przedmiotem użytkowym, potrzebnym do załatwienia jakiejś sprawy. Wcześniej czy później odkryję, że nikt mnie nie chce dla mnie samego. Tylko On”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Za mało żyję wiarą, bo często żyję tak, jakby On nie istniał. Żyć wiarą – to wciąż próbować zwracać myśl ku Niemu. Co On teraz robi? Kiedy ja wstaję, myję się, szykuję do wyjścia. On odpoczywa? Patrzy? Jest bardzo daleko? Kiedy jem śniadanie spiesząc się – nie do Niego, tylko do pracy, a tym samym będąc w stanie zagubienia. Co On robi? Kiedy idę na Mszę świętą przyspieszając kroku, by się nie spóźnić, by obowiązkowi stało się zadość – On szuka mnie aż do znużenia”.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUT60fNZPWI/AAAAAAAAACY/qN9_xuAB32o/s1600-h/Zdumiewajaca+bliskosc.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5279620442822884706" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 135px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUT60fNZPWI/AAAAAAAAACY/qN9_xuAB32o/s200/Zdumiewajaca+bliskosc.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ks. Tadeusz Dajczer, &lt;em&gt;Zdumiewająca bliskość&lt;/em&gt;, z rozdziału &lt;em&gt;Szuka mnie aż do znużenia&lt;/em&gt;, &lt;a href="http://www.fidei.pl/"&gt;Wydawnictwo Fidei&lt;/a&gt;, Warszawa 2008.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Dziękuję, Księże Tadeuszu! Te słowa są odzwierciedleniem mojej codzienności… Czytałem je wczoraj w autobusie nr 23 jadąc w stronę Piramidy i miałem przed oczami konkretne ilustracje… Moje życie, moje zagubienia i Jego poszukującą aż do znużenia MIŁOŚĆ… &lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-6998476464427045120?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/6998476464427045120/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2008/12/patrz-na-swoje-ycie-stale-si-gubi.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/6998476464427045120'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/6998476464427045120'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2008/12/patrz-na-swoje-ycie-stale-si-gubi.html' title='O zagubieniu i byciu poszukiwanym... z lektur Al Romolo'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUT60fNZPWI/AAAAAAAAACY/qN9_xuAB32o/s72-c/Zdumiewajaca+bliskosc.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8038767401331931668.post-8363852291094834165</id><published>2008-12-12T19:05:00.011+01:00</published><updated>2008-12-13T01:30:41.798+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moje po-dzielenia'/><title type='text'>Na początek... Al Romolo</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUMCBqS8Q9I/AAAAAAAAABU/wJYCcqbQNpU/s1600-h/conciliazione.jpg"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5279065415765214162" style="DISPLAY: block; MARGIN: 0px auto 10px; WIDTH: 200px; CURSOR: hand; HEIGHT: 152px; TEXT-ALIGN: center" alt="" src="http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUMCBqS8Q9I/AAAAAAAAABU/wJYCcqbQNpU/s200/conciliazione.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Na skrzyżowaniu dwóch ulic Wiecznego Miasta, Via Porta Castello i Via Fosse di Castello, nieopodal Zamku Anioła jest takie miejsce, które jest czymś więcej niż tylko włoską trattorią i pizzerią… Jest miejscem spotkania, niekończących się rozmów i celebrowania przyjaźni. To miejsce nazywa się «Da Romolo». Przypadkowo kiedyś odkryte, kryje w sobie urok dla tych, którzy lubią tam po prostu pójść i spędzić wieczór w dobrym towarzystwie, przy lampce wina, zajadając pizzę której smak jest wyjątkowy, podobnie jak wyjątkowa jest ta trattoria.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śląski teolog i poeta, ks. Jerzy Szymik, medytował siedząc w Da Romolo w kwietniu 2007 roku:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uderzono mnie i pchnięto, bym upadł,&lt;br /&gt;lecz Pan mnie podtrzymał&lt;br /&gt;(Psalm 118, 13)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze raz była to prawda:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;stołek pod moimi stopami&lt;br /&gt;został wprawdzie trafiony&lt;br /&gt;potężnym kopniakiem przez samego diabła,&lt;br /&gt;ale sznur&lt;br /&gt;- przyczyna trwogi -&lt;br /&gt;był z papieru&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg nie chciał &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;śmierci grzesznika&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jeszcze raz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.&lt;br /&gt;Było oczywiste, &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUL8aq-MCHI/AAAAAAAAABE/j9jUTll4fjk/s1600-h/0259571815.jpg"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5279059248373565554" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 161px; CURSOR: hand; HEIGHT: 320px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUL8aq-MCHI/AAAAAAAAABE/j9jUTll4fjk/s320/0259571815.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;że jesteśmy chorzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W watykańskiej auli synodalnej&lt;br /&gt;z ust profesora Garonne,&lt;br /&gt;biblisty z Kościoła waldensów,&lt;br /&gt;usłyszałem diagnozę:&lt;br /&gt;societa hybris,&lt;br /&gt;społeczeństwo pychy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto precyzyjny opis nas i czasu naszego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3.&lt;br /&gt;Kobieta&lt;br /&gt;przy stoliku obok&lt;br /&gt;dotyka dłoni mężczyzny.&lt;br /&gt;Jeszcze tej nocy – mówią jej palce –&lt;br /&gt;- za niedługo, bądź pewny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4.&lt;br /&gt;Chrystusa widzi się wyraźnie&lt;br /&gt;tylko z tyłu.&lt;br /&gt;Kiedy się za Nim idzie,&lt;br /&gt;kiedy się Go naśladuje,&lt;br /&gt;pisze Benedykt XVI.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5.&lt;br /&gt;W owalnym lustrze Rzymu&lt;br /&gt;przegląda się noc kwietniowa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*&lt;br /&gt;Jeszcze raz była to prawda:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ad 1/ papierowy sznur&lt;br /&gt;ad 2/ wszechobecna pycha&lt;br /&gt;ad 3/ dygot rąk&lt;br /&gt;ad 4/ plecy Chrystusa&lt;br /&gt;ad 5/ granatowa ciemność wiosny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;tęsknota&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jeszcze raz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;/ «Trattoria da Romolo. 55 kwiecień życia» /&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="FONT-STYLE: italic"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Kilka lat temu chciałem zacząć pisanie bloga… Dla siebie, ale i dla innych, by podzielić się sobą, życiem, przemyśleniami, których tak wiele, a które domagają się by je wypowiedzieć. Chciałem, nie potrafiłem jednak tego zrealizować. Dlaczego? Sam nie wiem, może to po prostu nie był jeszcze czas… &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Któregoś dnia siedząc w Romolo z &lt;/span&gt;&lt;a href="http://cafelumen.blogspot.com/"&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;Simonem&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:130%;"&gt;, zwierzyłem się z moich niezrealizowanych marzeń. I efektem tego spotkania jest ta strona przemyśleń, obserwacji i po-dzielenia się. Nie mogłem zatytułować jej inaczej jak właśnie Al Romolo… Wszakże jest to jakaś cząstka tego etapu mojego życia. Do jakich konkluzji dojdę? Czas pokaże… Będąc cząstką społeczeństwa pychy wiem jedno, że jest we mnie tęsknota za Kimś, kto nie chce śmierci grzesznika… I jest tęsknota za tym, by nie zmarnować życia, nie zatrzymać się w miejscu i nie zamknąć w sobie tego, co stanowi mnie i moje życie. &lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUL3OQZhxsI/AAAAAAAAAA0/p8bPDCb5bKc/s1600-h/Apamen.jpg"&gt;&lt;span style="font-family:trebuchet ms;font-size:130%;"&gt;&lt;img id="BLOGGER_PHOTO_ID_5279053537523910338" style="FLOAT: right; MARGIN: 0px 0px 10px 10px; WIDTH: 178px; CURSOR: hand; HEIGHT: 200px" alt="" src="http://3.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUL3OQZhxsI/AAAAAAAAAA0/p8bPDCb5bKc/s200/Apamen.jpg" border="0" /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz… w owalnym lustrze Rzymu przegląda się noc grudniowa… W Tybrze woda podniosła się do niebezpiecznych rozmiarów, a mój pokój otula swoim śpiewem Anna Maria Jopek: «Szczęście to ta chwila co trwa / Szczęście to piórko na dłoni / Co zjawia się gdy samo chce / I gdy się za nim nie goni»…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I niech to będzie pierwsza konkluzja tego wieczoru…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8038767401331931668-8363852291094834165?l=alromolo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://alromolo.blogspot.com/feeds/8363852291094834165/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2008/12/trattoria-da-romolo.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/8363852291094834165'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8038767401331931668/posts/default/8363852291094834165'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://alromolo.blogspot.com/2008/12/trattoria-da-romolo.html' title='Na początek... Al Romolo'/><author><name>Luka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/06688422362063190853</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://2.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUN4FvUOSWI/AAAAAAAAABg/U0NHt4weaaA/S220/Immagine+001.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_7o3AF_2liBQ/SUMCBqS8Q9I/AAAAAAAAABU/wJYCcqbQNpU/s72-c/conciliazione.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry></feed>
